niedziela, 10 grudnia 2017

Smok. (Tekst z dnia 31 października 2016 roku. )

Zawsze, kiedy wydaje mi się, że wyczerpałam jakiś temat i powiedziałam już wszystko, co miałam do powiedzenia, pojawiają się komentarze. Okazuje się wtedy, że nie tylko nie nagryzłam tematu, a nawet go nie polizałam. Oczywiście najwięcej emocji zawsze budzą moje wypowiedzi o kościele, co jest tylko dowodem na słuszność mojej tezy, że jesteśmy pod wielkim wpływem tej instytucji i cierpimy na katogrypę, na która nikt jeszcze nie wymyślił szczepionki. Jeśli ktoś śledzi moje posty, ten wie, że i ja nie jestem od tej choroby wolna. Tylko tyle, że będąc jej świadomą, walczę z nią z całych sił.
Wszystkim komentatorom serdecznie dziękuję. Tym, którzy chwalą i rozumieją, ale też tym, którzy krytykują.
Andre..., masz rację, mówiąc, że posyłamy dzieci do kościoła dla świętego spokoju uogólniłam nieco. A właściwie mówiłam o sobie. Ja naprawdę nie sprzeciwiałam się , bo nie chciało mi się prowadzić samotnej misji przeciw wszystkim. Oczywiście, być może ludzie wierzą, że dzieci znajdą w kościele wartości, które my utraciliśmy. Tylko tyle, że nigdy tych wartości tam nie było zbyt wiele, ale do tej pory były chociaż pozory. W tamtych czasach, kiedy ja byłam dzieckiem, kościół był nieszkodliwy, wręcz neutralny. Ale dziś? Czy można szukać moralności tam, gdzie jej nie ma? Dziś nasze dzieci mogą zostać wręcz wypaczone przez tych pasterzy. Kościół był kiedyś przyczółkiem wolności, bo tak mu było wygodnie. Ale teraz jest przyczółkiem faszyzmu. Dla osiągnięcia swych celów nie cofnie się przed niczym. Nie jest w stanie wyraźnie sprzeciwić się choćby bezsensownym ekshumacjom. Kłamstwa, którymi karmi się dzieci na lekcjach religii, gadanie do młodzieży o rozrywanych podczas aborcji dzieciach z pokazami fotografii włącznie. Pokazywanie tylko czarno białej prawdy, która nie jest już prawdą... Czy ktoś kiedykolwiek pomyślał o psychicznych cierpieniach ludzi, o torturach emocjonalnych jakie to wywołuje? A przecież księża to wykształceni ludzie, powinni być tym bardziej wrażliwi i empatyczni. Jeśli ktoś kocha swoje dziecko powinien znaleźć w sobie dość siły, by odszukać wartości w sobie, ale trzymać dziecko z dala od kościoła.
Drogi Panie Andrzeju. Mówienie prawdy o kościele zawsze w pewien sposób uderza w ludzi wierzących. Jest mi z tego powodu przykro i odczuwam prawdziwe współczucie w stosunku do tych osób. Każdy z nas kiedyś został oszukany, okłamany, zdradzony. I zawsze to jest okropne uczucie. A ja wiernych kościoła katolickiego tak właśnie postrzegam, jak kobietę, która kocha całym sercem, ale dostaje za to tylko po twarzy i jest zdradzana i odpychana. Bo się okazuje, że ten ukochany, to wcale nie jest księciem, i nie na białym koniu i że nie będą żyli długo i szczęśliwie. Gra pozorów. Ta najgorsza i najbardziej groźna zgubna część działania kościoła. Najpierw jakaś obietnica, wizja nagrody, wiara, że jeśli zaufasz wszystko ci się uda, a potem ból, zawód, nakazy i groźby. Dla mnie jest to odczłowieczenie. Postawienie wszystkiego, co w życiu ważne na głowie. Wszystko co ważne, co przyjemne, jest grzechem. Świętymi są tylko ci, którzy cierpią. Więc albo chcemy dla swoich dzieci szczęśliwego życia, albo zbawienia. Pogodzić się tego nie da. Kiedy jemy i odczuwamy przyjemność, grzeszymy, kiedy sobie zapalimy po obiedzie grzeszymy, kiedy wypijemy piwo z kolegami, grzeszymy, kiedy przeżywamy uniesienia podczas obcowania ze sztuką ( a nie jest to jasełka albo śpiewanie kolędy), grzeszymy, uprawiamy seks, grzeszymy. Oczywiście tylko my, zwykli śmiertelnicy, obżartuchy w sukienkach mają dyspensę na wszystko. Powołuje się Pan na wiedzę historyczną. Od śmierci św. Piotra, odkąd kościół stał się instytucją, zajmuje się tylko mordowaniem, grabieniem i nadużywaniem władzy w każdy możliwy sposób. Współczesny, polityczny kształt Europy, ale także i Ameryki Południowej i wielu innych regionów świata to pozostałość tej władzy. Niepoliczalny majątek kościoła katolickiego powstał nie z dobrowolnych datków na tacę, ale spłynął krwią podczas tak zwanego nawracania. I sądzę, że akurat w Polsce jeszcze nas to nawracanie może spotkać, kiedy kler po raz kolejny wyciągnie łapę po nasze majątki. Bo jeśli chodzi o pieniądze, to oni nigdy nie mają dość. Pisze Pan, że każda parafia jest inna i nie można uogólniać. Tak, można by pokusić się o stwierdzenie, że bywają porządni, normalni księża. Ale co to oznacza? Kto to jest normalny, fajny ksiądz? Ten, co piwko z nami wypije, i nie kryje się, że sypia z katechetką? Dla mnie to nie grzech, ale niestety nie żyją zgodnie ze swymi ślubami. Myślę, że bardziej właściwe byłoby stwierdzenie, że wśród księży zdarzają się bardzo porządni ludzie. I ja takich znam, ale ich porządność nie ma nic wspólnego z byciem księdzem. I jest mi to przykro stwierdzić, ale są to tylko wyjątki potwierdzające regułę. Wierzę, że młody człowiek idący do seminarium ma jakieś ideały, ma powołanie. Ale kiedy już się dostanie w to bagno, kiedy już zostanie uwikłany w system, ideału giną. Bardzo dużym szacunkiem darzymy wszyscy śp. księdza Kaczkowskiego. Naprawdę wspaniały, normalny facet do którego mam wielki szacunek. Ale czy byłby taki, gdyby od urodzenia nie dręczyły go choroby, gdyby nie walczył z wadą wzroku i innymi ułomnościami? Czy miałby tyle serca dla chorych gdyby sam nie doznał wielu cierpień? Tego nie wiemy. Może po prostu problemem jest właśnie to, że księża są totalnie oderwani o normalnego życia. Nie mogą zrozumieć drugiego człowieka, bo żyją w zupełnie innej rzeczywistości. Kościół jako instytucja sam ich wypacza. Czyni ich ludźmi ponad prawem, ich przestępstwa zamiata bardzo głęboko pod kościelny dywan. Uczy ich jak najskuteczniej manipulować ludźmi, by dawali na tacą jak najwięcej.
Zawsze to będę powtarzać. Rozumiem ludzi wierzących. Rozumiem, że ktoś może potrzebować boga, cokolwiek miałoby to znaczyć. Ja też wierzę w istnienie wielu rzeczy, zjawisk, nie wiem, jak to nazwać, których nie da się zważyć i zmierzyć. Ludzkie emocje, uczucia, myśli, to, że śmierć nie jest końcem, ale tylko bramą, która pozwala nam istnieć, jako energia, dopóki znowu nie zapragniemy odczuwania ziemskiego bólu. Ateista to nie jest jakiś bezduszny kołek. Często ma bogatsze życie wewnętrzne, niż osoba wierząca. Dlatego nie ma się o co obrażać.
Moja znajoma napisała:Trzeba usiąść i poważnie porozmawiać z sobą. Odpowiedzieć na kilka ważnych pytań kierując się rozumem, a potem sercem. I podjąć decyzję. Daje dużą ulgę, bo zaczynasz żyć świadomie w zgodzie z SAMYM SOBĄ.
Tak. Nie można żyć na pokaz, nie można postępować dla świętego spokoju. Nie warto. Ja bardzo długo starałam się wpasować w otoczenie i nie odstawać od innych, ale życie wbrew sobie zawsze powoduje dyskomfort. Ale większość ludzi leci w wiatrem, lub, jak liść, który niesie rzeka. Nie myślą dokąd ona płynie.
Oczywiście, każdy z nas ma w sobie ziarnko hipokryzji, bo każdy trochę żyje w swoim własnym blasku. Każdy idzie sam ze sobą na jakieś kompromisy. Nie ma ludzi idealnych.
Mówisz, Andrzeju, że często się ze mną zgadzasz...Rozumiem, że w kwestiach politycznych. A więc, czy nie widzisz tego, co robi nam kościół w tej chwili? Czy nie widzisz, że zamiast nas wspierać odwrócił się tyłem do społeczeństwa. Z jednej strony wynajął się do usług jednej partii, a z drugiej sam nas zniewala i próbuje zawładnąć naszym życiem. Popatrz na te pochody narodowców, oni wszyscy są popierani przez kościół. Popatrz na te biedne ziejące nienawiścią pochody kółek różańcowych, na te artystki ze spalonego teatru wyśpiewujące psalmy na cześć polityków. Czy nie widzisz w tym szaleństwie ręki kościoła? Czy nie widzisz, że hodujemy w tym kraju smoka, któremu jest ciągle mało i mało. I obawiam się, że ten smok pożre w końcu także i tych, którzy go wypuścili z jaskini, że w końcu pożre i PIS. A wtedy na drabince pod Pałacem Prezydenckim zobaczymy Rydzyka. Zdaje nam się, że to Kaczyński jest najgorszą rzeczą jaka mogła nam się przytrafić. Nie, Kaczyński to ziarno piasku na pustyni zła, zła, które wymachuje nam krzyżem przed oczami. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Bajka o pewnym biznesmenie. ( Tekst z dnia 16 czerwca 2019 roku)

Drodzy Niedzielni Czytacze moich postów. Obietnica, że w niedziele nie będę nic pisać, bo chcę mieć dzień całkowicie wolny, j...