poniedziałek, 11 grudnia 2017

Poglądy, jak rękawiczki... (Tekst z dnia 9 lutego 2017 roku. )

Nie miałam wątpliwej przyjemności wysłuchania w całości dzisiejszego przemówienia ministra Waszczykowskiego. Dotarły do mnie tylko niektóre fragmenty oraz podsumowanie, wniebowziętego treścią tego wystąpienia prezydenta.
Z każdym kolejnym dniem rządów PIS zaczynam coraz bardziej doceniać tę część mojego życia, spędzoną w czasach komunizmu. Gdyby nie doświadczenia z tamtych lat, a przypomnijmy, że budowaliśmy wtedy drugą Japonię i byliśmy szóstą gospodarką świata, pewnie byłabym po takich górnolotnych przemówieniach równie zadowolona, jak pan prezydent. Ja niestety, te ściemy o potędze już kiedyś słyszałam, a co z tego wyszło, wszyscy pamiętamy lub wiemy z historii. Słuchając wystąpień członków PIS, nieodparcie nasuwają się nam na myśl wystąpienia Hitlera, płomienne przemowy innych dyktatorów, czy faszystowskie pieśni. Kiedy są obdarte z historycznej rzeczywistości, można odnieść wrażenie, że są naprawdę pozytywne i piękne. Niestety, za wielkimi słowami, które w czasach wszelkiej dyktatury, zupełnie zmieniają swój sens, kryję się często ludzkie cierpienie, wojna i głód. Tak również postrzegam przemowy obecnie rządzących. Gdyby przywrócić prawdziwy sens słowom, których używają, można by pójść za takimi politykami nawet w ogień. Ale kiedy się ich zna, kiedy się wie, że wszystko, co z ich ust wypływa jest dwuznaczne, wtedy odczuwa się tylko złość i żal. Swoją drogą, od kilku już dni zastanawiam się, kim jest ten genialny człowiek, twórca tych wszystkich wygłaszanych teorii. Gdyby istniała światowa nagroda, za odwracanie kota ogonem, on byłby zapewne mistrzem świata.
Z tego, co się zdążyłam zorientować, dziś, minister Waszczykowski, powiedział dokładnie odwrotnie to wszystko, co w międzynarodowej działalności PISu się wydarzyło i co wydarzyć się może. Tak oto, jak w czasach komuny, dowiedzieliśmy się, że znowu, kolejny raz wzmocniliśmy swoja pozycje w Europie. Mało tego, wzmocniliśmy ją tak bardzo, że możemy w tej chwili dyktować swoje warunki, rozwiązać unijne problemy i doradzać wspólnocie w sprawach poprawy demokracji. Gdyby to nie był mój kraj, to bym się pewnie dobrze uśmiała słysząc takie bzdury. Bo my, Polacy mieszkający za granica, najlepiej wiemy, ile wstydu z powodu różnych zachowań PISu z ministrem Waszczykowskim, zwanym ministrem obciachu, musieliśmy znosić. Wiemy, ile głupich tekstów, musieliśmy znajomym tłumaczyć, stosunek do emigrantów i uchodźców, z ataków na Lecha Wałęsę. I mam wielka prośbę do Witolda Waszczykowskiego, jako obywatelka Polski i jednocześnie mieszkanka Europy: Niech Pan nie naprawia Europy na waszą katolicką i faszystowską modłę. Nie potrzebne są nam ani wasze, pisowskie tradycje, ani wasze fobie.
Osobiście bardzo współczuję wyborcom PISu. Muszą mieć w głowach niezły mętlik. Przez wiele lat słyszeli o tym, jak wiele złego dla Polski płynie ze strony ekspansji niemieckiej, z przejmowania polskich banków i wpływie na media. Słyszeliśmy także o tym, jak francuski liberalizm i poprawność polityczna prowadzą Europę na granice upadku cywilizacyjnego. Teraz nagle okazuje się, że zaczynamy się przymilać do Angeli Merkel i nieśmiało się uśmiechamy do Francji. Czyżby się okazało, że braterstwo w Węgrami nam już nie wystarczy?
Myślę, że Angela Merkel musiała dać naszym oszołomom niezły wycisk, że tak nagle i radykalnie zmieniają poglądy. Waszczykowski mówi, że nie stoimy już na bocznicy, ale weszliśmy na główne tory. A ja mam wrażenie, że raczej jesteśmy kłodami leżącymi na tych torach, które hamują pociąg postępu. Ale skoro PIS tak szybko zmienia zdanie na temat swych stosunków z sąsiadami, wyborcy tej partii mogą się spodziewać, że w odruchy miłosierdzia, Jarosław Kaczyński wybaczy Donaldowi Tuskowi zamordowanie brata. Może także uznać, że nie było smoleńskiego zamachu. Bo to jest taka grupa ludzi, która nie ma żadnego kręgosłupa moralnego i ideowego. Pływają w tę stronę, w którą akurat jest im wygodnie.
Osobiście wolę przegrać wybory i być w opozycji, ale mieć pewność, że politycy, których popieram idą na kompromis tylko w obrębie znanych i akceptowanych ram. A jeśli już chodzi o opozycje, to Jarosław Kaczyński trochę się ostatnio zapędził. Uznał z wielką pogardą, że opozycja jest tak słaba, iż sam powinien być opozycją do własnego rządu. No cóż, w tym układzie politycznym, życzenia posła Kaczyńskiego spełnić się nie może. Ale z Narodem, jak z dzieckiem, panie prezesie: Mówisz i masz! A my już się nawet doczekać nie możemy, kiedy pan znowu stanie się liderem opozycji. I wtedy my będziemy ignorować pański jazgot. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Polska jest jedna? A od kiedy? ( Tekst z dnia 13 listopada 2019 roku)

Trochę nas wczoraj potrzymali w niepewności. Trudno było doczekać do tej 16-tej, kiedy się zbierze Senat, a tam jedna procedura za drugą...