niedziela, 10 grudnia 2017

Prawdziwy człowiek. (Tekst z dnia 1 lipca 2016 roku. )

W blogu politycznym nie powinno być o sporcie. Ale u nas, jak zwykle jedno z drugim się miesza i dość trudno jest pominąć to milczeniem. Tytułem wstępu kilka słów o tym, co się stało wczoraj. Bardzo się denerwowałam podczas całego meczu. Podejrzewam, jak wszyscy prawdziwi kibice. Ale dziś nie mam jakiegoś wielkiego żalu, co do wyniku. Może dlatego, że ani przez moment nie miałam wrażenia, że jesteśmy od Portugalii gorsi. Graliśmy jak równy z równym? Nie! Byliśmy równi, jesteśmy równi najlepszym drużynom Europy. Nie mam zawiedzionych nadziei, bo rozumiem sport. Nie jest ważne, kto wygrywa. Liczy się gra. By ktoś mógł być wygrany, ktoś musi być przegrany. Wielkie dzięki i „naszym” i przeciwnikom za wspaniały spektakl. Jest warty zrezygnowania z każdego filmu, bo nie jest reżyserowany i nie ma wcześniej zapisanego scenariusza. Niech żyje więc piłka nożna, jedyna dziedzina, która jest w stanie zjednoczyć tę Ziemię.
Niestety, wiele osób zupełnie nie rozumie na czym sport polega. Ich wypowiedzi są NIEKOMENTOWALNE. Bo co można powiedzieć człowiekowi, który pragnie meczy z Belgią, bo mamy porachunki z Unia Europejską. Co mamy zrobić, kiedy ktoś na każdym kroku podkreśla, że jesteśmy jedyną drużyną, w której grają sami biali i to dlatego dobrze, że wygrywamy z kolorowymi? Niestety, ale wyższość białej rasy okazała się wczoraj niewystarczająca i wygrali Portugalczycy, którzy specjalnie biali nie są. Ale chyba w największą konsternację spowodowała wypowiedź jednego z polityków, którego nazwiska nie podano i chyba bardzo szybko zniknęła z obiegu społecznego, co mnie nie dziwi. Nie interesuje mnie z jakiej partii to indywiduum pochodzi. Dla mnie jest zerem. Wyobraźcie sobie, że dla niego nie było istotne to, czy wygramy czy przegramy mecz z Portugalia, czy będziemy w półfinale, czy pojedziemy do domu. Dla niego, cytuję „najważniejsze było to by upokorzyć Ronaldo”.
Tu wypada podać kilka suchych informacji:
Cristiano Ronaldo dos Santos Aveiro.( to co nam się wydaje nazwiskiem jest drugim imieniem otrzymanym po prezydencie USA), urodzony w roku 1985 na Maderze w biednej rodzinie, jako czwarte, nieplanowane dziecko. Posiada troje starszego rodzeństwa, dwie siostry i brata. Zamieszkiwał w przeciekającej i za ciasnej chałupie. Jako ośmiolatek zaczął trenować w bardzo słabym klubie piłkarskim, w którym sprzątał jego ojciec. Przeciętny uczeń, grzeczny chłopiec. Do wszystkiego doszedł ciężką pracą, chociaż już jako dziecko charakteryzował się niezwykłym talentem i uporem w dążeniu do doskonałości. Resztę już zna prawie każdy. Coraz lepsze kluby portugalskie, Anglia, Real Madryt. I jako kariera piłkarska to taka banalna historia. Ale Cristiano Ronaldo ma drugą, zupełnie inną twarz.
Poproszony o przekazanie koszulki na aukcję zorganizowaną po to, by zebrać pieniądze na operację chłopca chorego na dysplazje korową, oprócz koszulki podarował również buty, ale przede wszystkim zapłacił koszty leczenia chłopca. Przekazał ponad 160 tysięcy euro na centrum wykrywania nowotworów w Portugalii,  Takich akcji w jego wykonaniu jest mnóstwo. Pomaga dzieciom na całym świecie, w akcjach charytatywnych lub na własną rękę. Nie ma to znaczenia, czy potrzeba pieniędzy na leczenie, na jedzenie, na wodę, czy jest klęska głodu, czy trzęsienie ziemi. Zawsze jakieś pieniążki od Ronaldo płyną. Wiecie dlaczego rodzice małego Piotrusia chorego na siatkówczaka prosili o pomoc Real Madryt, a nie np. Barcelonę. Bo w Barcelonie nie grają tacy piłkarze, jak Ronaldo, czy Marcelo, którzy mają serca większe od jakiejkolwiek znanej mi matki Teresy. I za to wszystko, jakiś porypany polaczek, stawia sobie za punkt honoru upokorzyć Cristiano Ronaldo. Bo oczywiście jest tak ślepy, że widzi tylko jego nowe fryzury, jego samochody, jego bogate życie. Tumani! Cristiano Ronaldo wszystko kupuje za swoje, ciężko zarobione pieniążki. Nikt mu nic za darmo nie dał. A za to, jak wspaniałym jest piłkarzem, jak wiele daje nam emocji i za to jakim jest człowiekiem, należy mu się wszystko, co najlepsze. Wbrew temu, co się pisze, nie jest ani zadufany w sobie, ani niegrzeczny. Jest tylko bardzo emocjonalny i prawdziwy. Dla mnie, i mówię to od dawna, Cristiano Ronaldo jest swego rodzaju papierem lakmusowym w moim stosunku do innych osób. Zauważyłam bowiem, że niezwykłą nienawiścią do niego pałają miernoty. Mówiąc kolokwialnie, zazwyczaj krytykują go zazdrosne jednostki, nie posiadające przysłowiowych jaj, zarówno w sensie mentalnym, jak fizycznym. Widzą w nim bowiem niezwykle utalentowanego człowieka sukcesu, do tego wzór męskości. Wyśmiewają więc, że się złości lub wzrusza. A to tylko dodaje mu człowieczeństwa i robi z niego rasowego faceta. Zresztą, jeśli przeciętny, nie posiadający pełnej gamy informacji Kowalski, popisuje się swym zakompleksieniem i niechęcią wobec innego człowieka, jestem to w stanie zrozumieć. Ale powiedzcie, jak to możliwe, że wybieramy na polityków, czyli naszych reprezentantów, ludzi u których nie występują żadne symptomu posiadania mózgu. Ich czaszki napełnione są galaretowatą szarą papką nienawiści do wszystkiego i wszystkich. I mimo to, że jestem dość dumna z Polaków po tych mistrzostwach. Mówię to o kibicach, bo z piłkarzy jestem naprawdę dumna, to zastanawiam się, kiedy Polacy przestana mnie szokować. Wiedziałam, że czasem lubią przesadzić z alkoholem, czy lubi im się cudzy przedmiot przykleić do ręki, ale w ciągu ostatniego roku zdołali mnie wielokrotnie zaskoczyć tak wielkimi pokładami małości i głupoty, że jestem w szoku. I ci biedni piłkarze, którzy kładą serce na boisku, by wam Polacy dogodzić, mogą być za takie wypowiedzi, jak i sugestię rasistowskie, które poczyniło ONR, po prostu wykluczeni z rozgrywek. Wiemy, że FIFA i UEFA nie maja litości jeśli chodzi o rasistowskie zachowania. Co będzie, jeśli przez głupotę prawicowych debili i faszystów zakaże się im brania udziału w takich wydarzeniach, jak Euro? Nikt od was nie chce takich niedźwiedzich przysług. Jeśli nie rozumiecie idei sportowej rywalizacji, to wracajcie do swojej nory, czy jaskini, gdzie jest wasze miejsce. Nie wypowiadajcie się publicznie powołując się i posługując naszą REPREZENTACJĄ. Czasami nie wiem, czy bardziej mam wam współczuć, czy się za was wstydzić.  Sport ma sens, jeśli jest oparty na wzajemnym szacunku.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Konstytucja tego nie zabrania... ( Tekst z dnia 12 września 2019 roku)

Dostałam bana, dziś o godzinie 10:00, kiedy grzecznie dosypiałam noc, ponieważ załamanie pogody mnie ubezwłasnowolniło w kwestii opuszcza...