poniedziałek, 11 grudnia 2017

Starcie dwóch buldogów. (Tekst z dnia 12 kwietnia 2017 roku. )

Wracając do polityki..                                                                               Weszłam do domu i od razu  uderzyła we mnie wiadomość dnia:
Kaczyński zawiesza Bartłomieja Misiewicza! Jest konflikt między dwoma największymi osobowościami w PIS, Kaczyńskim i Macierewiczem...
Drodzy Państwo! Gdyby to byłą prawda, to byłaby najlepsza wiadomość od półtora roku! Oznaczałaby, że jest pęknięcie w tej PISowskiej skale i teraz potrzeba tylko trochę czasu i niewielka ilość kwaśnego deszczu ( który my, jako opozycja moglibyśmy zapewnić), by wszystko się rozpadło. Byłoby to tym bardziej zabawne, że lont podpaliłby nasz ulubieniec, Bartłomiej Misiewicz. Przez całe popołudnie, dziennikarze i pytani politycy opozycji, aż się ślinią z radości. No dobrze, pozwalam WAM się trochę pocieszyć, ale niezbyt długo. Oglądam ten PISowki teatrzyk od tak dawna, że daleko mi do optymizmu. Wprawdzie podobne konflikty miały miejsce podczas poprzedniej kadencji rządów PISu, lecz wtedy PIS miał dwóch bardzo niesfornych i trochę przyklejonych na siłę koalicjantów. Dlatego było do przewidzenia, że prędzej, czy później dojdzie do przepychanek i niezgody. Teraz mamy do czynienia z rządami jednej partii. Zarówno Kaczyński jak Macierewicz mają zbyt wiele do stracenia, by się mogli zdecydować na otwarte zwarcie. Dla PISu byłby to koniec wewnętrznej spójności, a więc także koniec przewagi w Sejmie. Mówiąc wprost, zwaśnione strony nie gwarantowałyby większości sejmowej podczas uchwalania anty reform. To byłby koniec tej władzy. Moja ocena jest taka: Nastąpiło, między tymi dwoma samcami alfa, swego rodzaju porozumienie, które sprawia, że pozostaje i wilk syty i owca cała.
Wywalenie Misiewicza z PISu w zasadzie zdejmuje z tej partii odpowiedzialność za jego zachowanie. W ten sposób, dość prosty zresztą, Kaczyński pozbywa się szkodnika wizerunkowego. Od tej pory pozostaje on już tylko pracownikiem PGZ. Jego kompetencje, jego fałszywy indeks studenta „zwykłego prawa”, jego zabawy na dyskotece oraz jego pensja, przestały być problemem i partii i rządu.
Od tej chwili, działania Misiewicza mogą się kłaść cieniem wyłącznie na obraz Antoniego Macierewicza, któremu żaden cień zaszkodzić nie może. W końcu to on jest guru swojej sekty i ma za sobą poparcie Torunia. Kaczyński, jego powodzenie, jego władza, jest uzależniona od tych dwóch czynników: religia smoleńska i mętna mgła rzucana na wiernych przez czarownika z Torunia. Nigdy z tego nie zrezygnuje. Przyjął więc metodę działania pozornego. Trochę się na pozór pozłości, trochę się na Antka pogniewa, postroi głupie miny i poczeka, aż wszystko ucichnie. A komisja w sprawie Miśka? Znamy te PISowskie komisje. Ich działanie może potrwać do końca świata i o jeden dzień dłużej. Jak wiemy, nie powołuje się ich po to, by cokolwiek ustaliły. Jest to tylko jeszcze jedno narzędzie do mydlenia oczu.
W telewizji od rana trąbią, o walce dwóch buldogów na szczycie struktur PISu. Mam nadzieję, że dziennikarze mają na myśli buldogi amerykańskie, które są uważane za psy agresywne. Ale ja, jako osoba, która na co dzień przebywa w nieodłącznym towarzystwie buldoga angielskiego, obawiam, się, że ta agresja jest tylko na pokaz. Czyli wielka morda, straszne zęby i donośne szczekanie, ale tak naprawdę to wszystko tylko tak groźnie wygląda!
Bardzo bym chciała, by powoli i systematycznie pojawiały się choćby drobne zadry w relacjach pomiędzy członkami PISu. Ale póki co, a mam nadzieje, że jednak się mylę, sądzę, że „kruk krukowi oka nie wykole”. PIS, który prowadził przez osiem lat walkę na śmierć i życie o władzę, nie będzie ryzykował, że znowu się będzie musiał zatrzymać w połowie drogi. Z byle powodu tego swojego, z trudem wywalczonego zwycięstwa nie odda. Za dużo ma do stracenia. Kaczyński wie, że jest to dla niego już ostatnia szansa, by zostać zbawicielem Polski. Macierewicz jest mu bezwzględnie potrzebny. Potrzebny jako przyjaciel a nie jako wróg.

Ale najbardziej zabawna była dziś sytuacja, kiedy dziennikarze godzinami wyczekiwali na konferencję Macierewicza, by zapytać o Miśka. Tymczasem u boku ministra wojny pojawił się pan prezydent i wygłosił jeden wielki hymn pochwalny dotyczący wielkich zasług ministerstwa. Pan prezydent wygląda naprawdę komicznie, zaczynając swoje wypowiedzi od słów: Ja, jako zwierzchnik sił zbrojnych...
Przecież wszyscy doskonale już wiedzą, że jedyną siłą zbrojną, nad którą ma jakąś władzę, nosi we własnych spodniach. A i to nie jest do końca pewne. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

I po co kochać ten kraj? ( Tekst z dnia 21 maja 2019)

Słuchanie informacji w środkach masowego przekazu, śledzenie mediów społecznościowych i czytanie gazet, może prowadzić człowieka do ...