piątek, 8 grudnia 2017

POWIEM CI KIM JESTEŚ. (Tekst z dnia 24 lutego 2016 roku.)

 
Chciałabym się odnieść do komentarzy niektórych osób, do moich wypowiedzi na temat stanu wojennego i Lecha Wałęsy.
Tak, Janku! Ty, jako lekarz duszy, wiesz najlepiej, że takie pisanie w internecie nie koniecznie jest zwróceniem się do kogoś, ale raczej rozmowa z samym sobą. Jest to o tyle dobre i prawdziwe, że nie jesteśmy tylko odtwórcami zasłyszanych informacji, ale odnosimy się do własnych przeżyć i doświadczeń. I dla mnie tylko taka wewnętrzna rozmowa ma sens, bo żadna wiedza nie jest nam w stanie zastąpić myślenia i indywidualnego postrzegania świata. Taki długo wstęp, ale to dlatego, że znowu będę mówić o sobie.
Ostatnie moje wypowiedzi komentowaliście dość podobnie. Był w waszych wypowiedziach żal, że wiele osób, które nie pamiętają stanu wojennego, nie wiedzą, co ludzie przeżywali w tamtych czasach, wypowiada się dziś rozdając na prawo i lewo wyroki i sądy. Zastanawiacie się, dlaczego w ogóle zabierają głos ci, którzy nie pamiętają. Oczywiście najgorsza grupa, to ci, którzy wiedzą i pamiętają, ale próbują, zmienić fakty, na własny użytek.
I tu czas na kawałek mojego życia. Ja miałam tego pecha, że urodziłam się w wiejskiej, nie powiem, że biednej, ale nie zamożnej rodzinie. Bardzo długo nie mieliśmy telewizora, a kiedy już mieliśmy, to wiecie, co w nim było: Wielogodzinny dziennik i gęby towarzyszy. A ponieważ zimowe wieczory, z braku prac polowych są długie, więc trzeba było sobie znaleźć jakieś konstruktywne zajęcie. Moi rodzice wypożyczali książki z biblioteki wiejskiej i całe wieczory czytali na zmianę te książki na głos. A myśmy słuchali. Dzięki temu, zanim poszłam do szkoły znałam większość lektur i powieści historycznych, współczesnych, poezję Mickiewicza, Słowackiego, a nawet komucha Broniewskiego. W miarę upływu czasu, my także poznawaliśmy sztuką czytania i czytaliśmy wraz z rodzicami. Brak telewizora wpłynął na mnie także w inny sposób. Wykształcił we mnie głodnego kinomana, gdyż na wielkie premiery telewizyjne chodziło się do sąsiadów. Tęskniło się za kolejnym odcinkiem Pancernych itd. Ten głód pozostał mi do dziś. Mam jeszcze jedną traumę z dzieciństwa i założę się, że ma ją wielu z mojego pokolenia. Otóż zaraz po rozprowadzeniu prądu do wszystkich mieszkań( młodzież się pewnie uśmieje, ale doprowadzenie prądu było obowiązkowe), zamontowano nam także tak zwane „ kołchoźniki”, czyli radia. Był w nich oczywiście jeden jedyny program pierwszy. Radia montowano bardzo wysoko, prawie pod sufitem. Było bowiem ważne, by propaganda docierała do każdego i w każdym momencie. A wiadomo, nikt radia nie wyłączał, gdy było wysoko. U nie grało 24 godziny na dobę. Wprawdzie nie w pokojach sypialnych, ale słychać było wszędzie. I temu kołchoźnikowi, jak przypuszczam zawdzięczam swoje zamiłowanie do muzyki. Bo tam w przerwach między jednym a innym obwieszczeniem o sukcesach wspaniałej władzy, można było usłyszeć wiele pięknej muzyki, polskiej, francuskiej i oczywiście radzieckiej. Myślę, chociaż nie pamiętam tego na pewno, że wysłuchiwanie transmisji sportowych uzależniło mnie również od tego. Tak oto bieda ukształtowała osobowość wielu osób. Co by o tamtej władzy nie powiedział, to trzeba uczciwie zaznaczyć, że o rozwój w dziedzinie kultury i sztuki dbała. Do wiejskiej szkoły, a raczej remizy strażackiej, ale wypożyczanej w tym momencie przez szkołę, przyjeżdżało objazdowe kino, czasami nawet raz w miesiącu. Do tego jeszcze „ przymusowe” wyjazdy do dużego kina w mieście na epopeje narodowe. Czasem też jeździliśmy do teatru. Byliśmy również zmuszani do udziału w koncertach różnego rodzaju orkiestr lub chórów wojskowych. Czy wpoiło to mi miłość do komuny? Nie, raczej do muzyki i szacunek dla munduru.
Wielu się może to wydać dziwne, ale w tamtych czasach nie miało aż tak dużego znaczenia, co posiadamy, ale wstydem było nie znać, nie przeczytać, nie obejrzeć, nie wiedzieć.
Pytacie więc, dlaczego obecnie ludzie inaczej, niż my rozumieją patriotyzm? Obejrzyjcie się za siebie, na to, co kształtowało was. My, związki z Ojczyzną wysysaliśmy z mlekiem matki. Teoretycznie wszystko było pod przymusem, ale to z nas i osób trochę ode mnie starszych wyrosło pokolenie, które oddało nam wolność i umiało się z tej wolności cieszyć.
Szkoda tylko, że euforia związana z odzyskaniem wolności, całkowicie uczyniła nas ślepymi, na wartości. Wydawało nam się, że tak długo nas zmuszano, do tego patetycznego przeżywania uczuć patriotycznych, że wielu z nas odpuściło zupełnie swoim dzieciom. Pamiętam takie sytuacje, kiedy rodzice kłócili się z nauczycielami: Po co mojemu synowi szkoła. Rozłoży łóżko polowe na rynku i będzie biznesmenem. Tylko tyle, że te różnego rodzaju koniunktury na biznesy mijają, jak moda na mini. Jedyne, co daje prawdziwą wartość to wykształcenie, doświadczenie, poznawanie świata. I tak naprawdę, nasze jest tylko to, co zdołamy sobie wrzucić do umysłu. Wszystko inne przemija. Szkoły w wolnej Polsce zupełnie się zmieniły. Powyrzucano większość lektur, które nie tylko wpływały na patriotyzm, ale przede wszystkim uczyły tolerancji i wrażliwości na losy innych ludzi. Takie opowiadanie : „Od Apeninów do Andów” ze zbioru „Serce” Edwardo de Amicis, powieść „O psie, który jeździł koleją”. Czy ktoś jeszcze o nich pamięta? To one raniły nam serca.
Oczywiście nie ma złych książek. Każda jest czyimś innym punktem widzenia.
Dlaczego ja opowiadam tu swoje przeżycia z dzieciństwa i młodości, kiedy w około zawierucha polityczna. Robię to dlatego, bo mam wrażenie, że często rozmawiam z ludźmi pozbawionymi totalnie wiedzy ( chociaż często lepiej ode mnie wykształconymi), nie zdolnymi do analizowania sytuacji, bezwładnie przyjmującymi wiadomości bez refleksji. Trzeba się było wychować w komunie. Nauczyli byście się czytać między wierszami. Ja to obserwuję od dość dawna. Oczywiście w obecnej sytuacji, pewne postawy się uwypukliły. Powiem wprost najdelikatniej, jak potrafię. Ja widzę w bardzo znacznej części społeczeństwa zwyczajne niedouctwo. Inaczej tego nie mogę nazwać. I to się przejawia w obecnym stosunku do polityki również. Ja jestem matematycznym zerem, ale jeśli mi ktoś obiecuje mannę z nieba i spadające przepiórki, to nie przyjmuje tego na wiarę. Mam wpojone jakieś podstawowe zasady ekonomi, że lewa strona się musi równać prawej, że „winien” się musi kompensować z „ma”, że z pustego, to nawet pierdolony Salomon nie naleje. I żal mi tych ludzi, którzy pozwalają się nakręcać tą nienawiścią. Wszystko wiedzą, kto jest dobry, a kto zły. To jest niedouctwo i ignorancja. Jeśli ktoś ze zrozumieniem obejrzał kiedyś taki film „ Ostatnie kuszenie Chrystusa” zrozumiałby może, że bez Judasza, także nie byłoby zbawienia. Nie zawsze wszystko jest takie, jakie nam się wydaje. Czasami warto choćby pomyśleć, postawić się w roli innego człowieka, by zrozumieć.
I takie mam słowo na koniec. Może sobie ktoś pomyśleć, że chcę tutaj moralizować. Ale wynika to z mojego doświadczenia, do którego każdy ma prawo.
NIKT Z NAS NIE ŻYJE WIECZNIE. POZOSTAJE NAM TYLKO WIERZYĆ, ŻE NASZE CIAŁO JEST TYLKO OPAKOWANIEM, KTÓRE OPUSZCZAMY , KIEDY SIĘ ZUŻYJE. I CHOĆ NATURALNYM JEST NASZE DĄŻENIE DO POSIADANIA PRZEDMIOTÓW, TO ONE NIGDY NIE BĘDĄ CZĘŚCIĄ NAS. NIE ŻYJMY TYKO NA POWIERZCHNI ŻYCIA. PRZEBIJMY TĘ SKORUPĘ. WYCIŚNIJMY Z ŻYCIA TYLE, ILE SIĘ DA. NIGDY NIE JEST ZA PÓŹNO, BY WSTAĆ I ZACZĄĆ ŻYĆ. WY, TO NIE SAMOCHÓD, MIESZKANIE, CZY TELEWIZOR. TO WSZYSTKO PRZEMIJA. ALE POWIEDZ MI CO CZYTASZ, A POWIEM CI, KIM JESTEŚ. POWIEDZ MI CO OGLĄDASZ, A POWIEM CI KIM JESTEŚ. POWIEDZ MI CZEGO SŁUCHASZ, A POWIEM CI KIM JESTEŚ.....
Na pozór, to wszystko w znacznym stopniu odbiega od naszych zwykłych tematów rozmów. Ale tylko na pozór.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Katolickie łapy precz od moich dzieci. ( Tekst z dnia 21 listopada 2019 roku.)

Jak już wiecie, nie słuchałam sejmowego wystąpienia Morawieckiego, nie słuchałam też Kaczyńskiego, a tym bardziej Andrzeja Dudy. Niestety,...