sobota, 9 grudnia 2017

Smutne urodziny drewnianego pajacyka. (Wpis z dnia 16 maja 2016 roku. )

Panie Prezydencie Polski !
Ma Pan dziś urodziny. Lecz większość mediów, ku mojemu zdziwieniu, nie donosi o tym wcale, lub pisze gdzieś w kąciku, między plotkarskimi wiadomościami o celebrytach. Coś na zasadzie: Prezydent Duda, ma dziś urodziny, zobacz, jakim był pięknym bobaskiem. I muszę przyznać, że tak, jak ta informacja, został Pan zepchnięty na margines polskiego życia politycznego. Nie oglądam propagandowych telewizji pisowskich. Nie mam na to zdrowia. Ale może chociaż tam trochę Pana docenili. I nie myślę tu tylko o dzisiejszym dniu. Z tego, co pamiętam, nie mamy zwyczaju jakoś hucznie obchodzić urodzin prezydentów. Ale w przypadku tak wyjątkowej osoby, jak Pan, tak niezłomnej, niezależnej i unikającej za wszelka cenę stania pod żyrandolem, tak aktywnej, szczególnie w sportach zimowych i innym sporcie ekstremalnym, mianowicie włażeniu w prezesowską dupę, miałam nadzieje, że Naród zgotuje Panu odpowiednia fetę. Ale zauważyłam, że po pierwszych kilku miesiącach zachwytu, nad Pańska osobą, dziś Naród, aż tak bardzo nie ma ochoty nosić Pana na rekach. Niewdzięczny Naród. Nie rozumie, że jest Pan jak Chrystus, który cierpi za miliony, szczególnie za grzechy prezesa, który tak się potrafił ustawić, by na jego głowę żadna korona cierniowa nie spadła. Czy Pan w ogóle wychodzi z tego swego pałacu? Czy Pan tylko nocami, chyłkiem przemyka, tak, by Pana nikt nie widział, by nie pytał o obietnice? Raz na jakiś czas, prezes pozwala, by Pan gdzieś przeciął wstęgę, by uczestniczył w pogrzebie, lecz w realnej polityce, nikt Pana nie widzi. Nie widziałam również Pana na audycie. Jest to dla mnie dziwne, jak Pan utracił tę charyzmę, którą się Pan charakteryzował w kampanii wyborczej. Dlaczego nie jeździ Pan po świecie, nie propaguje Polski. Dlaczego Pan odmawia, tym wszystkim przywódcom, którzy się prześcigają w zapraszaniu Pana na oficjalne wizyty? Dlaczego Pan woli jechać gdzieś po cichu, nie wiadomo po co ? Dlaczego Pan nadal nie jeździ pouczać Niemców, przyjmować wyrazy szacunku od Grupy Wyszehradzkiej, dlaczego nie odwiedza Pan naszego strategicznego przyjaciela Wielkiej Brytanii? Dlaczego, nie jest Pan przywódcą nowoczesnego świata, tak jak Pan obiecywał? Nawet kościoły się już nie prześcigają w sadzaniu Pana w pierwszej ławce, by w razie czego ratował Pan hostię. Cóż za niewdzięczność ludzi!
Pan wie, że ja Pana nie lubię. Uważam za fałszywego, podłego i małego człowieka. Pan wie, że dla wielu osób jest Pan pozbawiony kręgosłupa. Ale ja jestem pańską opozycja, zawsze byłam i zawsze będę. Natomiast nie spodziewałam się, że tak szybko stanie się Pan tak nieważnym, tak niezauważanym, tak zagonionym na margines człowiekiem. Czy jest mi Pana żal? Może tylko na tyle, na ile jest mi żal wszystkich innych poniżanych ludzi. Chociaż słyszałam, że czym wyższy stołek, tym poniżenie jest bardziej bolesne. Nie jest mi Pana bardziej żal, jak każdego człowieka pozbawionego wolności. Bo wprawdzie fizycznie jest Pan wolnym człowiekiem, ale Pana życie jest w labiryncie, z którego nie ma rozsądnego wyjścia.
Przychodzi mi to z trudem, bo potraktował Pan Polaków z najwyższą pogardą i ich Pan oszukał. Ale mimo to, życzę Panu, by się Pan uwolnił, by zrzucił Pan ten balast władzy, który nosi na barkach, jednocześnie prawdziwej władzy nie posiadając. Wyjdzie to na dobre i Panu i Polsce. Życzę Panu, by miała Pan jeszcze szansę odzyskać twarz. I mam nadzieję, że już Pan zrozumiał, iż zostać prezydentem nie jest aż tak trudno. Znacznie trudniej, jest być prezydentem, a nie marionetką.
Ostatni rok był bardzo burzliwy. Wspaniała oprawa wieców wyborczych, radosne wybory, balony, confetti, sztuczne ognie. A teraz szum ucichł i pogasły radośnie migające światła. Mamy smutne urodziny, smutnego prezydenta i smutną, pogrążoną w chaosie Polskę.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Bajka o pewnym biznesmenie. ( Tekst z dnia 16 czerwca 2019 roku)

Drodzy Niedzielni Czytacze moich postów. Obietnica, że w niedziele nie będę nic pisać, bo chcę mieć dzień całkowicie wolny, j...