poniedziałek, 11 grudnia 2017

Skutki sprzątania. ( Tekst z dnia 15 lutego 2017 roku. )

Czasami trzeba zejść na Ziemię i zająć się zwykłymi, banalnymi i codziennymi sprawami. Dziś, po raz pierwszy od chwili, kiedy PIS wygrał wybory, zrozumiałam, na czym polegać ma tak zwana dobra zmiana. Dokładnie chodzi tylko o to, by systematycznie i z uporem maniaka zniszczyć wszystko, co wprowadzała poprzednia władza. Nie ma to znaczenia, czy, poprzednie ustalenia potrafimy zastąpić czymkolwiek sensownym, ważne, by wszystko, nad czym pracowali poprzednicy zniszczyć, zdeptać i wyrzucić do kosza.
Powiedziałabym...Módlmy się....
Bo jeśli chodzi o leczenie bezpłodności pozostała nam już tylko modlitwa.
Ja się wiele razy o modlitwie wypowiadałam, określając ją, jako pozytywne zjawisko. Modlitwa, czyli, jak my ateiści często mówimy, medytacja, pozwala nam zrozumieć i dokładnie określić swoje cele i pragnienia, odbyć uczciwą debatę z samym sobą, wzmocnić, przez wizualizacje, wiarę w możliwość osiągnięcia celu i otworzyć umysł na tyle, by znalazł właściwą drogę, do osiągnięcia założonego celu . Ale modlitwa, sama w sobie nigdy nic za nas nie załatwi. Nie ma cudownej mocy sprawczej, tylko my ją posiadamy. Kiedy wielokrotnie stajemy w obliczu życiowych problemów, myślimy o nich i nam się wydaje, że nie ma żadnej drogi wyjścia. Ale kiedy po tych usiłowaniach znalezienia rozwiązania, zmęczeni, „wrzucimy na luz”, pozwolimy by umysł poszedł własną drogą, bardzo często sam podsuwa nam właściwe rozwiązania.
A miało być o przyziemnych sprawach... Chodzi mi po prostu o to, że modlitwa nie sprawi, że osoba bezpłodna nagle zajdzie w ciążę. Raczej , intensywna rozmowa z samym sobą, pokaże nam drogę, jaką powinniśmy pójść, by w naszym domu pojawiło się dziecko, przekona nas do in vitro lub adopcji.
A wracając do postępowania naszego rządu, po zlikwidowaniu finansowania in vitro, przyszła kolej, na zablokowanie wolnej sprzedaży, tak zwanej tabletki „dzień po”! Myślę, że to jest dopiero wstęp, do całkowitego zakazu stosowania, a nawet sprzedaży środków antykoncepcyjnych. Nawet nie potrzeba specjalnie zmieniać prawa. Wystarczy szantażować lekarzy, że przepisywanie takich środków będzie zmniejszało ich szansę na osiągnięcie sukcesów w pracy zawodowej. No a wtedy, jeszcze raz powtórzę, Módlcie się, pod warunkiem, że macie nadzieje, iż modlitwa WAS uchroni przed niechcianą ciążą.
Program 500+ przyniósł sporo ubocznych rezultatów. Sprzedaje się więcej alkoholu. Na tym oczywiście skarb państwa zyskuje. Sprowadza się także więcej starych, zatruwających środowisko, aut z zachodu. Może w nieznacznym stopniu poprawiła się sytuacja biednych dzieci w rodzinach wielodzietnych, ale w niekorzystny sposób wpłynęło na status kobiet, które wolały zrezygnować z pracy, by należał im się ten zasiłek. Niestety, dzietności to w żadnym wypadku nie zwiększyło. A skoro plan zawiódł i kobiety nie chcą mimo finansowej zachęty rodzić więcej dzieci, to trzeba je zmusić. Zakaz używanie środków antykoncepcyjnych może spowodować tylko jedno, ogromna falę niechcianych dzieci przychodzących na świat, z których wile zostanie porzucone zaraz po urodzeniu, wiele zostanie zamordowane, wiele będzie maltretowane, głodzone i bite. Wielokrotnie, w dyskusjach na temat przerywania ciąży, selekcjonowania ciąż zagrożonych, niepełnosprawnych, nie zdolnych do samodzielnego życia płodów, używano nieuprawnionego słowa EUGENIKA. Nieuprawnionego, bo eugenika oznacza raczej prowokowanie zwiększonej liczby narodzin w obrębie danej rasy uważanej za najwartościowszą genetycznie. Proceder ten był masowo stosowany w faszystowskich Niemczech. Dopuszczał traktowanie wyselekcjonowanych kobiet z państw podbitych, jako inkubatorów, służących do rozmnażania aryjskiej rasy. Owszem, dzieci niepełnosprawne zabijano po urodzeniu, ale obiektywnie, eugenika, nie ma nic wspólnego ani z aborcją ani z antykoncepcją.
Wracając do tabletki „dzień po”... Jak sama nazwa wskazuje, jest to środek, który stosuje się w nadzwyczajnych wypadkach i musi być zastosowany najszybciej, jak to możliwe, by był skuteczny. Dziwi mnie to, że rządzący w pewnych warunkach nazywają go środkiem wczesnoporonnym, ale, kiedy im to pasuje, jest to tabletka antykoncepcyjna i tak ja każą traktować. W większości krajów jest on dostępny w aptece bez recepty, lub w przychodniach pogotowia ratunkowego, w izbach przyjęć w szpitalu, a także w poradniach planowania rodziny. Jednym słowem, jak przeznaczenie tego medykamentu wymaga, jest szybko i łatwo dostępny. Wydawanie go na receptę uzyskiwaną podczas planowanej wizyty u ginekologa, na którą czeka się czasami kilka dni, całkowicie niweczy jej skuteczność.
Skutki będą, jak powyżej. Masa niechcianych ciąż z przypadkowymi partnerami, mnóstwo aborcji, porzuconych dzieci etc.
Oczywiście, panie rzeczniku Bochenek, niedouczony dziwolągu, tabletka dzień po, nie jest środkiem wczesnoporonnym, tylko antykoncepcyjnym. Ale nie można jej traktować, jak innych środków antykoncepcyjnych, jak pan raczył zasugerować, bo ma inne zadania i zastosowanie. Prezerwatywa, też jest zwyczajnym środkiem antykoncepcyjnym , ale się jej nie połyka i nie popija wodą, a spirali nie zakłada się na penisa, jakby pan rzecznik chciał mieć jakieś pojęcie.
Ja obawiam się jednak, że efekt tych super reform będzie znowu dokładnie odwrotny, jak się władzy wydaje. Zakaz używania środków, które w całej Europie są ogólnie dostępne, pozwoli tylko dorobić kilku cwaniaczkom handlującym tymi tabletkami. Nie ma żadnego problemu kupowania ich w Niemczech i Czechach, a w takich krajach, jak mój, tabletki antykoncepcyjne są sprzedawane bez recepty i nie są zbyt drogie. Nie ma żadnego problemu kupowania ich w dowolnych ilościach i odsprzedawania do Polski. Ale nie to jest najgorsze, bo europejskie kraje dbają o jakość tych środków. Podejrzewam jednak, że , jak w przypadku np., cudownych środków na odchudzanie, pojawi się w internecie niezliczona ilość szkodliwych dla zdrowia podróbek.
I tym oto sposobem, koło się zamyka. Głupi przepis, szkodliwy z samej swej natury, bo odbiera człowiekowi w pełni władz umysłowych prawo o decydowaniu o własnym życiu, może przynieść znacznie więcej szkody, niż na pozór się zdaje. I jestem przekonana, że to są ciągle drobne kroczki, którymi katolicka, nienawidząca człowieka władza drepce, do całkowitego zakazu aborcji i antykoncepcji. A więc, módlmy się wszyscy, wizualizujmy sobie szczęśliwą rzeczywistość, szczęśliwy kraj bez PIS, bez ich ogłupiających reform, bez ich zacofanego szkolnictwa, bez ich przymusu wewnętrznego sprzątania po poprzednikach. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Patrząc w lustro Syzyfa. ( Tekst z dnia 16 października 2019 roku)

Myśli kłębią mi się w głowie rozmaite. Obiektywnie rzecz ujmując większość z nich nie kwalifikuje się do wypowiadania na głos. Oczywiści...