poniedziałek, 11 grudnia 2017

Smak porażki. (Tekst z dnia 14 stycznia 2017 roku. )

Amerykańscy żołnierze w końcu dotarli do Polski. Trzeba przyznać, że ta Matka Boska, która przegoniła protestujących posłów z Sejmu, bardzo się stara by Rząd PISu miał we wszystkim szczęście i by spływały na niego wszelkie splendory. Są to niestety splendory niezasłużone. Mogłoby się z boku wydawać, że szczyt NATO, który był niewątpliwym sukcesem, czy dzisiejsze przybycie amerykańskiej brygady, to zasługa ministra wojny, Macierewicza. Oczywiście, jeśli ktoś logicznie pomyśli ten wie, że PIS zlizuje tylko śmietankę, w pocie czoła wypracowaną przez poprzedników. Niestety, tych trzeźwo myślących Polaków jest coraz mniej. Bo po co myśleć? Zaprosił minister Macierewicz Amerykanów do Polski? Zaprosił! Przyjechali bardzo szybko? Przyjechali! No to faktycznie musiał tę naszą armię w ciągu roku postawić na nogi...
Ja osobiście dowiedziałam się podczas przemówienia Macierewicza, że to ten straszny mord dokonany przez nie wiedzieć kogo, chyba Marsjan, na prezydencie Kaczyńskim spowodował tak wielkie zagrożenie dla Polski, że się musiała Armia USA pofatygować nas bronić. Szkoda tylko, że spieszyli się bardzo powoli. Jechali do nas prawie 7 lat, bo tyle od tej ohydnej zbrodni minęło. Złudzenie, że jedna brygada amerykańskiego wojska obroni nas przed rosyjską agresją, jest dość komiczne. Nie znam się na armii, nie wiem ile żołnierzy wchodzi w skład brygady. Ale zważywszy na to, że z danych z 2012 roku wynika, iż Rosja liczyła sobie prawie 140 milionów ludzi, obecność jednej brygady wygląda dość skromnie. Zastanawiam się również w jakim sensie ma to stanowić obronę wschodniej flanki. Chyba, gdyby się uprzeć, że cała Polska to Wschód. Bo z tego co mnie geografia nie myli, Żagań leży w pobliżu granicy z Niemcami. Może więc my się spodziewamy agresji z zupełnie innej strony? Cały ten cyrk z wojskami NATO w Polsce, nie żebym miała coś przeciwko temu, nie ma w moim mniemaniu żadnego znaczenia militarnego. Spodziewam się, że będą się przez granicę popisywać przed Rosjanami swymi zabawkami i wzajemnie. A Polska, jak zwykle będzie służyła za boisko do ćwiczeń. A może po prostu źle się czujemy, jeśli w naszym kraju nie stacjonują jakieś obce wojska. Wynieśli się Niemcy, zaprosiliśmy Ruskich. Wyprowadziliśmy Ruskich, wprowadziliśmy Amerykanów.
Sama uroczystość powitalna nie byłaby najgorsza, gdyby nie bzdety opowiadane przez naszych polityków. Mina Ambasadora USA podczas tych przemówień, który co nieco rozumie po polsku, wyrażała proste zaniepokojenie: O czym oni pierdolą???? Druga sprawa: Na mównicy, flaga amerykańska była w znaczący sposób mniejsza od flagi polskiej. Ale to pewnie wynika z naszej wrodzonej gościnności. No i niewłaściwy stosunek szerokości pasków białych do czerwonych na tej fladze też trudno zignorować. Ale jeśli się sojusze zawiera z nieistniejącym państwem San Escobar, to taką drobnostkę też można wybaczyć.
Poza tym wszystko pięknie. Panowie w mundurach, lub w pięknych eleganckich dyplomatycznych płaszczach, a między nimi Premier Środkowoeuropejskiego państwa w...pikowanej kurtce z kapturem. Chyba trzeba pani Szydło dołożyć 500+, bo nie ma mniej eleganckiego elementu stroju, jak kaptur. Chyba, że się idzie krowy doić.
Wiem, wiem, wiem, czepiam się! Ale wybaczcie, uwielbiam się czepiać PISu. Sama noszę kurtki czy bluzy z kapturem. Ale póki co, ani nie jestem premierem, ani zagraniczne delegacje do mnie nie zajeżdżają.
Bardzo miło było słyszeć, że „NASI” też na uroczystościach byli i buczeć oraz gwizdać nie zapomnieli. Zdziwiona jestem tylko, że apelu smoleńskiego nie było. Przecież większość tych ludzi po polsku nie mówi, nie zorientowali by się.
Szczególne gratulacje chciałam złożyć ministrowi Waszczykowskiemu. Cóż za sukces dyplomatyczny. Udało mu się zabić Rosjan śmiechem. Był taki stary rosyjski film pt: Świat się śmieje. Polecam, choćby po to, by się przekonać, że śmieszniej niż u nas nie ma nigdzie. Mogłabym polecić w podobnej tonacji Folwark zwierzęcy Orwlla, ale jest zbyt przygnębiający, A my jesteśmy wystarczająco przygnębieni po ostatniej porażce...
Tak, tak, można sobie długo wmawiać, że to wcale nie była porażka, że to tylko pewien etap walki. Ale niestety wyraźnie widać, że przeciwnik wyszedł z tej potyczki wyraźnie wzmocniony, jeszcze bardziej cyniczny, jeszcze bardziej bezczelny.
Mój własny telewizor od trzech dni wylewa na mnie wyłącznie pogardę. Graliśmy w grę, w której dla każdej ze stron panowały inne reguły. Nie równa walka, rozpaczliwa, z góry skazana na porażkę. I skoro tak bardzo boli, to przychodzi refleksja, czy warto było ją zaczynać...Nie potrafię o tym przestać myśleć, że sami jesteśmy sobie winni. Nie poszliśmy na wybory, nie zagłosowaliśmy właściwie. Sprzedaliśmy Polskę za święty spokój, za „Mnie polityka nie interesuje”, za „Mnie to nie dotyczy”. I patrząc na to, jak dziś niemrawo się sprzeciwiamy, widzę wyraźnie, że czas refleksji jeszcze nie nadszedł. Tylko garstka ludzi czuje się upokarzana każdego dnia i ma poranione serce. I możemy sobie wyobrażać tylko różne obrazy zwycięstwa. Możemy marzyć. Bo nie ma takiej opcji, by ten burdel trwał wiecznie.
Drodzy posłowie winni protestu w Sejmie. Pamiętacie taką scenę z filmu Quo vadis, kiedy lwy na arenie rozszarpywały ludzi, a oni śpiewali. Pamiętacie, jak bardzo to denerwowało Nerona? Jeśli uchwalą jakieś kary dla WAS za ten protest, oni zapewne będą klaskać. A WY powinniście wstać i odśpiewał Mazurka Dąbrowskiego. Pokażcie, że kary otrzymane obronie Ojczyzny przyjmujecie z pokorą i honorem, jak ordery. 

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

I po co kochać ten kraj? ( Tekst z dnia 21 maja 2019)

Słuchanie informacji w środkach masowego przekazu, śledzenie mediów społecznościowych i czytanie gazet, może prowadzić człowieka do ...