sobota, 9 grudnia 2017

Salka katechetyczna (Tekst z dnia 9 kwietnia 2016 roku)


Chodzi mi ostatnio po głowie pewien pomysł związany z dyskusjami na temat aborcji. Zbulwersowało mnie pokazywanie drastycznych filmów na ten temat małym dzieciom w szkołach. Niestety, pewien proces staczania się edukacji w Polsce rozpoczął się już dawno. Mamy wiele sygnałów, że w lekcjach biologii są pewne tematy omijane, lub przedstawiane pobieżnie. Zjawisko to jest również powszechne na lekcjach fizyki, czy historii, ale w tym wypadku nie ma to tak katastrofalnego i natychmiastowego skutku. Niestety, w obecnej sytuacji nie jesteśmy w stanie tego zatrzymać. Postępowi nauczyciele będą narażeni na represje, tak samo, jak już w tej chwili są narażeni np. prokuratorzy. Zdaje sobie z tego sprawę, że nie wszyscy rodzice potrafią te niedobory wiedzy uzupełnić, bo nie maja czasu lub o trudnych problemach nie potrafią z dzieckiem rozmawiać. Narażamy więc młode pokolenie na okrojona wiedzę skażona klauzula sumienia. Z jakiegoś dziwnego powodu, nauczycielom wierzącym, wydaje się, że mogą nie realizować programu nauczania z powodu własnych poglądów religijnych. To błędne koło. Jeśli pracownik lakierni samochodowej jest zdania, że dany samochód lepiej wyglądałby w różowych kolorze, to i tak musi go pomalować na niebiesko, tak, jak producent sobie życzy. W większości zawodów musimy się trzymać reguł i narzędzi narzuconych niezależnie od naszych poglądów. Z nauczycielami powinno być podobnie. Niestety w najbliższym czasie nie na co liczyć. Nie sądzę, by w obecnej atmosferze polityczno społecznej, można było liczyć na zachowanie neutralności światopoglądowej w placówkach oświaty. Nie ma sensu prowadzić z góry przegraną walkę. Ale możemy się tym razem z zupełnie czystym sumieniem wzorować na postawie kościoła w czasach komunizmu.
Za 10 czy 15 lat wyjdą ze szkół całe oddziały niedouczonych baranów, gotowych głosować na jedyną słuszną władzę i bezkrytycznie pobierających nauki, każdej niedzieli w kościele. Tak, drodzy Państwo, to będą nasze dzieci. Jeśli czegoś nie zrobimy, to średniowiecze samo zapuka do naszych drzwi. I z tym wiąże się mój pomysł.
Po pierwsze powinniśmy utworzyć fundacje, która zajęłaby się edukacją. Nie mamy bowiem składek parafialnych, które miał kościół za komuny. Tak, jak wtedy, lekcje religii odbywały się poza szkoła, tak my również powinniśmy wynajmować sale i prowadzić zajęcia dla chętnych w zakresie szeroko pojętego wychowania do życia w rodzinie lub wychowania seksualnego. Moglibyśmy również, po jakimś czasie, utworzyć grupy chcące pogłębiać swoja wiedzę z historii lub innego przedmiotu deformowanego w szkołach. Ale myślę, że najważniejsze jest to wychowanie seksualne, bo ono pierwsze zostanie ze szkół wyrugowane. Można by również organizować obozy tematyczne, na wzór językowych, gdzie przez 2 tygodnie, dzieciaki zdobywały by podstawową wiedzę z tej dziedziny. Można by w ramach takich zajęć uczyć tolerancji, poszanowania dla ludzi o odmiennych poglądach. Myślałam nawet, by swą działalność rozszerzyć na tyle, by dzieci mogły wyjeżdżać za granicę, do krajów europejskich na tego typu wypoczynek połączony z nauką. Ułatwiłoby to spotkania z dziećmi innych ras i niwelowały w zarodku rasizm, fałszywie pojęty patriotyzm, homofobie i inne zarazy, które kościół katolicki będzie w szkołach zaszczepiał.
Nie pokonamy głupoty samymi manifestacjami. Tym bardziej, że jeśli kobiety wychodzą na ulicę, to nawet się ich nie słucha, bo to feministki i w powszechnym mniemaniu ich idee oparte są na nienawiści do mężczyzn. Musimy same zacząć działać. Ale apeluje również do Panów. Bo nasze córki i synowie to nasza wspólna sprawa. Uczmy dzieciaki tego, czego szkoła im nie przekaże. Uczmy wzajemnego szacunku między kobietami i mężczyznami, uczmy równości między płciami, zrozumienia dla ich inności. Uczmy tolerancji wobec innych. Uczmy szanowania cudzej wolności, dopóki nie zakłóca wolności naszej. Ale przede wszystkim udostępniajmy tę najważniejszą wiedzę, o sobie, o własnym ciele, o normalnych, fizjologicznych zjawiskach w nim zachodzących. Musimy zapoznawać dzieciaki z możliwościami zapobiegania niechcianym ciążom, ale także uprawiania seksu w warunkach bezpiecznych. Ułuda, że niewiedza naszych dzieci, je przed czymkolwiek uchroni, jest szkodliwa. Procesów dojrzewania głupota się nie zatrzyma. Trzeba tylko z tego daru rozsądnie korzystać. Tymczasem słyszymy o zakazie sprzedawania nawet głupich prezerwatyw młodzieży, albo ich dostępności wyłącznie na receptę. W ten sposób Polska może się stać, jak Afryka, gniazdem rozprzestrzeniania się chorób wenerycznych z AIDS włącznie. Za wszelką cenę powinniśmy edukować młodych ludzi. Nie chcemy, by nasze dzieci zabijały plemniki octem lub innym kwasem wstrzykiwanym do wewnątrz ciała, jak to miało miejsce wielokrotnie jeszcze 50 lat temu, lub by usuwały ciąże skacząc z drabiny. Niewiedza nas do tego doprowadzi. Mam nadzieję, że mądre Polki, feministki, a także normalnie myślący mężczyźni poważnie podejdą do tego problemu. Jestem pewna, że rozsiani po całym świecie Polacy, bardzo szybko zorganizowałyby sieć takich letnich szkół, gdzie mogliby seksuologowie i psychologowie prowadzić zajęcia z dziećmi dostosowane do ich wieku i możliwości. Nie oddawajmy naszych dzieci w ręce szalonych, nawiedzonych katechetek, które będą im puszczały filmy zbyt drastyczne nawet dla dorosłych i do tego tendencyjne. Otwórzmy swoje własne „ salki katechetyczne” skoro nas nie chcą w szkołach i nie dajmy się postępującej ciemnocie. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Polska jest jedna? A od kiedy? ( Tekst z dnia 13 listopada 2019 roku)

Trochę nas wczoraj potrzymali w niepewności. Trudno było doczekać do tej 16-tej, kiedy się zbierze Senat, a tam jedna procedura za drugą...