niedziela, 10 grudnia 2017

Różne strony prawdy. (Tekst z dnia 5 września 2016 roku. )

„ Niektórzy językoznawcy uważają religię za wirus, który zmienia funkcjonowanie mózgu, tłumiąc objawy myślenia” Ja, skłonna jestem uznać ją raczej za nałóg, serwowany nam od dnia narodzenia. Zanim nauczymy się mówić, każdego z nas matka nauczyła składania rączek do modlitwy: Zrób „dzia bozi”, kochanie! Zachęcają wszystkie matki i zapisują nas do specyficznego urzędu skarbowego, któremu będziemy płacić podatek od głupoty do końca życia. Większość nowoczesnych matek, nie jest wierzących, ale oddają nas na łono kościoła, tak na wszelki wypadek. Bo gdyby się okazało, że jednak ten bóg istnieje, to zawsze mogą powiedzieć, że zrobiły wszystko, co do nich należało. Zanim nasz mózg zerwie pępowinę z rodziną i zacznie sam analizować rzeczywistość, już zdążymy być ciągani w każdą niedzielę do kościoła, choćby przez nasze babki i dziadków, przebrniemy przez komunię i jesteśmy poddawani ciągłej obróbce na lekcjach religii. A potem dzielimy się na trzy obozy. Jeden, któremu uzależnienie od kościoła odpowiada i brnie w nie dalej, tacy, którym jest to obojętne i są zbyt leniwi, by się nad problemami religijnymi zastanawiać, i my, detektywi, którzy lubimy drążyć temat, by odnaleźć prawdę.
Jak bardzo silne jest to uzależnienie, można przekonać się na zakrętach życia. I z mojego doświadczenia wiem, że jak każdy z nałogów, ten nie opuszcza nas do końca życia. Obiektywnie odrzucamy istnienie boga, ale ileż to razy mamy odruch, by się do niego zwrócić w modlitwie, ileż to razy mówimy, O Jezu, O matko, o boże. Odczuwamy nawet swego rodzaju żal, szczególnie w święta, że ta baśń, którą mimochodem czcimy, jest nieprawdziwa. Brakuje nam tego, jak alkoholikowi wina, jak narkomanowi kokainy. Nasze życie, jest jednym wielkim słowem NIE! Musimy się w nie ubierać, by się bronić przed otaczającymi nas zewsząd nałogowcami, którzy nam szepczą do ucha bezustannie: napij się, to tylko jeden kieliszek, zapal, jeden papieros nikomu nie zaszkodzi, pomódl się tak na wszelki wypadek...Bardzo często się na tym łapię, że mój mózg w dramatycznych momentach życia osiąga pewien stopień bezwładności, przestaje być nastawiony na rozwiązanie problemu, a bez mojej zgody chce się odwoływać do nieistniejącej siły, bo ktoś mi wmówił, że ta siła może rozwiązać moje problemy. Ale ta siłą nie istnieje, istnieje tylko siła mojego umysłu, mojej woli i wiedzy. Tylko tak można sobie pomóc, bo prawdziwy bóg, jest częścią nas. Wszystkie dokonania ludzkości, postęp w technice i medycynie, każdy wynalazek, jest dziełem człowieka, nie boga. Prawdziwe cuda umiemy czynić my, jeśli jesteśmy w stanie sobie zaufać i uwierzyć w siebie.
Starałam się moje dzieci uchronić przed nałogiem religijności. Oczywiście nie sposób jest pominąć czynniki środowiskowe, mające wpływ na rozwój człowieka. Lecz, jak mówią wszystkie mądre przysłowia: Niedaleko pada jabłko od jabłoni i czym skorupka za młodu nasiąknie, najważniejszy jest przykład, jaki dajemy dzieciom. A ja wyznaje zasadę, że trzeba ufać, ale także sprawdzać, więc i moje dzieci kierują się bardziej wiedzą, niż bezrefleksyjną wiarą.
Wszystko to piszę w nastroju smutku, w związku z uznaniem za świętą matki Teresy z Kalkuty. Ktoś napisał: Jaki kościół, taka święta i to jest właśnie powód zadumy. Wydawało nam się, że ten papież, jest zupełnie inny od swych poprzedników, że usiłuje inaczej rządzić kościołem. Ale w tej sytuacji, słowem kluczem, jest „ usiłuje”. To wyniesienie na ołtarze jest dowodem na to, że papież w kościele jest tylko marionetka, posadzoną na tronie, by świecić oczami za postępki swych biskupów. Smutne jest to, że w dobie globalizacji, powszechnego dostępu do wiedzy, ludzie mają w mózgu blokadę, która zupełnie odrzuca wszystkie prawdy dotyczące ludzi związanych z kościołem. Matka Teresa, jak wiemy, była psychopatyczną dręczycielką, a jej hospicja przypominały obozy koncentracyjne, gdzie odmawiało się ludziom nie tylko leków, jedzenia, ale nawet wody. Wiele osób, które trafiły pod jej opiekę, mogło żyć, gdyby zapewnić im właściwe warunki i pomoc medyczna. No cóż, matka Teresa stworzyła im czyściec na ziemi, by po śmierci od razu stawili się w raju. Wiele chorób udałoby się wyleczyć, gdyby chorzy dodatkowo nie umierali z wyczerpania. Świat na to patrzył w milczeniu, stworzył mit, który pozwolił ściągać ogromne fundusze na cele charytatywne, które w rzeczywistości znikały, najprawdopodobniej na tajnych kontach Watykanu. Oczywiście sprzeniewierzenie tak ogromnej ilości pieniędzy jest niewybaczalne, ale dla mnie ten drugi aspekt jej działalności, jest dużo bardziej dołujący. Tej kobiecie obce było miłosierdzie w naszym ludzkim pojęciu. Uważała, że przez cierpienie przybliża ludzi do boga. Ale czyż nie podobnie postępowali z ludźmi naziści w obozach śmierci?
I jest to dla mnie niesamowite, że obiektywnie wszyscy o tym wiemy, tak jak o pazerności i rozpasaniu dostojników kościelnych i o pedofilii wśród bożych sług. A mimo to, wypieramy tę wiedzę, i godzimy się, by czynić takie osoby świętymi. Czy papież Franciszek jest pozbawiony powszechnie znanej wiedzy? Ależ nie, to mądry, oczytany i światowy człowiek. Czy Jan Paweł II wiedział o pedofilii? Jasne, że wiedział. Przecież były w Watykanie prowadzone wewnętrzne dochodzenia w tej sprawie. Ile więc znaczy papież, kim jest, skoro zgadza się na wynoszenie na ołtarze osób niegodnych? Dlaczego my, współcześni ludzie, znając fakty, nie jesteśmy się w stanie sprzeciwić takiej niesprawiedliwości? Dlaczego nie sprzeciwiliśmy się, kiedy w ośrodkach matki Teresy byli eksterminowani ludzie? Czy ten nałóg wiary, ten nałóg religijności, zupełnie nam zżera mozg? Jesteśmy w stanie zacząć się modlić do osoby, która pod płaszczem miłosierdzia karmiła swą chorobliwą pobożność cierpieniem chorych.
Natura bardzo piękny stworzyła świat. Świat w którym wszystkie elementy do siebie pasują, jak elementy puzzli. Tylko człowiek do tego wszystkiego nie pasuje. Tylko człowiek odrzucił naturalne instynkty, a mózg, który powinien mu służyć do myślenia, wykorzystał do osiągnięcia dominacji nad innymi. Wymyślił religię, która przekazywana z pokolenia na pokolenie, tak bardzo uzależniła od siebie ludzi, że stracili kontrolę nad swym życiem. Zamiast budować niszczy, zamiast kochać, nienawidzi, nie potrafi żyć bez broni i wojny. Gdyby bóg istniał, człowiek byłby jego największą porażką. Gdybyśmy my ludzie, bardziej trzymali się wiedzy, a mniej ślepej wiary, moglibyśmy stworzyć tu raj na Ziemi. Ale musieli byśmy przestać składać hołdy cierpieniu, musielibyśmy przestać kochać krzyż i czcić śmierć. Musielibyśmy uwierzyć w szczęście i w życie, a wiedzę wykorzystywać dla człowieka, a nie przeciw niemu.
Jest mi naprawdę przykro, że nagradza się ludzi, którzy są wrogami ludzkości, że odrzuca się prawdę, a karmi się nas mitami. Uwolnijcie się od nałogu religii. Zaufajcie swej wiedzy i rozsądkowi. I nie przejmujcie się, że nas, ludzi o poglądach laickich nazywają współczesnymi heretykami, pomimo że posługujemy się powszechnie udokumentowanymi faktami. Każdego dnia jest nas coraz więcej, ludzi, którzy są wolni. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Patrząc w lustro Syzyfa. ( Tekst z dnia 16 października 2019 roku)

Myśli kłębią mi się w głowie rozmaite. Obiektywnie rzecz ujmując większość z nich nie kwalifikuje się do wypowiadania na głos. Oczywiści...