niedziela, 10 grudnia 2017

Staję w obronie człowieka. (Tekst z dnia 2 września 2016 roku. )

Dziś, chciałabym stanąć w obronie człowieka, niezależnie od jego winy, lub niewinności. Pani Prezydent Warszawy, jest najlepszym przykładem, że przyjaciół ma się wtedy, kiedy się odnosi sukcesy. Lecz, kiedy się komuś powinie noga, to staje się ciężarem, a przestaje być człowiekiem. Mówię to z własnych doświadczeń. W moim życiu zdarzyło mi się pracować w zespole lub kierować zespołami ludzi i scenariusz jest zawsze ten sam. Niestety, nie można mieć zaufania do nikogo. Musi panować zasada ciągłej kontroli. Dzieje się tak dlatego, bo ludzie zupełnie nie posiadają wrodzonego honoru, który karze im postępować właściwie, nie muszą być lojalni, dyskretni, i słowni. Szczególnie, gdy w grę wchodzą pieniądze. Szef, może chcieć ludziom nawet przychylić nieba, ale trzeba go nienawidzić, tylko dlatego, że jest szefem. Trzeba szeptać za plecami i czekać aż mu się noga powinie, bo wtedy, a nuż uda się wskoczyć na jego miejsce. Żaden podwładny nie liczy się z tym, że jeśli on coś odpierdoli, to może zrobić krzywdę innym współpracownikom, że o szefie nie wspomnę. Bo przecież tego szefa to trzeba ukarać, za to, że śmie być szefem. Wielokrotnie, widząc, że ktoś z zespołu popełnił błąd, coś zepsuł, lub zlekceważył robotę, spóźnił się, lub z błahego powodu po prostu nie przyszedł do pracy, zawsze wtedy ludzi kryłam i świeciłam za nich własną twarzą. Zdarzało mi się też zapłacić z własnej kieszeni za straty poniesione z tytułu pomyłki podległego mi pracownika. Bo wiedziałam dobrze, że za jego pomyłkę, za jego głupotę, zapłacić nie tylko on, ale także jego rodzina. Nie chciałam, by kogoś zwolniono i by czyjeś dzieci na tym cierpiały. Czy żałuję swego postępowania? Nie, staram się być w zgodzie z samą sobą, a moja moralność jest właśnie taka. Czy to mi się opłaciło? Drodzy Państwo, chciałabym powiedzieć, że w swoim zawodowym życiu, spotkał mnie choćby jeden przypadek, kiedy moje postępowanie spotkało się ze zrozumieniem ze strony współpracowników, ale byłaby to nieprawda. Zawsze smarowano mi przysłowiową dupę za plecami, a kiedy miałam jakieś kłopoty, to mogłam liczyć tylko na to, że współpracownicy mnie pogrążą. Na wsparcie nigdy. Zawiedli mnie wszyscy ludzie i nie raz, a wielokrotnie. Ale podobno ja mam w stosunku do ludzi zbyt wielkie wymagania. No cóż, mam je także w stosunku do siebie. Nie, bym się tu chciała jakoż żalić. Jestem naiwna i głupia i taka umrę. To moja wina. Nawet nie jestem specjalnie zawiedziona z tego powodu. Chciałam jednak usprawiedliwić swój pogląd na to, co dzieje się w tej chwili w Warszawie.
To, że Hanna Gronkiewicz Waltz jest solą w oku Kaczyńskiego, to wszyscy wiemy. Wystarczy porównać jej osiągnięcia, z osiągnięciami Lecha Kaczyńskiego. On zajmował się tym, czym braciszkowie zajmują się przez całe życie, czyli tropieniem nieistniejącego wroga, jakiś warszawskich układów i powiązań, a Pani Waltz rozbudową Warszawy. I oczywiście na jej twardym charakterze, jej uporze i jej charyzmie, opierała się także Platforma Obywatelska. Kaczyński chce ją zniszczyć i znów chodzi przede wszystkim o jedną dość błahą sprawę. Oczywiście o pomnik Lecha. No i także o zemstę, która jest siła napędową prezesa. Pani prezydent, rządząc tak wieloma urzędnikami, popełniła grzech zaniechania kontroli nadmiernego zaufania, bo akurat w to, że choćby złotówkę wzięła dla siebie, nie wierzę. Oczywiście, pisowski sąd może i to udowodnić, może również udowodnić, że Donald Tusk wywiózł majątek Polski na Marsa. Taki przywilej autorytarnej władzy, udowodnić może wszystko. Tak więc dla mnie Hanna Gronkiewicz Waltz, jest winna nadmiernego zaufania do ludzi i odpowiedzialność polityczna ponosi, mimo że nie miała na powstałe nieprawidłowości wpływu. Oczekiwałabym od niej tego, że powie, iż do takiej odpowiedzialności się przyznaje. Uważam też, że powinna zgodzić się na referendum, ale po zapowiadanym audycie. Niech by Pani Prezydent udowodniła, że przyspawana do stołka nie jest, że ma z czego żyć i nie potrzebuje pełnić funkcji wbrew Warszawiakom.
Ale nie o to wszystko chodzi. Smuci mnie to, że Platforma Obywatelska, która dużo zyskiwała na autorytecie Pani Hanny, teraz nie stoi za nią murem, że nie potrafi głośno się za nią ująć i wierzyć w jej zasługi. Dziwię się także, że wśród Warszawiaków, którzy widzą, jak ich miasto się zmieniło podczas jej rządów, nie ma nikogo, kto miałby odwagę stanąć po jej stronie. Drodzy Państwo, miejcie odwagę, w każdej trudnej sytuacji pozostać ludźmi. Nie brońcie Pani prezydent jako polityka, ale czy nie należy się jej wasze wsparcie, jako człowiekowi? Czy jest Wam tak przyjemnie patrzeć, kiedy odbywa się obywatelski lincz nad kimś, kto poświęcił wiele lat swego życia dla Warszawy? Póki co, nikt jej jeszcze żadnych przekrętów nie udowodnił, nie złapano jej na korupcji, na fałszerstwie ani na kumoterstwie. Nie jest ideałem, popełnia błędy, jak każdy. Ale czy w takim razie, każdy z nas nie zasługuje na to. by go zlinczować? Czasami, kiedy patrzę na obywateli Polski, to mam wrażenie, że mam do czynienia z bandą tchórzy. Każdy boi się narazić i opowiedzieć po właściwej stronie. Nie ma odważnych w Platformie, by dać wsparcie członkini swojej partii, dla wielu również zapewne przyjaciółce, bo ważniejsze jest oblicze partii? Nazywacie ją w tej chwili balastem i ciężarem, a przez tyle lat żerowaliście na jej dobrych notowaniach. Po co komu takie partie, gdzie człowiek nie może liczyć na człowieka? To samo dotyczy innych organizacji, także KODu, który powinien bronić obywateli, przed agresją PISu, a Pani Waltz jest obywatelem, jak każdy z nas. I dobrze wiecie, że ta nagonka na nią nie ma nic wspólnego ani z prywatyzacją ani z lokatorami. To polityczny lincz za to, że nie chciała się zgodzić na pomniki. Czekam, naprawdę czekam na odważnych ludzi, którzy w końcu przestana się chować po krzakach przed tą władzą, którzy odważnie staną w obronie człowieka. Bo dziś to jest Pani Waltz, ale wiem, że na czarnej liście jest też Robert Biedroń i prezydent Nowej Soli.
I jeszcze kilka słów do tych hien, które przybrały ludzka postać i poszły krzyczeć na wczorajszym posiedzeniu Rady Miasta. Obejrzyjcie sobie film z waszych wczorajszych występów i zobaczcie, jak wyglądacie. Może, skoro nie macie w domu lustra, by się przejrzeć, to popatrzycie na siebie na tym filmie. Czy macie powody do dumy? Czy, gdybyście spojrzeli w lustro, to zobaczycie w nim ludzi, czy tylko zwykłe świnie. Bo to w zwyczaju świń, jest, że jeśli jedna z nich jest ranna, to inne ją dobijają i pożerają. Poczuliście krew, prawda? Wy też wczoraj postanowiliście dobić człowieka, zanim jeszcze udowodniono mu winę. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Patrząc w lustro Syzyfa. ( Tekst z dnia 16 października 2019 roku)

Myśli kłębią mi się w głowie rozmaite. Obiektywnie rzecz ujmując większość z nich nie kwalifikuje się do wypowiadania na głos. Oczywiści...