piątek, 8 grudnia 2017

Powrót koszmaru smoleńskiego.(Tekst z dnia 27 stycznia 2016 roku.)

Kiedy wydarzyła się katastrofa smoleńska, większość osób, z którymi rozmawiałam, uważało, że teraz Pan Kaczyński odejdzie z polityki. Pomyśleliśmy, że gdyby kogoś z nas to spotkało, gdyby zginął nasz brat bliźniak, to mielibyśmy dość, że to za duża trauma. A Pan Kaczyński, jak gdyby nigdy nic, wziął tylko głęboki oddech, otrzepał piórka i słowo stało się ciałem, czyli sprawdziło się dosłownie przysłowie, że spłynęło to po nim, jak po kaczce ( wiecie, że pisząc słowo „kaczka” zaczynam się zastanawiać, czy nie pisać dużą literą. Chyba czas już skończyć z tym komentowaniem polityki). Nie zauważyłam u niego emocji, ale zakładam, że to środki uspokajające. Nie ogłupiły go one jednak do tego stopnia, by jego mózg nie szukał w całej tej sytuacji możliwości wyjścia na swoje. Ja to obserwuję od 5 lat. Inny człowiek, choćby przez chwilę się zatrzymał i zastanowił. Przyszłaby mu refleksja, że może gdyby odpuścili, nie musieli zawsze wszędzie być, wtedy to  by się nie stało. Dziś oczywiście się o tym nie mówi, ale przecież Lech Kaczyński biegał za Donaldem Tuskiem wszędzie, by się nie okazało, że Tusk jest od niego ważniejszy, I nie sądzę, by to była inicjatywa Lecha. Dziś się głośno krzyczy, że specjalnie rozdzielono wizyty. Ale ja to inaczej pamiętam. Wydaje mi się, że miała być tylko jedna uroczystość i że na nią Putin zaprosił Tuska. Protokół dyplomatyczny przewiduje, że premier zaprasza premiera, a prezydenta może zaprosić tylko prezydent. To Pałac prezydencki nalegał, by Lech Kaczyński tez jechał. I Miedwiediew, prezydent zaprosił wtedy Kaczyńskiego i specjalnie zorganizował tę druga uroczystość. Wydaje mi się, że taki był scenariusz, ale może pamięć mnie myli. W każdym bądź razie od pięciu lat Jarosław jedzie na plecach swego nieżyjącego brata. Organizuje gorzkie żale pod Pałacem Prezydenckim, Nie licząc się z uczuciami rodzin innych ofiar rozdrapuje ich rany przy każdej okazji. Nic się dla niego nie liczy. Zna dobrze mechanizmy uruchamiania najniższych instynktów w swoich wyznawcach. Jest mistrzem świata w obracaniu nieszczęścia w sukces. To dla mnie niezwykłe, jak taki człowiek, który niewątpliwie nie jest idiotą, wręcz przeciwnie to bardzo przebiegły i inteligentny osobnik pozbawiony skrupułów, może wbrew wszelkim prawom nauki głosić, że Jego brat zginął w zamachu. Nie mam nawet pięciu procent wątpliwości, że doskonale wie, że to nie prawda. Jak wiele trudu sobie zadaje w udowadnianiu swej teorii, jak wielu ekspertów udaje mu się zatrudnić, by te bzdury udowadniali naukowo, jaką robi wokół siebie otoczkę strachu i zagrożenia. No i ten najlepszy przyjaciel, Macierewicz. Myślę, że wbrew pozorom, to też swego rodzaju ofiara. Precyzyjnie wybrany człowiek wyraźnie wykazujący cechy niezrównoważenia emocjonalnego. W razie czego, to zawsze będzie można zrzucić wszystko na jego nadpobudliwość.
Generalnie nie lubię podwórkowej psychologii, szczególnie wobec osób, których nie znamy i oceniamy je zbyt pochopnie, bądź po stereotypach. Ale Pana Kaczyńskiego znamy od trzydziestu lat. Czy nie wydaje się wam, że on ma wyraźny syndrom poczucia winy. Tak wiele robi, by zamieszać w obrazie tego, co się zdarzyło, że ma się wrażenie, iż maczał w tym palce. Powstaje więc pytanie: O czym Lech Kaczyński rozmawiał z bratem dzwoniąc z Tupolewa? Czy Jarosław nalegał na lądowanie w Smoleńsku? Dlaczego Jarosław Kaczyński przypomina w tej sytuacji złodzieja, który uciekając krzyczy "to tamten ukradł"? Jestem pewna, że Jarosław Kaczyński doskonale zna prawdę, a tymi działaniami próbuje zamydlić nam oczy.
Gdybym była detektywem, powiedziałabym, że najważniejszy zawsze jest motyw. Jaki mógł mieć motyw ktokolwiek, by zamordować tego nic nie znaczącego prezydencika tupiącego, jak małe dziecko, któremu ktoś zabrał lizaka? Czy Putin, inny przywódca, a nawet Donald Tusk, narażał by swoje dobre imię, karierę, los swojej rodziny, by usunąć kogoś, kto nikomu w niczym nie zagrażał, nie znał żadnych tajemnic, nie miał wpływu na realną politykę. Czy morderstwo na takim człowieku warte było narażania kraju na wojnę? Nie znam odpowiedzi na tak zadane pytanie, ale może po prostu nie znam odpowiedzi na większość pytań. Wiem jednak, że to Jarosław Kaczyński dostał się na szczyty władzy po plecach brata, tylko on zyskał na jego śmierci. Może tak bardzo wierzy w zamach, bo sam maczał w nim palce, bo to, że sytuacja okazała mu się na rękę, to pewne. Dlaczego Pan Kaczyński zachowuje się tak, jakby miał nieczyste sumienie. Czy się kiedyś tego dowiemy?



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Katolickie łapy precz od moich dzieci. ( Tekst z dnia 21 listopada 2019 roku.)

Jak już wiecie, nie słuchałam sejmowego wystąpienia Morawieckiego, nie słuchałam też Kaczyńskiego, a tym bardziej Andrzeja Dudy. Niestety,...