niedziela, 10 grudnia 2017

Rozmowy z przyjaciółmi. (Tekst z dnia 25 października 2016 roku.)

Bardzo bym chciała, by dzisiejszy tekst był ostatecznym podsumowaniem tematu aborcji, ale nic na to nie wskazuje. Ja w ostatnich dniach wymieniłam kilka słów z jednym z komentatorów, którego mogę chyba nazwać moim wirtualnym przyjacielem, z którym często wymieniamy swoje myśli prywatnie. Rozmowa dotyczyła mojego poprzedniego wpisu: Człowieczeństwo.
Mój przyjaciel napisał:
Chce Cię pocieszyć dodatkowym spostrzeżeniem. Ilość ludzkiej podłości w
Polsce jest rzeczywiście większa niż kiedykolwiek. Ale ilość i rodzaje
tej podłości są charakterystyczne dla każdego narodu ogłupianego i
zaszczuwanego przez dyktatora i jego wyznawców. Wystarczy dyktatora
usunąć, i po krótkiej terapii, zwykle wystarczy jedno pokolenie, cechy
ludzkie w tym narodzie wracają do normy. Mowie to na przykładzie
Niemców. Poznałem ich niedawno wielu, z rożnych pokoleń. To byli ludzie
normalni, sympatyczni, zdolni i pracowici, otwarci na świat, gotowi
pomagać w lepszym urządzeniu świata. A przecież wiemy, co tam się
działo, w ich domach i w głowach, gdy rządzili Hitler i Goebbels.
Podobne porównanie można przeprowadzić na Ukraińcach z lat 40-tych i
obecnych (oglądałem niedawno Wołyń). I na Japończykach. Tak wiec naród
może wrócić do swojej prawidłowej kondycji i przypomnieć sobie
zaszczytną przeszłość, jeśli ustanie przyczyna zwyrodnienia. W Polsce ta
przyczyna jest dokładnie 1 osoba”.
Drogi przyjacielu:
  Co do kwestii usunięcia dyktatora, to póki co nie widzę odważnego, kto by tego radykalnego cięcia dokonał. Chociaż chodzi mi to często po głowie. Boję się jednak, że tak, jak jego brat, „prezydent cienias”, tak i Jaruś mógłby zostać narodowym męczennikiem, a to by przyniosło odwrotny skutek, niż byśmy chcieli. A jeśli już nawiązujesz do Niemców, to niestety ich nawrócenie kosztowało świat ponad 60 mln. istnień ludzkich. Nie chciałabym, by nasza wolność kosztowała tak wiele. Ciągle mam nadzieję, może głupią, że ten Naród otrzeźwieje. Ale z każdym dniem ta nadzieja słabnie. Popatrz na to, co ten gnom, Macierewicz opowiada, a ludzie słuchają i żyją, jak we śnie. Ja tu sobie siedzę za granicą i bardzo długa jest droga, by mnie to wszystko mogło osobiście dotknąć. Ale WAM, Polakom żyjącym w tym matriksie, współczuję. I może to lepiej, że tak spokojnie to wszystko przyjmujecie i że nie macie mojej natury. Bo ja, bym już pewnie nie jednemu przywalił na ulicy. Martwi mnie poza tym wiele innych spraw. Bo to, co widzimy w TV, to swego rodzaju szopka, skorupa zewnętrzna prawdy. Ale wiem, że pod tą skorupą dzieje się wiele złych rzeczy, o których się głośno nie mówi: Konflikty polityczne w domach, konflikty w pracy z poniżaniem i molestowaniem włącznie( też na tle politycznym), wytykanie palcami ludzi w środowisku, złe traktowanie przez kościół, naciski na wychowanie religijne od przedszkola do Uniwersytetu, a do tego jeszcze wiele konfliktów w strukturach partii i organizacji opozycyjnych, o których wiem, bo mam ciągły kontakt z tym środowiskiem. To wszystko osłabia siłę Narodu. Nie ma zgody. Nie ma świadomości, czym to wszystko zagraża. Powiem Ci, że często piszę te swoje odezwy do ludzi, by ich nakłonić do działania, ale często jest to już dobra mina do złej gry. Bo po momentach radosnych uniesień i wiary, że coś zmienimy, przychodzą chwile, kiedy zdaje mi się, że należałoby po prostu wszystko zaorać i zacząć budować od nowa. Ludzie bardzo często zupełnie na opak rozumieją to, co piszę, a inni tylko wyłapują wulgarne słowa. Nie zastanawiają się nad treścią, tylko te dwie użyte z rozmysłem kurwy zwracają uwagę. Czy można mieć nadzieję, że wysiłek takich osób jak ja, zmieni choćby promil myślenia Polaków? Tego nie wiem. Póki co piszę, bo to trochę i dla mnie rozładowanie emocji. Dzięki temu pisaniu mogę żyć. Nawet, jeśli to kiedyś pójdzie w zapomnienie. 
Mój przyjaciel napisał także:
  „I jeszcze jedna myśl, niestety ponura, i szkoda, że na zakończenie. Myśl
o tym, jak zły jest mechanizm wyborów, nazywanych demokratycznymi, który
daje się tak łatwo i często wykiwać przez kolejnych Hitlerów, Kaczorów,
Orbanów, Trumpów itd. W demokracjach najstarszych i najmłodszych, bez
różnicy. I druga myśl - jak dramatycznie pilna jest konieczność
zastąpienia tych absolutnie głupich mechanizmów czymś lepszym, by
zdążyć, zanim szaleńcy odpala arsenały jądrowe”.
Moim skromnym zdaniem, nic nowego i lepszego nie da się wymyślić. Jedyne, co możemy zrobić, to edukować ludzi. Czynić ich odpornymi na manipulacje. Gdybym ja miała postawić diagnozę, nie szukałabym winy w systemie demokratycznym. Pierwszym winowajcą jest kościół katolicki. Ludzie zupełnie inaczej odbieraliby polityków, gdyby nie przechodzili oni przez filtr kościoła. To jest prawdziwa machina szantażu emocjonalnego. Był wczoraj w programie czarno na białym wątek wygranych wyborów przez PIS w komentarzach ludzi z regionów zdominowanych przez tę partię. Niestety, ci ludzie nie posługują się żadnymi racjonalnymi argumentami. Zupełnie, jakby mieszkali na innej planecie. Głosowali na partię, którą popiera kościół, bo chcą by w Polsce było po bożemu...Co to dokładnie oznacza? Sytuacje pogłębia fakt, że są to regiony dość biedne, gdzie najważniejsze jest otrzymanie zasiłku. Pytanie o Trybunał Konstytucyjny kończy się wnioskiem: A po co komuś taka instytucja?
Po co w ogóle jest potrzebna Konstytucja? Taki człowiek nie rozumie, że jeśli dziś przyjdzie na jego podwórko urzędnik i zabierze mu traktor, to Konstytucja daje mu prawo upomnieć się o swoje. Bez niej, będzie już tylko władza silniejszego. Edukacja, jest najważniejsza. Podstawowa wiedza ekonomiczna, która uświadomi ludziom, że pieniądze nie biorą się znikąd, że jest ich pewna pula wypracowana przez Naród, a rząd tę pulę dzieli. Jeśli jednemu da, to musi zabrać w innym miejscu.
Ja, chociaż wiele osób uważa to za moje osobiste uprzedzenie, za 60 % zła winię kościół. On odbiera ludziom motywacje do działania, czyniąc to życie nieważnym i brudnym i każąc cierpieniem zapracowywać na coś zupełnie nierealnego.
I tu wracamy do sprawy aborcji. Najtrudniej rozmawia się z osobami bliskimi. Ja też ostatnio odbyłam taką rozmowę. Pogląd mojej wierzącej rozmówczyni, był prosty: Nigdy, w żadnym wypadku nie usunęłabym ciąży. Nie ma różnicy między zabiciem dorosłego człowieka, a zabiciem dziecka czy płodu. Nie wzięłabym tego na swoje sumienie...
No właśnie, to magiczne słowo SUMIENIE. Złudne coś wszczepiane nam w dzieciństwie jak wirus, pozbawiający nas człowieczeństwa. Sumienie, kropla w naszym mózgu pozwalająca usprawiedliwić wszystko, kropla egoizmu... Moje sumienie jest najważniejsze i moje złudne życie po śmierci w raju.
To ja muszę wszystkich rozczarować, ja SUMIENIA nie posiadam. A bynajmniej nie używam go jako usprawiedliwienia. Nie miałam w swoim życiu konieczności dokonania radykalnego wyboru. Nie musiałam dokonać aborcji, zabójstwa, lub innych rzeczy ostatecznych. Ale, jak każdy z nas podjęłam wiele trudnych decyzji. I stosuję taką zasadę, że nie należy się nigdy spieszyć. Trzeba prowadzić swój dialog wewnętrzny do chwili, kiedy będziemy już przekonani na 100%, jak musimy postąpić. Wtedy, gwarantuję Wam, nie będziecie mieli kaca moralnego, czyli wyrzutów sumienia. Po prostu zawsze decydujcie świadomie i słuchajcie tylko siebie. A co mojej rozmowy z ta osoba bliską: Cieszę się bardzo, że mimo dzielących nas różnic, poglądy nie wpływają na nasze stosunki. Ona postąpiła by tak, a ja inaczej. I to jest wolność. I po to są czarne protesty, nie po to by wolno było szafować życiem nienarodzonych. Tylko, czy ktoś to rozumie?


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Polska jest jedna? A od kiedy? ( Tekst z dnia 13 listopada 2019 roku)

Trochę nas wczoraj potrzymali w niepewności. Trudno było doczekać do tej 16-tej, kiedy się zbierze Senat, a tam jedna procedura za drugą...