niedziela, 10 grudnia 2017

Polski paszport. (Tekst z dnia 27 października 2016 roku.)

Na temat obchodów 11 listopada słyszę dwie skrajne opinie.
Jedni przestrzegają: „Proszę WAS, nie wychodźcie z domów. Minister Błaszczak szykuje swoje bojówki by WAS prowokowały i może się rozpętać wojna domowa”. Drudzy uważają, że powinniśmy tłumnie wyrazić swoją polskość na ulicach. Znacie mnie, wiecie który pogląd jest mi bliższy.
To, że minister Błaszczak podgrzewa atmosferę wokół tego święta, to jasne. Z góry też zakłada, kto będzie prowokatorem ewentualnych zamieszek i burd. Musimy się niestety liczyć z tą ewentualnością wychodząc na ulice tego dnia, że możemy oberwać w mniej lub bardziej przypadkowy sposób. Jest także ogromne zagrożenie, że iskra rzucona tego dnia może przerodzić się w wielki pożar wojny domowej.
Możemy więc uczcić to święto w domu, ukradkiem patrzeć przez przysłonięte zasłony, jak jacyś bandyci nadużywając wzniosłych słów o patriotyzmie i Ojczyźnie, przywłaszczają sobie Polskę tylko dla siebie. Musimy to wszystko bardzo poważnie rozważyć. Czy opłaca się stawać na drodze i narażać swój kraj na wewnętrzny konflikt społeczny? Pytanie, które należałoby postawić, jest proste: Czy chowając głowy w piasek unikniemy wojny domowej, czy tylko ją odwleczemy w czasie? Ja się bardzo poważnie obawiam, że prędzej czy później musi wydarzyć się coś ekstremalnego. Nie ma już chyba możliwości, by jakakolwiek zmiana mogła się odbyć przy urnach wyborczych. A więc albo przygotujemy po cichu jakiś pucz i przejmiemy władzę, albo musimy niestety iść na zwarcie. I obawiam się, że w każdym z tych scenariuszy czas działa na naszą niekorzyść. Po pierwsze, władza, a przy niej bandyci ciągle się umacniają, po drugie także my, świadomi trwania w szambie powoli zaczynamy sobie układać w nim życie. Coraz trudniej będzie ludzi przekonać do walki w celu dokonania zmian. A poza tym, z mojego punktu widzenia, nie pozwoliłabym tym ludziom poczuć smaku triumfu ani przez mgnienie oka. Jeśli się przestraszymy, jeśli im pozwolimy, oni poczują się jeszcze silniejsi.
Wrzuciłam wczoraj Państwu tekst Pawła Kasprzaka pt. „DO UCZESTNIKÓW MARSZU NIEPODLEGŁOŚCI”. Jeśli ktoś go przeczytał, a gorąco polecam, zobaczył w nim podobne wnioski do pewnych moich wcześniejszych wypowiedzi. Ja, za co zostałam ostro skrytykowana, podobnie odpowiedziałam na hasło KOD promowane podczas ostatniej manifestacji. Hasło brzmiało: Jedna Polska, dość podziałów. Ja wtedy z wielkim żalem napisałam:
Nie wiem, jaki może być sposób na pogodzenie tak skłóconego społeczeństwa. Chyba by trzeba sporą jego część wyciąć w pień. Bo jak ktoś sobie wyobraża tę zgodę? Czy ja z moimi poglądami, które uważam za słuszne i humanitarne, mogłabym szukać kompromisu z jakimś narodowcem? Na jakim polu mogłabym się z nim zgodzić? Czy będziemy tępić Żydów w trzecim pokoleniu, czy już od drugiego damy im spokój? A może oni zaakceptują moje lewactwo i miłość do uchodźców? I pytanie jest, czy ja w ogóle chce stanowić jedność z tymi ludźmi? Czy ja mogę nagle zaprzyjaźnić się z Brudzińskim, czy zaakceptować na arenie politycznej Dudę, Błaszczaka, czy Ziobrę? Tu nie ma żadnej możliwości kompromisu. Przykro mi, ale w to nie wierzę”.
Pan Paweł pisze dokładnie to samo. Nie ma żadnej szansy na jakąś wspólna drogę z tym marszem niepodległości, który nas czeka 11 listopada. Nie ma i nigdy nie będzie. Uczestnicy tego marszu to nie są ludzie, do których mogą dotrzeć jakiekolwiek argumenty, bo oni nawet własnej ideologii nie potrafią w rzeczowy sposób wytłumaczyć. Prawda jest taka, że garstka cwaniaków nazbierała ludzi bez przyszłości, nieudaczników o niskim poziomie inteligencji i brutalnie nasrała im do mózgów, słusznie wierząc, że nic oprócz gówna się tam nie przyklei. Mogę tym, często młodym ludziom współczuć, tym bardziej, że inna garstka, jeszcze większych cwaniaków próbuje ich wykorzystać przeciwko własnemu Narodowi. Ale nie mam złudzeń, ich Polska to nie jest moja Polska, ich patriotyzm jest ohydną manipulacją złożona z głupoty, niewiedzy, i nienawiści i przyprawiony na koniec ślepą wiarą w jakiegoś nieistniejącego boga. Ktoś tym ludziom powiedział, że ten, ten, i tamten są Żydami i trzeba ich nienawidzić. A więc nienawidzą. A zapytajcie ich, kto to jest Żyd? I założę się, że połowa będzie miała trudności z odpowiedzią. Nigdy nie będzie miejsca w jednym kraju dla mnie i dla nich. Bo mi się nie podobają ich bohaterowie. I zupełnie nie rozumiem, dlaczego znowu z uśmiechem na twarzy przemilczana jest prawda o żołnierzach wyklętych. Wykopujemy ich groby, fundujemy pochówek z honorami...Przecież to mordercy dzieci! Jeśli ktoś czytał Dżumę Alberta Camus, lub inne książki o czasach okupacji, o obozach koncentracyjnych, ten wie i rozumie, że człowiek głodny, skrajnie wyczerpany, żyjący w permanentnym strachu, jest w stanie dokonać największą podłość, by ratować życie. Ale czy wart jest istnienia kraj, w imię którego morduje się bezbronnych? Czy można zabijanie dzieci usprawiedliwić patriotyzmem?
Drodzy Polacy, przed nami naprawdę trudne decyzje. Po pierwsze w tym dniu zobaczymy, jak wielka jest skala zagrożenia. Z przyzwoleniem władzy wypełzną ze swych nor wszyscy faszyści, którzy do tej pory musieli się kryć. Ale przede wszystkim jest to jakaś próba dla nas wszystkich. Każdy z nas, kto ma polski paszport, ma prawo to święto obchodzić, ma prawo wyjść na ulicę. Nie pozwólmy, by nas ktoś wygonił z naszej Polski. Póki co, mam taką nadzieje, nas uczciwych i normalnych jest więcej. Oczywiście my nie pójdziemy świętować z kijami, nie będziemy wyrywać płytek, demolować sklepów i samochodów. Nie będziemy także obdarzać swych przeciwników epitetami, zapraszać ich do gazu lub próbować ich wieszać zamiast liści na drzewach. Ale i tak, bez tych wyzwisk możemy im powiedzieć co o nich myślimy. Możemy posłużyć się kulturalnymi słowami. Powiedzmy ich, że ich nie chcemy w tym kraju, że to nie jest ich Polska. Powiedzmy, że nie pozwolimy, by szerzyć tu faszyzm. Powiedzmy, że tylko osły pozwolą się bezmyślnie podburzać swym przywódcom. Pokażmy, że im nie oddamy nawet jednego metra tej ziemi.
Drodzy Państwo. Wczoraj doszło w Koninie do ataku młodych chłopców na swego kolegę. Czternastoletni uczeń został bestialsko pobity i musiał przejść operację. I nie jest to przypadek, że powodem zajścia było wcześniejsze zajście na boisku podczas meczu piłkarskiego. To daleki odzew tego, co robią dorośli. To przykład, który idzie z góry. „Jeśli będziesz grał przeciw nam to po prostu dostaniesz wpierdol”. Młodzież patrzy, co robią nasi bohaterowie na stadionach, na ulicach po meczy, na zagranicznych występach. I widzą, że władzy to się podoba. Chcą więc być tacy sami. I tak rośnie nam nowe pokolenie młodocianych kiboli. Możecie się usprawiedliwiać, że skoro nie jesteśmy agresywni, to lepiej będzie, jeśli po prostu zejdziemy im z drogi. Ale czy marsze niepodległości to ma być jedynym wydarzeniem, jakie tego dnia zobaczą nasze dzieci w telewizji? Czy pozostawimy ich bez alternatywy, czy taki im pozostawimy obraz patriotyzmu?
I z tym pytaniem zostawiam Państwa. To jest przełomowy moment, może ostatni, może ostatnia szansa.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Bajka o pewnym biznesmenie. ( Tekst z dnia 16 czerwca 2019 roku)

Drodzy Niedzielni Czytacze moich postów. Obietnica, że w niedziele nie będę nic pisać, bo chcę mieć dzień całkowicie wolny, j...