sobota, 9 grudnia 2017

Tęsknota Chopina i Mickiewicza. (Tekst z dnia 29 kwietnia 2016 roku.)


W Polsce bywam rzadko. Nie dlatego, bym nie kochała swego kraju, ale raczej z powodów prywatnych. Zresztą każdy, kto mieszka za granicą na stałe wie, że czasami jest trudno się zmobilizować, dopasować urlopy, zapewnić opieką dla psa i kota itd. Tym bardziej, kiedy się bywa rzadko, łatwiej zauważyć, że nasza Ojczyzna bardzo się zmieniła. Po starych upadłych fabrykach powstały centra handlowe, kawiarnie, multikina. Jest zdecydowanie czyściej i mniej jest ciemnych zaułków, gdzie harcują bezpańskie koty. Wiosna, przełom kwietnia i maja zawsze jest najpiękniejsza. Wszędzie kwitną sady i pojawiają się wiosenne, dzikie kwiaty.
Co mi się bardzo rzuciło w oczy, to niezwykła, wręcz przesadna uprzejmość ludzi. W każdym sklepie, urzędzie, na stacji benzynowej wszyscy się do klientów uśmiechają, pomagają, zapraszają. Powiedziałabym nawet, że jest to aż krepujące, bo wchodząc do sklepu od razu ma się asystenta, który za nami idzie i pilnuje, byśmy z pustą ręką nie wyszli. Nie wiem, może w Polsce było tak zawsze, ale wątpię. Raczej gra tutaj dbałość o własne interesy, bo Polacy nie są tacy życzliwi z natury. A dla mnie jest to dość radykalna zmiana, bo w moim kraju, panuje zasada: bierz to, co jest na półce, albo spierdalaj”, pomimo wieloletniego kryzysu. Jedni lubią, kiedy obsługa chodzi za nim krok w krok po sklepie, inni nie. Ja raczej zaliczam się do tych drugich. Może dlatego, że pamiętam czasy, kiedy chodzono za Polakami, by nic do kieszeni nie schowali. Ale nie mam pretensji. Takie są wymagania i lepiej być przesadnie miłym, niż wcale.
Oczywiście nie można po pobycie w Polsce nie powiedzieć nic o autostradach. Ja 12 lat temu i wcześniej wracałam z wczasów w Hiszpanii przez Zgorzelec, Wrocław, aż do środkowej Polski. I po przejechaniu całej Europy za jednym razem w Polsce zgubiłam tłumik, urwałam po prostu na jakiejś betonowej drodze, chyba jeszcze poniemieckiej i raz podarłam oponę też zaraz po przekroczeniu granicy. Teraz jedzie się pięknie. Nie ma żadnej różnicy między A2 w Germanii, a w Polsce. Nawet chyba u nas jest lepsza nawierzchnia, bo niemiecka betonówka jest dość hałaśliwa. Trochę jeszcze jest łyso wokół autostrad, nie ma dobrej infrastruktury, ogródków do wypoczynku, sieci autostradowych restauracji na dobrym poziomie. Ale sama autostrada, super. Szkoda tylko, że właściciele tychże dróg, postawili tak wysokie ceny za korzystanie. Jeśli się raz na jakiś czas przyjedzie z zagranicy, nie ma problemu zapłacić. Ale w stosunku do innych państw, autostrady w Polsce są puste. Przeciętnie zarabiający człowiek nie będzie dojeżdżał autostradą do pracy, bo sporą część dniówki by to mu odbierało. Lepiej moim zdaniem było by .udostępniać taniej, a wtedy więcej osób by korzystało. Zysk byłby ten sam, albo większy, a na drogach by było bezpieczniej.
Zawsze wydawało mi się, że Polska jest dość szarym krajem w stosunku do innych. Ale przejechałam dość długą trasę z Lille, przez Belgię, Holandię, Niemcy do Polski i z powrotem i muszę przyznać, że w większości tych krajów, zdjęcia są prawie czarno białe. Nie ma to wpływu ani polityka, ani sytuacja gospodarcza, tylko kąt padania promieni słonecznych. Dlatego zawsze, Hiszpania w której mieszkam, jest bardzie pastelowa, pełna światła i kolorów. Prawda też jest taka, że podczas całej podróży było dość zachmurzone niebo i dlatego te szare kolory.
Niestety, po wyjściu z Polskiego sklepu, czar miłych i uśmiechniętych ludzi znika. Na ulicy nadal chodzimy zamyśleni, z zaciśniętymi ustami, jakby w pół śnie, nie widząc nic oprócz własnych kłopotów. Jesteśmy cisi, zamknięci we własnym świecie.
W rozmowach z ludźmi wyczuwa się napięcie i swego rodzaju dyskomfort. Szczególnie w tych kręgach, które dały się uwieść obietnicom wyborczym i zagłosowało na PIS w wyborach. Widać w ludziach coś w rodzaju wstydu i poczucia winy i dla mnie to jest jakaś nadzieja. Ludzie mówią, że PIS wydawał się uczciwszy, bo wytykał błędy poprzedniej władzy. Nikomu nie przyszło do głowy, że partia, która tak krytycznie odnosiła się do kolesiostwa, partyjniactwa, łamania zasad, po dojściu do władzy, bez żadnych skrupułów, będzie robić to samo tylko dwa razy mocniej. Kiedy Kaczyński powiedział, że nie będzie się mścił, ludzie uwierzyli. A dziś jest strach i złość. Ale trudno jest się litować, bo trzeba było głosować mądrze. Kiedy się wyjeżdża z Polski w kierunku Berlina, co drugi tir ma polska rejestrację i mniej więcej może co dziesiąty samochód osobowy. Za Berlinem ta ilość systematycznie się się zmniejsza, ale do samej Francji, przynajmniej co piętnaście minut mija się samochód z Polski. Ja wyjeżdżałam w niedziele, więc pewnie rodacy jechali do pracy do znienawidzonej Europy, która zabiera im wolność i wtrąca się w ich sprawy. Muszę przyznać, jestem zaskoczona ilością Polaków w każdym miejscy. Na stacji benzynowej, dziesięć samochodów w tym dwa z Polski, w barze Polacy, w supermarkecie Polacy. I tym bardziej boli, to pyskowanie na Unię Europejską. Dziwię się, tym matkom opłakującym dzieci, które wyjechały za pracą do innych krajów. To prawdziwa hipokryzja. Gdybyśmy nie byli w UE, część tych ludzi spędzałaby czas pijąc piwo pod sklepem, kupione za kuroniówkę. Matka i ojciec i tak by z nich nic nie mieli i byłoby na pewno biedniej. A tak może wiele z tych osób wyjdzie na ludzi, nauczy się języka, zdobędzie nowe kwalifikacje, a przede wszystkim zobaczy, że można żyć inaczej. Nawet, jeśli wrócą do Polski, to będą mieli lepszy start ze względu na zdobyte doświadczenia. A do tego, jeśli ktoś zasmakuje dobrobytu, to już zawsze będzie chciał żyć inaczej. Będzie wierzył w siebie, że może przeżyć dobre życie. Bo bogactwo nie jest w portfelu, jest w nas, trzeba się tylko go nauczyć. Dzieci i tak z domu odchodzą. I z własnego doświadczenia wiem, że żyjąc tak daleko mam częściej czas zadzwonić do Polski, niż wtedy, kiedy mieszkałam 10 kilometrów od rodzinnego domu i pracowałam na dwóch etatach, by jakoś żyć. Miłość, pamięć o bliskich, nie zależą od odległości, która nas od nich dzieli. Tylko od nas to zależy, czy poświęcamy im swój czas. To co nas spotyka trzeba zawsze widzieć, jako szansę a nie jakieś przekleństwo.
I taka ogólna refleksja na koniec. Ja w zasadzie za Polska nie tęsknię. Na co dzień mieszkam w pięknym miejscu, gdzie jest zawsze ładna pogoda i muszę przyznać, że to jest moje miejsce na ziemi. Na pewno wielu z Was to odczuwa podobnie. Po latach ma się wrażenie, że Polska jest wszędzie, gdzie postawimy stopy. Nie odczuwamy kraju w którym żyjemy, jako obcego. Takie krótkie wypady do ojczyzny trochę mi zaburzają spokój. Bo wtedy tęsknię jednocześnie za Hiszpanią, bo tu jest mój dom, mój ogród, mój pies i kot, moja poduszka. Ale jednak, kiedy wyjeżdżam, jest mi potwornie żal czegoś, dokładnie nie potrafię powiedzieć czego, może fiołków w parku, może kwitnącego ogrodu. I chociaż wiem, że nigdy do Polski nie wrócę, bo ja i kościół katolicki, to o jednego za dużo w jednym kraju, że denerwują mnie Polacy, tacy powierzchownie postępowi, a jednak ciągle nie umiejący żyć bez łańcuchów. Mimo to wszystko, w takich chwilach się trochę rozumie naszych Mickiewiczów i Chopinów, którzy zawsze byli trochę rozdarci , zawsze mieli serce podzielone na pół między swoje życie a życie tego mistycznego tworu, jakim jest dla każdego Ojczyzna. Bo przecież to nie ziemia, nie jakaś materia, ale swego rodzaju duch, który istnieje zawsze, nawet, jeśli nasz kraj znika z mapy. Ten duch żyje w nas, nie potrafimy go zabić ani się od niego uwolnić. Jest jak matka, która nawet kiedy już umrze, zawsze czujemy jej obecność.  


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Konstytucja tego nie zabrania... ( Tekst z dnia 12 września 2019 roku)

Dostałam bana, dziś o godzinie 10:00, kiedy grzecznie dosypiałam noc, ponieważ załamanie pogody mnie ubezwłasnowolniło w kwestii opuszcza...