niedziela, 10 grudnia 2017

Tak, jestem z Hiszpanii. (Tekst z dnia 9 lipca 2016 roku. )


Wielokrotnie podkreślałam, że bardzo sobie cenię wszelkiego typu komentarze pod moimi wpisami. Szczególnie są dla mnie ważne te krytyczne.
Wczoraj bardzo silnie zagrzewałam do walki. Spotkałam się z krytyką, której się spodziewałam. Tak, macie rację, głównie zajmuję się siedzeniem przed komputerem i moje działania są z tym związane. Oto fragment jednego z WASZYCH głosów:
„ A gdzie ty byłaś? Aaa w Hiszpanii ... Ja tu w Polsce zapierd... po 15 godzin na dobę żeby 3 moich dzieci mogło godnie żyć. Dwóch studentów wyklucza trzecie dziecko z 500 plus wiec by godnie żyć muszę pracować, a jest trudniej. Nie życzę sobie takich tekstów. Ja tu jestem nie od roku a tu w Polsce od ponad 40 lat a ostatnie 8 obserwowałam jak PO oddaje złoty róg każdego roku coraz bardziej aż w końcu oddało całkiem. Dziś nie wiem do kogo mam większy żal do PIS ze rządzi czy do PO za to ze tych durni do władzy dopuściła”.
To prawda, nie mam w zasadzie żadnej możliwości uczestniczyć w manifestacjach. Bardzo tego żałuję. Mieszkam w biednym kraju, gdzie się dość ciężko żyje. Pracy jest mało, jeśli ktoś ma normalny kontrakt i zarabia 1000 euro, jest szczęściarzem. Tym bardziej, że przeciętne mieszkanie dla czteroosobowej rodziny, to 600 euro + 200 euro rachunki. Jeśli pracują chociaż dwie osoby w domu, jest normalnie, jeśli jedna, to bardzo skromnie. Ja mam już o tyle dobrą sytuacje, że mam dorosłe dzieci i wszyscy pracują. Ale mimo to, nie zamierzam przepraszać, że mieszkam w Hiszpanii... Nie będę po raz kolejny się tłumaczyć, dlaczego tu jestem i czuć się winna, że po wielu latach pracy w Polsce zapragnęłam spełnić swoje marzenia. Marzenia nie o lepszym życiu, ale o poznawaniu świata i ludzi. Biedna Hiszpania jest o tyle wyjątkowym miejscem, że ze względu na dość rozpowszechniony na świecie język, mamy tu emigrantów nie tylko z Europy, czy biednych krajów muzułmańskich, ale także niezwykle pogodnych i wspaniałych obywateli Ameryki południowej i środkowe. Spełniłam swoje marzenia, mogę zadać pytanie „Jak jest w twoim kraju?”, zarówno Norwegowi, jak i obywatelowi Urugwaju, Meksyku i Nepalu. I to daje niezwykle szeroką perspektywę patrzenia także na Polskę. Mam dość udowadniania wszystkim, że nie jestem wielbłądem. Dlaczego Wam się wydaje, że gdy ktoś przekroczy granice, to przestaje być Polakiem? Odkąd zaczął się ten wyborczy cyrk i teraz, nawet w podejściu polskiego KODu, zauważam pewna prawidłowość. Ciągle dzielicie Polaków na tych i tamtych. Zarzucacie Kaczyńskiemu, że z was zrobił obywateli gorszego sortu, a tak naprawdę robicie to samo. Uważacie nas- emigrantów za coś gorszego. Nie wiem z czego to wynika. Może z jakiejś podświadomej zazdrości, że my tu mamy łatwiejszy chleb. Tylko tyle, że wielu osobom nie życzę, by tak musiały na ten chleb pracować, jak emigranci. To przykre, że zamiast wzajemnie się wspierać, czy korzystać z doświadczeń innych, tak na wszelki wypadek trzymacie nas na dystans. To jest małe i krzywdzące. Każdy z nas zapłacił swoją cenę za decyzję wyjazdu. Często nie wiadomo, czy bilans jest dodatni, czy ujemny. Ale nie podliczajmy się nawzajem, uszanujmy czyjeś życie i spróbujmy być razem.
A osobie, która pytała, odpowiadam: „Wiesz co, przykro mi, że ten tekst Cię obraża. Żyłam w Polsce prawie 40 lat. Moje dorosłe życie zbiegło się z początkiem reform Balcerowicza. Był totalny głód. Nawet gdybyś pracowała 24 godziny na dobę, nie byłabyś w stanie godnie żyć. Więc ja w Polsce, mąż w USA, 3 lata bez innego kontaktu jak tylko listy. Nie było skypa, telefon był luksusem, nawet głupie przesłanie pieniędzy było problemem, bo przecież nie było takich banków, jak teraz. Mogłam tylko liczyć, na parę dolarów przesyłanych w kopercie, które i tak najczęściej wyciągał listonosz. Nie wiem, co masz na myśli mówiąc godne życie. Chyba Ci chodzi o życie bogate, ale co to ma wspólnego z godnością? Bo ja, mimo tego wszystkiego, co przeżyłam w latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych, ciągle mam godność i siłę, by o swoje walczyć. Hiszpania nie jest na końcu świata. Nie wyklucza z życia społecznego w Polsce. A Ty, dając dzieciom tylko pieniądze, nie zapewnisz im godnego życie, bo po prostu ich godności nie nauczysz. Czytanie cudzych tekstów nie jest koniecznością. Nikt Ci na prywatny profil niczego nie wrzuca. Więc mi tu nie pisz, że sobie nie życzysz. Nie pracuj tak wiele, bo nie zauważysz, jak któregoś dnia, ktoś Ci więcej zabierze, jak tylko pieniądze. Hiszpania nie jest żadnym rajem. Jest w tej chwili biedniejsza od Polski. Ale to wolny kraj. Miał już swojego Kaczyńskiego. Nazywał się Franko. Wolą być biedni, niż pozwolić, by to się powtórzyło. W Hiszpanii też się zapierdala po 15 godzin na dobę, przez cztery miesiące bez żadnego dnia wolnego. Naprawdę niczym mnie nie jesteś w stanie zaskoczyć. A potem się wraca do domu, analizuje gazety, sprawdza portale i się walczy. I za studia się płaci, nie ma tu państwowych studiów. Naprawdę, jak mi was żal Polacy, kiedy widzę, że was tak bardzo zaskakuje życie. Witajcie w normalnym świecie, gdzie nic nie jest za darmo.
Zapraszam na bloga. Tam jest wszystko. Zapraszam do nas, internetowych rebeliantów, skoro jesteś tak zajęta, że nie możesz wyjść na ulicę. Są różne metody walki. My tu jesteśmy równie upierdliwi dla tej władzy, jak ludzie na ulicach. Tak samo się narażamy na szykany, tak samo dostajemy pogróżki. Ale się nie zasłaniamy praca dla dzieci i zarabianiem pieniędzy. Myślę, że sporo kasy straciłam, poświęcając swój czas na walkę polityczną. Ale wiem, że to jest ważne dla moich dzieci. A ty dalej płacz, jak jest Ci źle, bo się nie załapałaś na 500+. Bo pewnie gdybyś się załapała, to też byś śpiewała hymny pochwalne dla tej władzy. Strasznie nisko wyceniacie własne życie i życie własnych dzieci. Nie zrozumiałaś postu, albo nie przeczytałaś uważnie. Myślę, że jest to mój pierwszy post, który w ogóle wpadł Ci w ręce. Gdybyś robiła to regularnie, nie zadawałabyś tego typu pytań. Tego się w dzisiejszych czasach, nie robi. Ja do nikogo personalnie się nie zwracam, gdzie byłeś, bo to dziś trochę niebezpieczne. My, jak nazywa Kaczyński, rebelianci, wiemy o sobie, kto, gdzie i w jakim momencie przebywa i jakie akurat zadania wypełnia. Nie chcę tu nikogo obrażać, ani pouczać. Są kwestie, które każdy musi rozstrzygnąć z samym sobą. Czasami trzeba stanąć przed lustrem i zadać sobie pytanie: Czego chcę od życia? Czy zależy mi tylko, by przetrwać, by dobiec do końca drogi, na czym mi naprawdę zależy? A jeśli w tym lustrze zobaczysz bunt, troskę o przyszłość, to po prostu przestań myśleć o końcu tygodnia. Zacznij widzieć dalej. Zobacz Polskę pozbawioną prawa, zobacz sądy, którym politycy dyktują wyroki, zobacz jak to, co dziś dajesz swoim dzieciom, jest im zabierane. Bo to nas czeka. Nie tyraj po nocach na kościół i Kaczyńskiego. To właśnie w tej chwili robisz. Nie zasłaniaj się poświęceniem dla dzieci. Wiem, nie wierzycie, że to może nastąpić...To już się dzieje. Bezprawie, bezprawie, bezprawie. Jeśli ktoś zlekceważy regulamin sejmu, to co mu przeszkodzi wejść do Twego domu i zniszczyć Ci życie”.
Nie bym się na autora krytyki obrażała. Wręcz przeciwnie. Piszcie, jeśli macie jakieś wątpliwości. Ale spróbujcie nie nienawidzić ludzi za to, że żyją w innym kraju, bo nic o nich nie wiecie, o ich drodze, o ich życiu. Jeśli dobrze się przyjrzycie, zobaczycie, że po odrzuceniu uprzedzeń, może się okazać, że jesteśmy tacy sami, mamy podobne historie i plany. I że tak naprawdę chodzi nam dokładnie o to samo.
Ja już się uodporniłam na krytykę. Nie odpuszczę. Nie jestem na marszach KODu, ale jest tam zawsze ogromna ilość moich przyjaciół. Jeśli chcemy coś osiągnąć, nie możemy się dzielić. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

...Ci wszyscy wasi przyjaciele... ( Tekst z dnia 18 listopada 2019 roku)

Wszyscy zgodnie twierdzą, że ze względu na taki, a nie inny układ sił, ta kadencja sejmu i senatu będzie bardzo ciekawa. A ja się obawia...