wtorek, 12 grudnia 2017

Powrót z niemej podróży. (Tekst z dnia 1 października 2017 roku. )

Jak już wiele osób zauważyło, WRÓCIŁAM! Wróciłam z dalekiej acz nudnej podróży, podróży niemej. Wróciłam, ale nie wiem na jak długo, bo przecież nie zamierzam przestać głosić prawdy, takiej jaką widzę, a przez FB nazwanej brutalnie spamem.
Wiem, że mój protest przeciwko instrumentalnemu traktowaniu klientów przez Fb na nic się nie zda. A mimo to protestuję. Owszem, działam i udostępniam posty w bardzo wielu grupach. Ale post 100 razy udostępniony, nie staje się automatycznie spamem.
Rozumiem zablokowanie stron grup narodowców, bo ciągle jeszcze rozpowszechnianie ideologii faszystowskiej jest w Polsce niezgodne z prawem. Ale ja prawa nie przekraczam, tylko mówię trudną prawdę, jaka mi przychodzi do głowy. Nie nawołuje do zemsty, nie głoszę anarchii, nie posługuję się mową nienawiści. W ciągu tych kilku lat, od kiedy korzystam z FB, tylko raz przekroczyłam przepisy udostępniając film, który był chroniony prawami autorskimi. Tak po prostu bezwiednie chciałam się czymś fajnym z innymi podzielić, zrobiłam to bez grama złej woli, ale karę, dwudniową blokadę konta przyjęłam z pokorą uznając mój błąd.
Tak więc, jestem z WAMI, chociaż nie wiem, na jak długo. Wierzyłam naiwnie, że FB jest właśnie po to, by informacje rozlewały się po świecie. Wierzyłam również, że unikając wulgarnych postów, kłamliwych i nieprawdziwych informacji, oraz pornografii, będę bezpieczna w przestrzeni tego medium. Pomyliłam się, ale kto nie ryzykuje... ten jest tchórzem, albo nie ma nic do powiedzenia.
To tyle na mój skromny temat. Miałam przez chwile namiastkę tego, co będzie, kiedy PIS zacznie blokować internet.
Nie sposób dziś, w tę tragiczna dla Hiszpanii niedzielę, przemilczeć tego co dzieje się w KATALONII, bo wbrew pozorom można znaleźć wiele styków z różnymi zjawiskami w Polsce. Bardzo mnie też przygnębiła postawa wszystkich polityków od prawa do lewa w dzisiejszym programie Kawa na Ławę, wypowiadających się w tej kwestii. Ja, jako zwykły obywatel, mam prawo oceniać sytuacje po pozorach. Gdybym mieszkała w Polsce, pewnie miała bym podobne zdanie, co większość wypowiadających się polityków. Z natury bowiem jestem za wolnością. W tego typu sporach zawsze wypowiadam się za słabszym i mniejszym i pewnie kiedyś powiedziałabym, że skoro Katalonia chce się oddzielić od Hiszpanii, to ma takie prawo.
Politycy natomiast powinni mieć znacznie większą wiedzę o sytuacji politycznej w krajach Europy, dlatego zniesmaczyło mnie bardzo zdanie wypowiedziane przez Pana Neumana, że jest całym sercem z Katalończykami. Sprawa niestety jest nieco bardziej skomplikowana.
Jak wszyscy słyszeli, w Katalonii było już jedno referendum w sprawie oderwania tego regiony od Hiszpanii. To się wydarzyło zaledwie 2 lata temu. Wtedy Katalończycy opowiedzieli się przeciwko separacji. Ludzie rozumieli, że taki rozdział nie będzie korzystny ani dla Hiszpanii, ani dla Katalonii. W tym czasie w rządzie katalońskim pojawili się skrajni nacjonaliści, którzy podburzyli społeczeństwo regionu. Jako głównego argumentu użyli ekonomii ( skąd my to znamy). Pieniądze mają ogromną siłę w zamydlaniu ludziom oczu. Prawdą jest, że Katalonia to najbogatszy i najlepiej rozwinięty region Hiszpanii i że musi wspomagać inne regiony, szczególnie w dobie fal kryzysów różnego rodzaju. Ale czy nie jest tak samo we wszystkich innych krajach? Czy jest czymś nadzwyczajnym, że regiony bogate wspierają te biedniejsze? Na tym polega przecież solidarność społeczna. Drugą prawdą jest to, że Katalonia od dawna jest właściwie odrębnym bytem. Ma autonomię porównywalną z samodzielnym krajem, własny rząd, który ustanawia lokalne prawa, własny język i kulturę. Jedyną niedogodności jest stosowanie języka hiszpańskiego, jako drugiego języka urzędowego. Nikt nie zabrania Katalończykom być Katalończykami. Ja mieszkam w regionie Walencji. W moim mieście na ulicy wszyscy mówią po walencjańsku, a wielu z tych ludzi mówi po hiszpańsku gorzej, niż ja emigrantka. Jeszcze dwa lata temu społeczeństwo tego regionu rozumiało, że oderwanie się od Hiszpanii przyniesie tylko kłopoty, że wiele firm, dla który współpraca w ramach UE jest priorytetem, będzie musiała się przenieść do krajów, gdzie obowiązują prawa unijne. Nowy kraj będzie musiał walczyć o pozostanie w europejskiej wspólnocie. Nawet używanie wspólnej waluty może stanowić wielki problem. I tu proszę szczególnie WAS, Polaków na zwrócenie swojej uwagi. Dwa lata wpływy populistów narodowych ( którzy znaleźli się w rządzie) na obywateli i dziś mamy do czynienia z zamieszkami i krwią na ulicach. Populiści potrafią jedno robić doskonale: Drobny problem powiększą do ogromnych rozmiarów, napuszczą jednych ludzi na drugich poprzez mowę nienawiści. Finał mamy dziś na ulicach Hiszpanii. I najbardziej kuriozalne jest to, że w czasach generała Franko, kiedy Hiszpania byłą krajem faszystowskim, tylko Katalonia nie poddała się do końca dyktaturze. Reszta przestała walczyć i gdyby Franco nie umarł, do dziś by Hiszpania składała hołdy dyktatorowi. A teraz, ten sam naród dał się zmanipulować tak łatwo. Podobno mieszał w tym palce Putin, który po cichu wspiera wszystkie ruchy faszystowskie w Europie. Ale o tym nic nie wiem, nie mogę tej informacji potwierdzić.
Ja odczuwam smutek z powodu tej sytuacji. Uważam, że Hiszpania dołączyła do tych krajów, w których przywódcy, jak mali chłopcy walczą w piaskownicy o łopatkę. Nie rozumiem powodów, dla których Katalończycy chcą się oddzielić, bo są one nieracjonalne i populistyczne. Z drugiej strony nie rozumiem, dlaczego rząd w Madrycie nie pozwoli na przeprowadzenie referendum i walczy z tymi ludźmi przy pomocy policji. Przecież to tylko pogorszy sytuację i tworzy rachunki krzywd, o których będzie coraz trudniej zapomnieć. Mała rzeka, która dzieliła Hiszpanię od Katalonii powoli staje się morzem. A przecież wynik referendum nie musiał być przesądzony. Wcale nie jest powiedziane, że Katalończycy naprawdę chcę separacji. Może zachowaliby się racjonalnie, tak jak Szkoci. Taki dzień, jak dziś może zaważyć na losach Europy. Może się okazać, że mała grupka nacjonalistów w katalońskim parlamencie rozpali inne ogniska nacjonalistyczne w innych krajach. Może być z tego całkiem spora wojna z wieloma ofiarami. Przecież mamy takie organizacje we wszystkich krajach Europy, w Niemczech, we Francji, we Włoszech, a także w Polsce. Co będzie, jeśli także u mas nacjonaliści zaczną przemawiać z mównicy sejmowej i nawoływać do wydarcia siłą reparacji wojennych od Niemiec, lub zwrotu zagarniętych po wojnie ziem na wschodzi od Rosji? Czy będziemy się w stanie zachować rozsądnie w takiej sytuacji? Czy bezmyślnie rzucimy się w ogień wojenny?
Cały czas wmawiamy sobie, że zagrożeniem dla nas są jakieś pokazowe manewry rosyjskiego wojska. Ale przecież wiemy dobrze, że dopóki Unia i NATO są silne, Rosja nie ma żadnych szans na agresywne działania wobec Polski. Umyka nam, że prawdziwy wróg, który nam zagraża, czasem mieszka po drugiej stronie ulicy. Jest nim Polak, który nie zna historii, który pozwoli się nakręcić narodowym hasłom i którego zaślepia źle pojęta duma narodowa.
Jest taka choroba rodzicielska nazywana Zastępczy zespół Münchhausena. Polega ona na tym, że rodzic celowo wywołuje chorobę u dziecka, by zaspokoić swoją potrzebę bycia temu dziecku niezbędnym. Wywołuje zagrożenie zdrowia, by móc się dla tego chorego dziecka poświęcać. Ja widzę taką samą chorobę u narodowców, tylko skierowaną ku swojej Ojczyźnie. Ludzie, którzy nie potrafią zaspokoić swoich potrzeb patriotycznych pracując dla kraju, rozsławiając go poprzez sport, zdobycze naukowe lub sukcesy artystyczne, za wszelką cenę usiłują wywołać konflikt, by móc za tę Ojczyznę walczyć, a nawet zginąć. Zwykłe życie nie daje im poczucia spełniania swego obowiązku wobec Ojczyzny.
Rodzice, których dotknęła ta choroba szkodzą swoim dzieciom, ale nie można im zarzucić, że ich nie kochają. I sądzę, że większość tych ludzi chorych na skrajny patriotyzm też kocha swoją Ojczyznę. Jest to jednak miłość chora, patologiczna i szkodliwa.
A miało być krótko na przywitanie...
Cóż jeszcze mogę Państwu powiedzieć w tę niedzielę? Chyba tylko tyle, by widząc wydarzenia nawet w tak dalekim kraju, jak Hiszpania, zawsze się nad nimi zastanawiać i czegoś się z nich uczyć. Można też porównać dzisiejsze zamieszki w Barcelonie z naszymi protestami podczas miesięcznic, choćby ze względu na liczby bezwzględne. Madryt wysłał dziś do Barcelony 6 tysięcy policjantów, a przeciw nam na Krakowskim Przedmieściu, Kaczyński wysyła 2 tysiące??? Czasami przypada półtora policjanta na każdego protestującego. Wypadało by w tym miejscu zapytać, czy ta nasza policja jest taka do dupy, czy to my jesteśmy tacy groźni.
To by było na tyle...Nie wiem, co się wydarzy do wieczora. Mam kluskę w gardle i nagle odkryłam, że na tej mojej nowej Ojczyźnie też mi już trochę zależy. A moje miasto jest udekorowane Hiszpańskimi flagami. Na ulicach stoją grupki ludzi wykrzykujących VIVA ESPAÑA !, a tłum odpowiada VIVA, VIVA, VIVA!
Gdzie nie gdzie stoją pojedynczy policjanci obserwujący tłum. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Bez boga wam się nie uda... ( Tekst z dnia 16 maja 2019 roku)

Właśnie wyłączyłam telewizor. Nie zniosę po raz setny tej samej piosenki odśpiewywanej przez Ziobrę! W pierwszym momencie po premierze w...