sobota, 9 grudnia 2017

Sprawdzaj w co wierzysz. (Tekst z dnia 18 czerwca 2016 roku. )

W komentarzach do moich wpisów często pojawia się prawidłowość. Wiele osób mówi mi mniej więcej: Całkowicie podzielam Pani poglądy, ale po co od razu mieszać do tego kościół. Rozumiem takie podejście. To, co powszechnie nazywa się wiarą, jest nam narzucana jeszcze w łonie matki. Można tu zastosować powiedzenie, że wysysamy ją z mlekiem. Oczywiście zarówno nad kobietą w ciąży, jak i niemowlakiem odprawiamy jednocześnie pogańskie obrzędy, zawiązujemy czerwone kokardki, nie pozwalamy się ciężarnym patrzeć na inwalidów, bo jak się zapatrzy to się dziecko takie samo „ nieszczęśliwe” urodzi. No bo cóż nam szkodzi „ panu bogu świeczkę ale i diabłu ogarek na wszelki wypadek zapalić. Dziś mogę się z tego pośmiać, bo etap takiego myślenia mam już za sobą. Ale rozumiem tych ludzi. Długo usiłowałam w swoim życiu pogodzić swoje poglądy z wiarą. Niestety, jeśli się nie chce być hipokrytą, nie można być jednocześnie humanistą i katolikiem. I w ogóle nie mieszałabym do tego żadnego boga, ani naszego duchowego życia. Po prostu, nowoczesne myślenie, miłość do świata, szacunek do życia, prawo do szczęścia i wolność, są sprzeczne z wiara katolicką i sądzę, że z większością innych wierzeń. Jeśli chce się być w zgodzie z samym sobą trzeba dokonać wyboru. Od dawna mnie śmieszą takie stwierdzenia: Jestem wierzący ale nie praktykujący, albo : Wierzę w boga a nie w kościół. Drodzy Państwo, jak wiecie, nie można być trochę w ciąży. Wiedzę na temat swej wiary 90 % społeczeństwa bierze wyłącznie z kościoła. A kościół dał przykazania, które trzeba wypełniać. Skoro nie praktykujecie, to znaczy, że łamiecie zasady. Więc albo wypełniacie wszystko, czego kościół wymaga, albo dajcie sobie spokój. Jeśli chcecie wierzyć w jakiegoś boga, to najpierw dowiedzcie się czegoś o samej wierze z pominięciem kościoła. To, co wyznajecie teraz, to pewien styl życie narzucany nam z góry. Ja wybrałam wolność od religii. Niczego nie udaje, nie stwarzam pozorów. Zrobiłam to zbyt późno, bo wcześniej wydawało mi się to nie ważne. Wzięłam ślub kościelny, ochrzciłam dzieci. Dziś bym się już na to nie zdecydowała, bo jest to dla mnie sprzeciwianie się samej sobie. A nie widzę żadnego konstruktywnego powodu, by pozbywać się wewnętrznej niezależności.   Wszystkim nam się zdaje, że robimy coś z własnej woli. Ale często robimy to z rozpędu. Ja, jako młoda matka w ogóle się nie zastanawiałam nad tym, czy trzeba ochrzcić dzieci. Było to dla mnie tak oczywiste, jak to, że trzeba je nauczyć jeździć na rowerze. Robimy to wszystko, jak barany w stadzie. Ale czy znacie osoby, które się wyłamały? Presja rodzinna, presja społeczna, bycie czarną owcą w stadzie, wytykanie palcami, wyśmiewanie, odpolszczanie, nagana za łamanie tradycji.... To są elementy nacisku. Nie chcesz mieć kłopotów, chcesz spokojnie żyć, udawaj, że jesteś, jak wszyscy. A czy kościół nie głosi, że nieochrzczone niemowlę idzie do piekła? Ja, mimo, że szłam w tym baranim pedzie, przeszłam z kościołem gehennę. I działo się tak tylko dlatego, że po ciężkim tygodniu przepracowanym po 18 godzin dziennie, by utrzymać dom, nie miałam siły biegać do kościoła na każde zawołanie, że nie zawsze zdążyłam wrócić z pracy na kolędę. Dziś w Polsce nie mieszkam i kościół mi w dużej mierze ułatwił decyzje o wyjeździe. Szkoda, że ludzie nie mają prawdziwej wiary, że się podporządkowują bezwolnie. Ani bóg, jeśli istnieje, nie ma z takich wiernych pożytku, a człowiek tylko traci czas bez sensu. Tylko kościół jest zadowolony. Bo jemu zależy na kliencie, im mniej myślącym, tym lepiej.
Niesłusznie jestem posądzana o to, że zwalczam ludzi wierzących. Ja ludzi wierzących nie znam. Znam ludzi zastraszonych podprogowo, którzy w ogóle nie zdają sobie sprawy, że są manipulowani. Seminaria kształcą facetów w działaniach marketingowych znacznie lepiej, niż jakikolwiek trener osobowości. Na skutek tego wykształcenia, panowie zupełnie zmieniają swój sposób bycia, nawet barwę głosy, by łatwiej oddziaływać na podświadomość. Gdybyście kiedyś wzięli tekst przeciętnego kazania do analizy logicznej, zobaczylibyście, jak mało tam mówi się o bogu, a jak wiele o swego rodzaju obowiązkach człowieka wobec kościoła. Szkoda, że nikt się nad tym nie zastanawia. Ludzie przeżywają całe życie nie wiedząc nic o bogu, w którego wierzą. Doskonale wiedzą tylko, czego wymaga od nich kościół.
Nie mówię ludziom: Nie wierzcie w nic, boga nie ma. Mówię tylko, poznajcie swój kościół, jego historie, jego motywy działania, jego grzeszki. Skonfrontujcie to z własnym wyobrażeniem boga. Zobaczycie wtedy kościół takim, jaki jest naprawdę. Dla mnie to największa, najdłużej istniejąca organizacja przestępcza stosująca szantaż emocjonalny w celu pozyskania dóbr materialnych. I nie wmawiajcie sobie, że jesteście katolikami z własnej woli, bo nikt się was o zdanie nie pytał. Ja nigdy się nie zgodzę, by zabraniano mi szczęścia w doczesnym życiu w zamian za jakieś urojenia. Nie będę walczyć z in vitro, antykoncepcja, a nawet aborcją. Wierzę bowiem w mądrość człowieka, w jego dobroć i wolną wolę. Nie chce, by ludzie decydowali o swym postępowaniu ze strachu, ale by rozumieli dlaczego należy tak czy inaczej postąpić. Zawsze będę za wszechstronnym rozwojem człowieka i akceptacją inności, za tolerancją wobec kolorowych lub kochających inaczej. I nie będę hipokrytką. Wyznając takie zasady nie mogę należeć do kościoła i nie chcę. I wy również nie musicie tego robić. Jeśli istnieje jakiś bóg, to oceni was po waszych uczynkach, po tym czy więcej odczuwacie miłości, czy nienawiści, czy z własnej woli postępujecie dobrze, czy pod przymusem. Kościół jest fałszem. Kościół nie jest przyjacielem człowieczeństwa, piętnuje wszystko to, co leży w ludzkiej naturze. I nikt, kto walczy z kościołem nie walczy z wierzącymi, nie walczy z duchowością. Ważne jest, by dać człowiekowi wybór, którego dziś, wbrew pozorom, nie mamy. A kluczem do tej wolności, do każdej wolności jest wiedza, którą pokornie usiłuje zdobyć i wszystkim innym także polecam.
 Mamy tylko jedno życie. Nie przeżywajmy go jako motyle zaplątane w pajęczej sieci.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Konstytucja tego nie zabrania... ( Tekst z dnia 12 września 2019 roku)

Dostałam bana, dziś o godzinie 10:00, kiedy grzecznie dosypiałam noc, ponieważ załamanie pogody mnie ubezwłasnowolniło w kwestii opuszcza...