poniedziałek, 11 grudnia 2017

Pytaniem na pytanie. (Tekst z dnia 9 lutego 2017 roku. )

Przeczytałam dzisiaj w ogłoszeniu KODu, że 27 lutego odbędzie się kolejny strajk obywatelski w obronie niezależności sądownictwa, bo jak się autor wyraził: Zamach na niezawisłość sądów, to de facto próba zmiany ustroju państwa. Pięknie i mądrze powiedziane. Tylko tyle, że powinniśmy się już przekonać, iż taki komunikat nikomu w tym kraju nie wpływa na wyobraźnię. Mówiliśmy już o Trybunale Konstytucyjnym, wolnych mediach, ograniczających wolność obywateli ustawach policyjnych i antyterrorystycznych. Niestety, większość obywateli nie widzi bezpośredniego związku tych wszystkich haniebnych zamachów na praworządność z własnym prywatnym i codziennym życiem. Jest to szczególnie widoczne u bardzo młodych ludzi, którym się w głowie nie mieści, że politycy mogliby wpływać w zasadzie na każdy wyrok sądu. Myślę, że stanowczo za mało uświadamiamy ludziom, jak taki skorumpowany politycznie system działa. Trzeba by niektóre osoby przenieść na choćby miesiąc do krajów takich, jak Kolumbia, czy nawet Meksyk. Zobaczyłyby, że w takich krajach, policjant, prokurator, sędzia, a nawet adwokat, nie są przyjaciółmi obywatela, nawet, jeśli ten obywatel zostanie pokrzywdzony. Nie ma znaczenia, czy człowiek jest winny, czy są dowody, które o tym świadczą. Liczą się tylko wpływy i pieniądze. Jeśli ktoś ma wpływy w polityce, jest zawsze bezkarny. Jeśli nie, wyrok zależy od wysokości łapówki. Jeśli polityk chce się pozbyć konkurenta lub wroga, może to zrobić za niego zależny od niego sędzia.
Wracając na polski grunt. Przypatrzmy się np. sprawie ojca Zbigniewa Ziobry. Niezależny sąd nie dopatrzył się winy lekarza i związku leczenia ze śmiercią ojca polityka. Ale dziś, kiedy Ziobro jest prokuratorem generalnym, wywiera naciski na prokuraturę i sprawa na nowo odżyła. Jeśli PIS uzyska wpływy na sędziów, następny wyrok zapewne będzie zgodny z życzeniem ministra sprawiedliwości. Myślę, że Ziobro we właściwym momencie przypomni sobie również o doktorze Garlickim i będzie na siłę usiłował dowieść, że to on miał rację oskarżając go o zamordowanie pacjenta.
Ale świat polityki, to ciągle odległy byt w stosunku do zwykłego śmiertelnika. Załóżmy, że mamy pechową stłuczkę z samochodem Macierewicza...Sprawa nie do wygrania. Uzależniony politycznie sąd zawsze będzie stał po stronie polityka. Jeśli będziemy mieli jakiekolwiek spory, choćby o kawałek ziemi, czy prawo do spadku, będziemy na spalonej pozycji, jeśli osoba z którą mamy spór, będzie miała znajomości w politycznych kręgach. W dużej mierze będzie to dotyczyło także sporów przedsiębiorców z urzędami skarbowymi. Nasze błędy podatkowe, czy związane z innymi opłatami na rzecz państwa, będą rozstrzygane na korzyść państwa, któremu sądy będą służyć. Skoro kary za przestępstwa podatkowe zostały już w tej chwili podniesione do granic absurdu, spodziewam się, że będą masowo zasądzane kary wieloletniego wiezienia dla przedsiębiorców za najdrobniejsze nawet pomyłki. W efekcie wiele słabszych firm upadnie. Ale to wszystko są takie niedogodności ekonomiczne. Ale spróbujmy wyobrazić sobie skrajnie tragiczną sytuację: Np, że nasze dziecko ginie potrącone przez pijanego polityka. Czy będziemy mogli dochodzić swych praw? Czy możemy się spodziewać sprawiedliwej kary? Czy będą właściwie osądzeni księża pedofile? Czy prawo nie pozostanie wtedy fikcją? Czy zwykły człowiek nie będzie pozostawiony samemu sobie i zupełnie bezbronny?
Takie pytania powinni sobie ludzie zadawać wobec takich, rujnujących niezależność instytucji państwowych ustaw. Póki co pozwoliliśmy na zdemolowanie Trybunału Konstytucyjnego, przez co nasza Konstytucja stała się bezwartościowym zwitkiem papieru. Jesteśmy państwem bez Konstytucji. Wyroki TK są w tej chwili wynikiem woli jednego człowieka.
A wracając do nawoływania członków KODu do walki o niezależność sądownictwa...
Pozwoliłam sobie bezczelnie pod jednym z takich postów zadać w komentarzach pytanie:
Zapytam wprost: Co ma Pan na myśli, mówiąc, że musimy być gotowi do walki. Póki co, niczego nie wywalczyliśmy???? Czy nasz protest będzie znowu miłym spacerkiem w piknikowej atmosferze? Czy nadal będziemy ostrożni, by przypadkiem nie urazić władzy? Czy w ogóle warto się starać?
Odpowiedź przyszła prawie natychmiast od innego komentatora:

Chciałbym zapytać, a o co już Pani walczyła i kiedy ?

Czemu mnie to nie dziwi, że każde pytanie zadane w kierunku członków KODu, jest traktowane natychmiast jako atak.
To takie proste, odpowiadać pytaniem na pytanie. Zapewniam Pana, że walczę z PISem od dwóch lat bez przerwy. Oczywiście fizycznie sama na ulice nie wyjdę. Póki co wspieram, np. finansowo. Ale gdyby zdarzyła się prawdziwa rebelia, spotkamy się na barykadach. Jestem gotowa. Póki co, nie mam czasu jeździć do Polski na pikniki, które niczego nie zmienią. Ja tam mogę oddać krew, zginąć, lub iść do więzienia. Ośmieszać się nie mam zamiaru.
Jako obywatelka Polski, która w bardzo czynny sposób walczy z PISem od ponad dwóch lat, poświęcając na to sporo wolnego czasu za darmo i z własnego wyboru, mam chyba prawo uczestniczyć w dyskusjach na temat form i sposobów walki. Oczywiście wielokrotnie spotkałam się z atakami ze względu na zamieszkiwanie poza terenem Polski. Ale ja swoją pracę u podstaw prowadziłam dużo wcześniej, niż komukolwiek przyśnił się Komitet Obrony Demokracji. Widzę jednak, że niektórzy aktywiści są niezwykle przeczuleni na swoim punkcie i chyba mają coś na sumieniu, bo się wiecznie czują atakowani.
Ja zadałam proste pytanie, bo wiem, że ludzie oczekują bardziej zdecydowanego sprzeciwu wobec postępującego rozbioru demokracji.
Wiele osób po prostu nie chce już uczestniczyć w kilkugodzinnych piknikach, które nie są ani dla tej władzy straszne, ani skuteczne. Szkoda na to czasu i pieniędzy. Wiele głosów jest takich, że protest powinien być co najmniej tak ostry, jak ten 16 grudnia. I musicie członkowie KODu przyznać, że w tamtych dniach, poza pierwszym zrywem, po prostu zawiedliście. Pozostawiliście samych protestujących w Sejmie posłów opozycji. Myślę, że tego wam nie zapomnimy, że zajęliście się swoimi wewnętrznymi wojenkami, a odpuściliście sobie zupełnie istotę swego istnienia, czyli walkę o demokrację, Niczym tego nie można usprawiedliwić i winni są tak samo ci, którzy wystawiali fikcyjne faktury i ci, którzy brali pieniądze i ci, którym przyszło do głowy to upublicznić. A najgorsi są ci wszyscy, którzy rozdmuchali problem do rozmiarów, na które nie zasługiwał.
Nie potraficie zrozumieć, że w regionach, jest bardzo wiele osób harujących w pocie czoła, drukujących ulotki, roznoszących je po skrzynkach pocztowych, wykonujących za swoje pieniądze materiały propagandowe. Oni wszyscy uwierzyli w KOD, a potem zostali wplatani w jakąś zupełnie ich nie dotyczącą wojnę, która z tego co wiem trwa do dziś. Nie chcę tutaj za dużo mówić o sobie, chociaż staram się raczej przekazywać poglądy osób, z którymi rozmawiam. Ale jako skromna osoba popierająca ( wielokrotnie nawoływałam do uczestnictwa w marszach i do wsparcia finansowego) , która sama czasem wyśle parę groszy, na paliwo, by za moje pieniądze pojechało choćby 5 osób na manifestację i która także sporadycznie wysyła pieniądze na konto KOD, odczuwam tego typu zapytania: A pani gdzie walczyła?, jako osobista przykrość. Tym bardziej, że widzę, iż pieniądze organizacji idą na znaczki z podobizną lidera, które mają wspierać jego szanowną osobę. Bo w końcu, co jest ważniejsze, walka o demokracje, czy propagowanie czyjejś twarzy? Nie wiem, czy osoby, które z dobrej woli przekazują datki na KOD, są najszczęśliwsze z tego powodu, że ich pieniądze idą na takie właśnie cele. Może lepiej byłoby zainwestować w materiały propagandowe, flagi, transparenty, przedmioty do robienia hałasu, czy nawet kosy, jeśli przyjdzie potrzeba.
Jeśli zrobimy sobie w obronie sądownictwa, kolejny kilkugodzinny piknik pod Pałacem Prezydenckim, to po prostu powoli będziemy się stawać śmieszni i żenujący. To już lepiej wypadają te imprezy Obywateli RP, przeszkadzające w miesięcznicach, bo one przynajmniej wkurzają prezesa. Jeszcze raz wskażę na Rumunie, która bez żadnych zarejestrowanych stowarzyszeń, potrafiła spontanicznie zwołać ponad pół miliona ludzi na ulicę i utrzymywać tę liczbę przez wiele godzin. Dopóki Kaczyński nie zobaczy, że za każdym razem, kiedy otworzy oczy, to na ulicy będziemy stali i protestowali, dopóty niczego nie osiągniemy. Nie możemy też liczyć na wsparcie Europy, bo po prostu widać, że Polakom nie zależy. Nikt nas na siłę uszczęśliwiać nie będzie, skoro nam losy Polski są obojętne. A czasami się wydaje, że wychodzimy na te marsze, by się spotkać z przyjaciółmi w miłej atmosferze. Nie widać w nas woli zwycięstwa. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Kręta droga z czarnej dupy. ( Tekst z dnia 19 marca 2019 roku.)

Od dawna nie rozumiem mojego kraju. Nie rozumiem polityków i obywateli. Ale tak naprawdę, jak wszyscy ulegam manipulacji i poddaje się ogó...