poniedziałek, 11 grudnia 2017

Przypowieść o fakturze. (Tekst z dnia 18 stycznia 2017 roku. )

Opowiem WAM dzisiaj krótką historię, która jest dość charakterystyczna dla ludzi z mojego pokolenia. Przenieśmy się więc o te dwadzieścia kulka lat wcześniej, do Polski zaraz po transformacji. Wielokrotnie wspominałam WAM, że były to bardzo biedne i trudne czasy. Polska, po reformach Balcerowicza i zaciskaniu pasa, powoli zaczynała odbudowywać gospodarkę. Wiele firm powstawało nie zupełnie legalnie. To znaczy, ich majątek początkowy brał się z przemytów alkoholu, papierosów, lub innych szemranych interesów. Najważniejsze były wtedy znajomości. Pracownicy, po znajomości, przejmowali za bezcen majątki zakładów, w których wcześniej pracowali. Wszystko odbywało się na granicy prawa. Obiektywnie, cała Polska była jedną, wielka, szarą strefą. Z perspektywy czasu, nie ma w tym nic złego, w podobnych warunkach rodziła się potęga dzisiejszej Ameryki. Większość z nas, ludzi w moim wieku, pracowało w takich prywatnych firmach powstających na zgliszczach starego.
Ja również. Nie wiem, jak jest teraz w Polsce. Być może wszystko już się odbywa zupełnie zgodnie z prawem, ale kiedy ja jeszcze w Polsce mieszkałam i pracowałam, nie było mowy, by mały przedsiębiorca, taki zatrudniający do 100 pracowników, był w stanie utrzymać się na rynku, płacić pracownikom, rozwijać firmę, a jednocześnie uczciwie odprowadzając podatki. Tym bardziej, że wszelkiego rodzaju ulgi zawsze dotyczyły tych silniejszych i bogatszych. Zasada funkcjonowania takich firm byłą taka, że część materiałów kupowało się na faktury, a część na czarno. Jednocześnie, nie wystawiało się faktur na część sprzedawanych produktów. Kwitł więc między kontrahentami, tak zwany handel, „bez recepty”. A potem przychodził koniec roku, robiło się remanenty w firmach i oczywiście bilans musiał się zgadzać. Czyli, jeśli się okazało, że mamy na stanie jakieś nadwyżki towarów, na zakup których nie mamy faktur, prosiło się inną zaprzyjaźnioną firmę, by nam taką fakturę wystawiła. Dzwoniło się do zaprzyjaźnionego pana Jasia z firmy X, by nam wystawił fakturę na 2 kilo gwoździ, bo je mamy w nadwyżce, a my w zamian wystawialiśmy mu fakturę na 2 kłębki sznurka, które jakimś cudem on miał na stanie. To skomplikowane? Nie. Wielu z WAS pewnie uczestniczyło w tych procedurach. Najważniejsze było to, by na koniec roku ilość towaru kupionego na faktury i sprzedanego na faktury się zgadzała. Firmy pracujące w danej branży nawzajem ukrywały swoje obroty „bez recepty”, ale w papierach wszystko się zgadzało. Dzięki temu, chociaż nie można z czego być dumnym, wiele firm się rozwinęło, zatrudniało pracowników i uczciwie im płaciło.
Dlaczego WAM to opowiadam? Usłyszałam wczoraj takie zdanie, że jeśli na coś są faktury, to jest wszystko ok. Tylko tyle, że jak wiemy, papier wszystko przyjmie. I w wielu wypadkach, faktura jest tylko narzędziem do ominięcia zasad, a nawet prawa. Wiem, że w Polsce jest spory odsetek naiwnych ludzi wierzących we wszystko. Dowodem na to jest to, kto dziś w tym kraju rządzi. Ale proszę, osoby podpierające się tak zwanymi fakturami, by nie robiły ludziom wody z mózgu i nie stosowały wobec Polaków metody Kurskiego: Ciemny lud wszystko kupi. W Polsce, w niektórych innych krajach również ( Hiszpania), ciągle panuje system robienia sobie drobnych przysług. Np. tutaj w Hiszpanii, kiedy zasiłek dla bezrobotnych zależy od wysokości wypłaty, bardzo często pracodawca zwalniający pracownika zmienia mu kontrakt na ostatni miesiąc, by pracownik miał lepsze pieniądze na bezrobociu. Bo papier jest bardzo cierpliwy i pozwala nam napisać, to, co chcemy.
Osobom, które dziś powołują się na tak zwane faktury, powiem tylko tyle, że czasami jest lepiej milczeć. Bo wielu z nas ma różne doświadczenia życiowe, i musiało robić głupie rzeczy, by utrzymać rodzinę. Nie oburza nas aż tak bardzo, jakby się mogło wydawać, walką o życie, którą wielu z nas przeszło będąc uwikłanymi w różne przekręty. 
Ale bardzo nas boli kłamstwo, usłyszane od osób, którym ufaliśmy. To jest o wiele gorsze, niż kradzież. A poza tym, wielu z nas potrafi z szacunkiem traktować wielkich kanciarzy, profesjonalnych złodziei. Zazwyczaj są to ludzie o niezwykłej inteligencji zdolnościach.
Ale jak powiedział Kwinto w Va banku: Po co kraść jako bankier, albo polityk, lepiej robić to z klasą, jako złodziej.
Niestety, niektórzy właściciele faktur, nie potrafią zachować się z honorem. Nie potrafią odejść w cień, poddać się zewnętrznemu audytowi, wyjaśnić wszystko do końca. A przecież to najlepszy sposób, by się oczyścić, zmusić wrogów do odwrotu i powrócić podwójnie wzmocnionym...Oczywiście, jeśli się jest czystym, jak łza.
Tymczasem sprawa kilku świstków papieru urosła do takich rozmiarów, że jest w stanie zniszczyć, nie tylko jednego człowieka, nie tylko jego organizację, ale zaczyna rzucać cień na działania opozycji, która w dobrej wierze z tą organizacją współpracowała.
Trzymanie się za wszelką cenę własnej wersji wydarzeń, osłabia opór społeczny wobec rządów PISu i czyni niewiarygodnym każdego z nas. Pytanie jest tylko takie, które póki co pozostaje bez odpowiedzi: Czy naprawdę zależało nam na walce z bezprawiem, obronie Trybunału Konstytucyjnego i wyrwaniu Polski z rąk ludzi łamiących prawo, czy jest najważniejsza własna kariera i pozycja?
Ja to pytanie dziś głośno zadaję w imieniu bardzo szerokiego grona Polaków, które powoli tracą nadzieję, że znajdzie się ktoś na tyle wiarygodny, by mógł się tej władzy sprzeciwić. Bo PIS, który niedawno krzyczał, że jesteśmy komunistami i złodziejami, dostał od nas w świątecznym prezencie bat, którym smaga nas wszystkich. Ta sytuacja, powinna być dla nas nauczką, że zaufanie musi być zawsze połączone z kontrola. Jest także sprawdzian dla wielu osób, a szczególnie dla właściciela faktur. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Marian wybawca. ( Tekst z dnia 10 grudnia 2019 roku.)

Halo! Polacy! Halo! Jak się WAM żyje w czarnej dziurze? Pytam, jako osoba, która jest zawieszona gdzieś pomiędzy WASZYM, a normalnym świat...