wtorek, 12 grudnia 2017

Pull up, pull up, i uważajcie na brzozę... (Tekst z dnia 10 czerwca 2017 roku. )

Myślicie, że o was zapomniałam. Nie, nigdy bym sobie na to nie pozwoliła. Wiem, że to wy jesteście zatrutym źródłem i przyczyną wszelkiego zła.
Drodzy bracia w wierze, nie moi...
O was się po prostu zapomnieć nie da. Wyzieracie z każdego kąta z tymi gębami przeładowanymi frazesami, których sami nie rozumiecie.
Nie ma w was za grosz pokory. Na wszystko macie tę samą gamę gotowych odpowiedzi-dogmatów, z którymi się nie dyskutuje. Myślicie, że jeśli jest was dużo, to musicie mieć rację??? Nie, po prostu bycie głupim, zbyt leniwym na zadawanie pytań, jest łatwiejsze. Słucham was i całym wysiłkiem woli usiłuje zrozumieć i szanować. Ale nie ułatwiacie mi tego zadania.
Mogłabym z wami nie walczyć, ale tylko wtedy, kiedy wy przestali byście walczyć z innymi. Mogła bym was tolerować, gdybyście wy okazali choćby grosz tolerancji. Mogłabym wam nawet wybaczyć, gdybym zobaczyła w waszych sercach choćby gram miłości zdolnej do wybaczania.
Z każdym słowem próbujecie nas przekonać, że to wy macie rację. Lecz robicie to z agresją, wywyższaniem się, nie słuchając naszych argumentów.
Ja się już z tym pogodziłam, że z wami przegram. Bo to jest siła złego na jednego. Ale mam nadzieje, że ten świat zdąży się od was uwolnić, zanim zginie.
Pytacie mnie, dlaczego akurat ta religia mnie tak bulwersuje, dlaczego inne mi nie przeszkadzają? Przeszkadzają, ale walczy się zawsze z tym wrogiem, który stoi w progu naszych drzwi. I ja to robię i będę robić dopóki sił mi wystarczy.
Katolicyzm przeszkadza mi najbardziej, bo jest wypaczoną formą chrześcijaństwa, które pomimo, że było tylko baśnią, miało jakieś założenia, w których w człowieku zwyciężało dobro. Jest mafią, która wykorzystała dawne wierzenia do szantażu emocjonalnego ludzi, w celu ograbienia ich z dóbr materialnych. Wszystkie religie są do bani. Gdybyśmy nagle, za naciśnięciem guzika, wymazali ludziom z mózgów religię, przestałaby ona być zasłoną dymną usprawiedliwiającą wojny i nienawiść. Nie, nie mówię, że nie byłoby  wojen, czy świat byłby odczuwalnie lepszy, lecz nie byłby także gorszy. Ludzie zachowywaliby się tak samo, tylko jawnie. Chociaż, może coś by się jednak zmieniło, bo jakiś król czy papież, nie mógłby wysyłać ciemnego ludu na jakieś wojny krzyżowe. Musiałby powiedzieć wprost, że mu o złoto chodzi. A młody muzułmanin nie dokonywałby zamachu z bogiem na ustach, nie dałby sobie wyprać mózgu. Bo ten, kto go wysyła i który nie wierzy w nic, musiałby sam o swoje walczyć, a młody człowiek z normalnym mózgiem, chciałby żyć, a nie zabijać w imię prywatnych celów jakiegoś skurwysyna. Ludzie musieliby mówić o prawdziwych motywach swych działań, także politycy, którzy dziś popełniając jawne przestępstwa, łamiąc prawo, wycierając gębę wymyślonym dziadkiem na chmurce. Sugerujecie, że wiara daje nadzieję na jakieś życie po śmierci? Nadzieja? Ktoś powiedział, że nadzieja to nic innego, jak nieodkryte rozczarowanie. Ale najgorsze w tym wszystkim jest to, że tego, co odczuwacie, nie można nazwać wiarą, bo jest ona podszyta strachem, strachem przed śmiercią, przed piekłem, niebem lub czyśćcem. Ci, którzy wierzą ze strachu, byli i pozostaną gównem. Natura nam dała jedno, niezwykle krótkie życie. A my zamiast je wykorzystać w każdej chwili, wolimy myśleć o śmierci. Rodzimy dzieci i od razu zanosimy je do kościoła, by je zarazić śmiercią, by im odebrać wolność, prawo wyboru, radość życia, swobodę myślenie. Chrzcimy je i tak naprawdę zabijamy na ołtarzu, ładując ich życie do ciasnego pudła, z którego nie mogą się nawet wychylić. Niech mi ktoś wytłumaczy, po co to wszystko? Przecież śmierć nie istnieje, umiera tylko nasza ziemska powłoka. Naprawdę jesteście sobie w stanie wyobrazić, że to wszystko, co każdego dnia lepimy mozolnie, kształtujemy, nasze jestestwo, nasze myśli i uczucia, to czego się nauczymy i doświadczymy, pewnego dnia po prostu zgnije w ziemi? Jaki to miałoby sens? Wymyśliliście sobie jakiegoś metafizycznego stwórcę, bo sami boicie się decydować o swoim życiu i brać za nie odpowiedzialność. A mimo to, że sprawiacie wrażenie ludzi wierzących, nie umiecie oddzielić swego prawdziwego bytu od fizycznego ciała. Jesteście tylko jedzeniem i sraniem, samochodem, którym jeździcie, kontem w banku, nagrobkiem na cmentarzu i grubością koperty otrzymanej na komunię. Dziwicie się, że wam współczuję, że czasami okazuję nawet pogardę. Przecież was widzę każdego dnia. Ludzi biegających każdej niedzieli do kościoła, którzy nic nie wiedzą o swoim bogu, o historii swej religii, o historii kościoła. A przecież od tak dawna macie religię w szkołach, więc powinniście mieć przynajmniej trochę wiedzy. Niestety, lekcje religii służą do nauczania nienawiści, do szerzenia strachu przed kolorowymi, do wciskania kitu, że homoseksualizm to choroba, do przekręcania wydarzeń historycznych. To nie jest nauka na chwałę jakiegokolwiek boga, tylko na chwałę kościoła, bo to kościół ma się czuć świetnie, a chuj z bogiem.
Naśmiewacie się z Muzułmanów, kiedy biegają w kieckach po ulicy, bo akurat maja ramadan, albo kiedy rozkładają latający dywanik i kłaniają się słońcu. A wy? Wy leżycie na ziemi, tak zwanym krzyżem, z ramionami rozłożonymi jak jaskółki podczas lądowania. Człowiek na to patrzy i choćby nie wiem, jak tego nie chciał, jego umysł podsuwa mu tylko jedno na taki widok...Pull up, pull up i uważajcie na brzozę...
Oczywiście zaraz po takiej refleksji odzywa się we mnie głęboko ukryty mały, zastraszony polaczek i karci mnie bardzo, bo przecież nie wolno się wyśmiewać z katastrofy i z ludzi głęboko wierzących, nie można ranić niczyich uczuć religijnych...
Nie, nie, nie! Nie dam się spolaczkowić od nowa! To nie ja babrze się w smoleńskich trupach, to nie ja robię kabaret z tego, co nazywam religią, to nie ja mam przez całe życie wymyślonego przyjaciela Jezusa, wraz z cała jego rodzinką. To wy sami ośmieszacie swojego boga i siebie przy okazji.
A ja będę mówić co czuję i będę przedstawiać prawdę tak, jak ją widzę. Bo nie mam nic do stracenia, poza twarzą. Muszę więc być uczciwa najpierw wobec siebie. Nie będę milczeć i nie będę nikomu słodzić. Bo to właśnie jest ta poprawność polityczna, którą tak piętnuje wasza przywódczyni Szydło. Poprawność polityczna to nic innego, jak hipokryzja. Ale, skoro nie będziemy jej służyć w stosunku do Muzułmanów, kolorowych, gejów, czy ateistów, to nie powinniśmy także pobłażać katolikom.
Pani premier bardzo by chciała, by Europa wróciła do chrześcijańskich korzeni, a jednocześnie śmie krzyczeć: Europo obudź się i wstań z kolan. A przecież tak naprawdę ma na myśli: Europo, padnij na kolana przed Chrystusem, królem Polski! 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Bez boga wam się nie uda... ( Tekst z dnia 16 maja 2019 roku)

Właśnie wyłączyłam telewizor. Nie zniosę po raz setny tej samej piosenki odśpiewywanej przez Ziobrę! W pierwszym momencie po premierze w...