niedziela, 10 grudnia 2017

Prawdziwe ŚWIĘTO ZMARŁYCH. (Tekst z dnia 1 listopada 2016 roku.)

Nie przepadam za tak zwanym „świętem zmarłych”.
Nie, nie dlatego, że usiłuję być za wszelką cenę ekscentryczna. Raczej ma to bardzo realne uzasadnienie. Po prostu dorosłam. Przestało to być dla mnie święto cmentarzy tysiąca świec. W dzieciństwie, kiedy jeszcze nie odeszli ludzie naprawdę nam bliscy, lubimy chodzić na cmentarz i w tym jednym dniu w roku bawić się ogniem, brudzić ubrania woskiem i biegać nawet wtedy, kiedy ksiądz odprawia nabożeństwo. Ale kiedy, tak jak ja wspomina się tego dnia rodziców i inne osoby bardzo nam bliskie, przestaje to być w ogóle święto. Dla mnie jest to swego rodzaju tortura. Drugi powód, to jak zwykle, polskie świąteczne szaleństwo. Czyli zupełne niezrozumienie tego święta. Jak wiemy, ogień jest symbolem nieśmiertelnej duszy. Zapalamy go, by poczuć osobę bliską obok siebie, by dać wyraz wiary, że ciągle jest w naszych sercach. Tylko Ci nasi, polscy zmarli mieli chyba dużo więcej dusz, niż inni przeciętni ludzie. Widać to bo zapchanych zniczami grobach. Znowu wyjdę na skąpca. Ale jestem zwolenniczka idei, by na grobie było tyle płomieni, ile szczątków jest w grobie. Ja, nie mam szczególnego wpływu na groby moich bliskich. Bo skoro daleko mieszkam i nie mogę o nie dbać osobiście, nie czuję się uprawniona, by tam zarządzać. Ale nie chcąc być skąpą osobą, gdyby to ode mnie zależało postawiłabym na nagrobku jeden duży, nawet marmurowy znicz, podzielony na tyle płomieni, ilu zmarłych w tym miejscu pochowano. Działał by on na takiej samej zasadzie, jak kominki na alkohol. Byłoby pięknie, schludnie i poważnie, jak na to święto przystało. Powiecie, taka jest polska tradycja. Owszem. W polskiej tradycji jest cmentarna rewia mowy, gdzie przed zimowym sezonem prezentuje się najnowsze trendy, futra, markowe torebki i kozaczki. A poza tym, trwa odwieczny konkurs, kto więcej zniczy postawi na grobie i czyje będą bardziej wymyślne i droższe. Tylko co to ma wspólnego z naszą miłością i tęsknotą za naszymi bliskimi zmarłymi. Jak 80 % wszystkiego, co robimy w swoim życiu, robimy to dla swoich sąsiadów, dla opinii publicznej pojmowanej w pokrętny sposób. Kiedy ja byłam dzieckiem, rodziny takie, jak moja, nie stać było na te wymyślne znicze, w ogóle mało kogo było stać. Czy miłość mojej matki, do swych rodziców była gorsza, kiedy na grobie były zwykłe świeczki, takie, które się zapala w domu, kiedy braknie prądu? Dziś oczywiście panuje zasada,przepraszam za kolokwializm przy święcie, ale inaczej i bardziej precyzyjnie nie mogę tego określić, a więc panuje zasada „zesraj się, a nie daj się...” Nie żryj, nie płać rachunków, nie wysyłaj dzieci na wycieczkę, nie kupuj książki, nie korzystaj z radości życia. Cały rok oszczędzaj, bo te 200 zniczy na twoim grobie musi być. My Polacy bardzo żyjemy na zewnątrz. Jest to dość unikatowe zjawisko. Takie dziwne z nas grabie, które wprawdzie grabią prawidłowo, do siebie, ale wszystko, co zagrabią pozostawiają przed bramą, by sąsiedzi mogli podziwiać. Oczywiście ja się w tej kulturze wychowałam, trochę może rozumiem, a raczej odczuwam podobne emocje. Ale dla mnie ważne jest by w tym dniu, kiedy czcimy naszych zmarłych bliskich, nie zabrakło świeczki także dla tych samotnych, o których grobach nikt nie pamięta, dla tych grobów, których się bliscy wstydzą, tych tak zwanych „pod płotem”. Niech w tym dniu, nasze wybaczenie, niezależnie od winy, dotrze także w te rejony cmentarza. Kiedy chodziłam do szkoły, harcerze opiekowali się grobami poległych w czasie wojny. Nie byli to tylko nasi polscy bohaterowie. Byli tam żołnierze różnych armii i bezimienni. Mam nadzieje, że ta tradycja jest w Polsce również kultywowana.
I jeszcze jeden powód, może najważniejszy, dla którego nie lubię tego święta: Już od piątku, odkąd zaczął się długi weekend słyszę w telewizji o kolejnych wypadkach drogowych, osób, które podróżowały w celu odwiedzin na grobach. W Polsce jest to prawdziwa wędrówka ludów, nie ma to odniesienia do żadnego innego kraju, który znam. I wiadomo, że z powodu tego święta, śmierć ma bardzo bogate żniwa. I pod tym względem, jest to prawdziwe „święto zmarłych”, sporo ich przybywa na tamten świat. Prawdą jest, że w tym okresie, ludzie dostają prawdziwego „małpiego rozumu” i jeżdżą z dużą dozą nerwów, co się przekłada na zdarzenia drogowe. Ale pamiętam tę myśl, zawsze kiedy wybieraliśmy się na groby, że także my możemy z tej podróży już nie wrócić do domu.
Ale w tym roku, w Polsce, to święto ma jeszcze jeden przykry wymiar. W tle naszych wizyt na cmentarzach pozostaje widmo ekshumacji ofiar katastrofy smoleńskiej. Myślę, że ten fakt na zawsze zmieni nasze spojrzenie na to święto i na okazywanie szacunku ludzkim szczątkom. Okazuje się, że wszystkie nasze wielowiekowe tradycje stają się niczym wobec doczesnych celów politycznych. Oczywiście prawo stanowi, że prokuratura może zarządzić ekshumację, jeśli dobro śledztwa tego wymaga. I jest to dobre prawo, bo często przestępcami, mordercami są najbliżsi ofiar i ich sprzeciw mógłby zablokować odkrycie prawdy. Ale ten przypadek jest szczególny. Po pierwsze, że nie ma żadnych podstaw, by spodziewać się odnalezienia czegoś nowego w tych szczątkach, a po drugie, nonszalancki sposób traktowania rodzin i ich sprzeciwu, wielka nagłośniona pompa wokół tych działań, są obrzydliwe. Okazuje się, że suweren nie ma żadnego szacunku dla zmarłych, i co najgorsze, nawet kościół katolicki takiego szacunku nie posiada za grosz. W duchu się cieszę, bo to tylko obnaża prawdę i o politykach i o kościele. Pokazuje ich prawdziwą brudna, przeżartą nienawiścią i rządzą władzy twarz, ich bezduszne wnętrze gotowe na każde obrzydliwe działanie, byle tylko osiągnąć swoje cele. Niestety w niczym to nie pomaga tym bezradnym, po raz kolejny ranionym rodzinom ofiar, którym zwyczajnie po ludzku współczuję. Myślę, że jeśli mamy taki grób ofiary katastrofy smoleńskiej w swoim mieście, powinniśmy w dniu ekshumacji zgromadzić się przy nim i symbolicznie bronić dostępu do grobu. Oczywiście, nic zrobić nie możemy. Nie obronimy tych zwłok przed bestialstwem władzy, ale przynajmniej rodziny nie pozostaną same w tym nieszczęściu. Zobaczą, że społeczeństwo jest z nimi. Prawo niestety jest po stronie silniejszego, nawet, jeśli tym silniejszym jest szalony Macierewicz. Nie zmienia to jednak faktu, że te wydarzenia zupełnie zmieniają oblicze święta zmarłych. Politycy uczynili z niego święto bezczeszczenia grobów i w naszej pamięci, takim już pozostanie. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Marian wybawca. ( Tekst z dnia 10 grudnia 2019 roku.)

Halo! Polacy! Halo! Jak się WAM żyje w czarnej dziurze? Pytam, jako osoba, która jest zawieszona gdzieś pomiędzy WASZYM, a normalnym świat...