poniedziałek, 11 grudnia 2017

Reset. (Tekst z dnia 6 marca 2017 roku. )


Czasami muszę się zresetować. Milczę więc, mimo to, że sporo się dzieje i aż mnie język świerzbi... Nie, nie obraziłam się na nikogo, nie postanowiłam zaprzestać działalności, co może niektórych zasmuci. Czasami na chwilę wracam do siebie, do swego normalnego, codziennego życia, do spraw, które czasami muszą być najważniejsze.
Muszę się wyciszyć, muszę się zastanowić, ile tak naprawdę jest mojej winy w reakcjach na moje wpisy, ile jest niedomówień, źle zrozumianych prowokacji, przesadzonych emocji? Na pewno wiele, ale chcąc dotrzeć do ludzi często się przerysowuje kolory. Ale zawsze wracam, kiedy już czuje się oczyszczona, kiedy już mogę znowu pisać.
Osobiście dużo prostsze są rozmowy na wrogich stronach, bo tam bardzo jasna jest linia podziału. I wbrew pozorom, tam bardzo często używa się argumentów. Wprawdzie, w moim mniemaniu, są to argumenty fałszywe, lecz dają jakiś powód do dyskusji, do ich odpierania. Znacznie trudniej rozmawia się z ludźmi, którzy teoretycznie patrzą w tę samą stronę, lecz widzą coś zupełnie innego.
Jest mi naprawdę trudno stale odpierać ataki pozbawione treści. Jest mi trudno odpowiadać na argumenty, że kłamie, że popieram zdrajców, skoro nie przedstawia mi się dowodów takich poglądów. Jest mi trudno tłumaczyć się przed ludźmi, którzy piszą na mnie donosy do Jasia, czy Zosi, za moimi plecami, chociaż jeszcze nie dawno pisali donosy na nich do mnie. Jest mi trudno słuchać, że ktoś się komuś zabronił ze mną bawić, bo ja już bardzo dawno nie składałam wizyt w piaskownicy.
Siedzę i myślę bardzo głęboko i nic mądrego mi do głowy nie przychodzi...Bo właściwie, czego ode mnie oczekujecie? Zdaje WAM się, że się popłaczę, usiądę w koncie i się załamię? Sądzicie, że ma to znaczenie, że mnie nie lubicie? Myślicie, że możecie mnie dotknąć, że liczę na akceptację i przyjaźń. Nic na siłę, Drodzy Czytelnicy, nic na siłę. To, co ja tutaj pokazuję, jako swoje ja, Ta Wilma fejsbukowa, ta Goplana, to taki mały ułamek mnie. To twarda skała, którą można kopać, wyzywać, opluwać, wyrzucać i nie ma to dla niej żadnego znaczenia, bo do tego została stworzona. To nie ma nic wspólnego z moim prywatnym ja. To ten mały fragment zaangażowany w walkę polityczną, który musi być twardy. Gdyby okoliczności były inne, gdybyśmy się mogli poznać naprawdę w zwyczajnym życiu, nasze relacje mogłyby być skrajnie różne. Nauczyłam się, nie mieszać tego politycznego bagna i prywatnego życia, nie wyciągać WAM prywatnych spraw, nie oceniać, jako ludzi, widzieć tylko słowa i tylko słowa popierać, lub ze słowami walczyć. To mi pomaga żyć, szczególnie teraz, kiedy obserwuje, jak wiele osób, które kiedyś się przyjaźniły, teraz jest największymi wrogami. Obserwuję, jak to WAS niszczy, jak to WAS zżera. Ja sobie na to nie mogę pozwolić. Staram się, by ten mój świat walki nie był moją jedyną opoką, bym miała drogę ucieczki, kiedy już nie mogę dłużej iść pod wiatr i chce mi się wyć.
Oczywiście macie racje, Drodzy Komentatorzy. Ten rok był naprawdę wyjątkowy, dla wielu z nas najlepszy rok w życiu. Przeistoczyliśmy się z kanapowych leniuchów, kur domowych, matek Polek, czy totalnych luzaków, w odpowiedzialnych obywateli ( no może nie wszyscy). To prawda, że gdyby nie cała ta zadyma w Polsce, nasze życie nigdy by nie weszło na taki poziom. Pisząc, że zmarnowałam ten rok, nie patrzyłam w tym kontekście. Oczywiście jest wartością dodaną to, że poznaliśmy tak wielu wspaniałych ludzi, chociaż ja chyba zyskałam więcej wrogów, niż przyjaciół. Ale na początku wszystko było prostsze. Był PIS ze swoimi wyborcami i byliśmy my, ludzie nowocześni, europejscy i wolni. Dziś pomieszało się wszystko. Okazuje się, że wśród nas bywają różne osoby, niektóre wcale nie są nowoczesne, wcale nie są europejskie i zupełnie inaczej rozumieją wolność. Zauważyłam także, że wielu z nas ma bardzo subiektywny stosunek do prawdy.
Mówiąc, że zmarnowałam ten rok, miałam na myśli, że żaden z celów, który sobie postawiłam, nie został zrealizowany. Dziś widzę, że chyba nie były możliwe do zrealizowania. Na początku byłam zbyt wielką optymistką, a wszystko wymaga czasu.
Przed nami, moi wirtualni przyjaciele i moi zażarci wrogowie, jeszcze bardzo długa droga. Wierzę, że mimo wszystko przejdziemy ją wspólnie. Zarzucacie mi często, że zmieniam poglądy...Tak, czasami po prostu myślę: Jeśli stwierdzę, że posunęłam się za daleko, wracam i zaczynam od nowa, jeśli powiem za dużo, staram się to wyprostować i ukazać z innej strony. Nie jestem nieomylna i na kogoś takiego śmiałabym się kreować.
I jest mi przykro, że ciągle muszę tu pisać o sobie. Chciałabym, by to było ostatni już raz, bo sporo różnych wydarzeń mi przez to umknęło. Czułam się wyczerpana. Byłoby mi dużo łatwiej, gdyby nie ta wojna podskórna, o której wszyscy wiemy. I sprawdza się stara rzymska zasada, że naprawdę obawiać się trzeba przyjaciół, bo z wrogami, prędzej czy później sobie poradzimy.
Cokolwiek by się nie działo, jak bardzo nisko upadną politycy, do poziomu jakiego bagna sprowadzą Polskę, ja na pewno nie przestanę walczyć, bo już taka jestem, tak mnie nauczony, że w pewnych sprawach trzeba do krwi ostatniej i do wyczerpania sił.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

I po co kochać ten kraj? ( Tekst z dnia 21 maja 2019)

Słuchanie informacji w środkach masowego przekazu, śledzenie mediów społecznościowych i czytanie gazet, może prowadzić człowieka do ...