poniedziałek, 11 grudnia 2017

Słońce jednak istnieje. (Tekst z dnia 22 stycznia 2017 roku. )

Powiem WAM, że pierwszy raz odkąd mieszkam w Hiszpanii, znudziła mi się pora deszczowa. Po czterech latach totalnej suszy, tej zimy pogoda bardzo nas docenia. Lało 2 tygodnie w grudniu. I był to deszczyk potrzebny gdyż Hiszpania na nadmiar wody nie narzeka. Ale teraz, w styczniu, już od tygodnia mamy same anomalie pogodowe. Jak nie śnieżyca, to potworne zimno, albo, jak dziś, ulewa z wichurą i burza. Telewizor działa jak TVP podczas puczu. Jakby ktoś wody nalał do środka. Trzy razy już padło światło. Póki co, mamy internet, ale dwa dni temu mieliśmy przerwę także i tego medium, ponieważ piorun uszkodził nadajnik. Kot chodzi od drzwi do drzwi szukając suchego piasku, naiwnie wierząc, że może z drugiej strony domu nie pada. Chyba go zapakuje w paczkę i wyślę na Wyspy Kanaryjskie ( pod warunkiem, że tam jest lepsza pogoda) z adnotacją: „Kiedy kot się wypróżni odesłać z powrotem”.
Wiatr wieje, że wszystko się trzęsie. W zasadzie, by wynieść śmieci, wypadałoby zejść do garażu i odpalić samochód, bo nie ma możliwości suchą nogą dotrzeć do bramy. To jest Hiszpania, której nie znacie z widokówek. Moja córka mówi: Mamo, to chyba reakcja przyrody, na to, co się dzieje. „Kurwa, nie dość, że Kaczor, to jeszcze Tramp, a w Europie też sami psychopaci pchają się do rządzenia”. Prawdziwa katastrofa, ale ja postanowiłam, że nie dam się spacyfikować pogodzie. Wprawdzie odpada codzienny rowerowy spacer, ale postanowiłam się przejść nad morze. I to była bardzo dobra decyzja. Morze Śródziemne, zazwyczaj spokojne i płaskie, jak stół, dziś bardzo zdenerwowane. Fale goniące jedna drugą i bałwany widoczne już od horyzontu. I mewy w swym powietrznym drifcie walczące z wiatrem.
To taki żywy obraz mojej duszy, która jest w podobnym stanie wzburzenia od ponad roku. Łagodne myśli zalewane przez spienione fale złości. Po prostu żywioł, którego się nie da wyciszyć.
Nie sądzę, by moje słowa dotarły kiedykolwiek do posła Kaczyńskiego, oddzielonego murem od rzeczywistości. Ale gdyby wiedział, co nam w duszach gra, tak właśnie by nas widział. Widział by nas, jak takie wzburzone morze, czyli ogromną ilość wkurzonych kropli wody.
A Wam wszystkim, którzy sobie roszczą prawo do obrony demokracji, też polecam ten obrazek. Bo naród powinien być, jak żywioł, którego się nie da ujarzmić. Powinien być wolny, powinien być silny i z uporem przeć do brzegu. Na co dzień, nasze Śródziemnomorskie jeziorko jest piękne, lazurowe i zupełnie niegroźne. Pobudza nas do leniuchowania. Ale dopiero takie, jak dziś, ładuje moje akumulatory.
Stoję więc nad tym morzem i różne zwroty zdziwienia rzucają mi się na usta: Np. O Q..wa! Ja Pi...lę! Ale milczę, bo szczęka opadła mi na kołnierzyk i nie chcę wrócić na swoje miejsce. Zwyczajna reakcja obywatela urodzonego w środkowej Polsce, dla którego wzburzone morze jest ciągle zjawiskiem niewyobrażalnym. Jest i pięknie i strasznie. Zupełnie, jak w życiu. Potrzebujemy czasami takiego dziejowego huraganu, by naprawdę poczuć życie. Człowiek, lubi spokój tylko na pozór. Tak naprawdę lubimy o coś walczyć i za czymś gonić. Tylko dzięki tej walce życie ma smak. Cieszmy się więc, że żyjemy w ciekawych czasach i że ciągle tak wiele mamy do zrobienia. Pamiętajmy, że jesteśmy małymi strumieniami o różnych nazwach: Platforma Obywatelska, KOD, Partia N z kropka, jak mówią pisowcy, Obywatele RP, PSL, Ci od Kompasu i od Vabanku i Murów do zburzenia, Pomników dla..., fanów tej lub tamtej osoby, popierających tego lub tamtego. Wszyscy powinniśmy płynąc do tego samego morza oburzenia. A kiedy powieją sprzyjające wiatry podniesiemy głowy, I razem będziemy równie niepokonani i nieujarzmieni. Wyrzucimy PIS na brzeg w państwie San Escobar. A potem będziemy znów piękni, spokojni i lazurowi. Bo słońce jednak istnieje.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Nie napisałabym już ani słowa... ( Tekst z dnia 16 lipca 2019 roku)

Jestem na posterunku. Gorąco strasznie, ale nie martwcie się o mnie, ciągle żyję. Lato to dla mnie trudny czas. Mam taki zapierdo...