wtorek, 12 grudnia 2017

To co piękne staje się brzydkie. (Tekst z dnia 3 maja 2017 roku)

Od pewnego czasu nie lubię tych wszystkich państwowych świąt. Za dużo w nich hipokryzji i obłudy. Powiedziałabym, że mnie to bardzo osobiście dotyka i obraża. Historia Polski, symbole Narodowe, ważne daty, zawsze miały w moim sercu miejsce szczególne. Nie zmienił tego komunizm ani emigracja. Lecz dziś mamy wrażenie, że to, co zawsze było piękne staje się brzydkie...
Beata Szydło wygłosiła dziś swą patriotyczna mowę o symbolach narodowych, o fladze, godle i hymnie, które są dla każdego Polaka świętością. Tak to tylko symbole, ale coraz częściej stają się one narzędziem sprytnej politycznej manipulacji. Okazuje się, że wartość flagi radykalnie się zmienia w zależności od tego, kto sztandar trzyma w rękach, a i Mazurek Dąbrowskiego inaczej brzmi w różnych ustach. Odbiera się znaczącej części Polaków prawo, do własnych narodowych symboli.
Dziś odbywało się wiele uroczystości związanych ze świętem flagi. Obserwujemy je i coraz częściej widzimy, że nie są to uroczystości państwowe, lecz tylko PISowskie. Nie ma w gronie zaproszonych gości innych sił politycznych. Są tylko gęby z PISu. I mamy to poczucie, że ten kraj, ta flaga, to godło, należą już tylko do tej trzeciej części społeczeństwa. Wszyscy inni są wygnańcami, ludźmi bez Ojczyzny.
Uroczystości wokół Beaty Szydło, lub też prezydenta Dudy, sprawiają, że ludzie w moim wieku mają deja vu. Zupełnie, jakby się cofnęli do czasów swojego dzieciństwa, kiedy regionalny pierwszy sekretarz PZPR, wręczał wybitnie uzdolnionym dzieciom świadectwo z biało czerwonym paskiem.... Scenariusz w 100 procentach skopiowany z PRLu . Choroba...Aż się łza wzruszenia w oku kręci. Tylko nie rozumiemy, skąd wziął się ten labirynt dziejowy. Przez prawie 30 lat wydawało nam się że dokądś idziemy, a wylądowaliśmy znowu w punkcie startu. Kolejny dzień, kolejne święto i kolejny pomnik pary prezydenckiej. Nawet, jeśli ktoś ich nie lubił, zaczyna powoli odczuwać niesmak. Bo to już nie jest nawet w jakiś sposób śmieszne. Zaczynamy mieć poczucie solidarności z tą nieszczęsna parą, jako osobniki tego samego gatunku. A więc, co by nie powiedzieć, jednak byli to ludzie, którym jakiś choćby minimalny szacunek i godność przyrodzona się należy. A wiemy dobrze, że za dzień lub dwa, te wszystkie pomniki, posągi i popiersia trafią na złomowisko. Jarosław, stawiając te pomniki, świadomie naraża na brak szacunku brata, bo kiedyś będą one w poniewierce, sprowadzone do roli kawałka kruszcu do odzysku. Pomyślałam nawet, że my, inni, ci gorsi, kiedy się już z PISem uporamy, powinniśmy stworzyć ku przestrodze park, ( jest chyba taki w Budapeszcie) i te wszystkie pomniki tam umieścić. Taki park pomników, lub jeśli ktoś woli cmentarz ,gdzie spokojnie spacerowaliby wśród drzew i kwiatów. A my chodzilibyśmy tam rozmyślać o Polsce. 
Tak, czy owak, jest to wszystko dość smutne i odbiera nam radość z tych dni majowych.
Patrzę na to i powoli zaczynam rozumieć, skąd się w nas bierze to zniechęcenie do działania. Ono ma swą genezę w bezsilności. Bezsilności i wstydzie. Bo czując się Polakami, nie potrafimy się tego wstydu pozbyć, widząc, co wyprawiają Pan Kaczyński, Pan Waszczykowski, Pan Macierewicz, Pan Duda, Pani Kempa itd....
Słyszymy, co mówi francuski kandydat na prezydenta Macron, jak realnie ocenia rządy Kaczyńskiego, i się wstydzimy pomimo, że nic tu nie zawiniliśmy. Wstydzimy się po raz drugi widząc oburzenie ministra Waszczykowskiego i natychmiastową reakcje na te słowa prawdy, kiedy reakcja tych samych osób na haniebne zachowanie konsul honorowej w stosunku do Donalda Tuska, przypomina raczej wdrapywanie się leniwca na drzewo. Waszczykowski nie może nic zrobić w sprawie pani tfu, honorowej konsul, bo jest w Australii. Lecz czy jest zbyt daleko, by dymisjonować konsula Meksyku, który nie przyjął odznaczenia od prezydenta? Wstydzimy się, kiedy prezydent nazywa Nas potomkami zdrajców.
Całe nasze życie, życie Polaka, jest w tej chwili ubabrane we wstydzie i pozbawione możliwości reagowania. Każdego dnia, w każdej minucie zdarza się coś, co nas poniża i pozbawia naturalnej godności.
Nic, naprawdę nic nie możemy z tym zrobić. Jesteśmy bezsilni i dlatego tak zawstydzeni. Nie wiemy, czy to poczucie wstydu dotyczy tych, którzy zachowują się tak haniebnie, czy nas bezpośrednio, którzy nie potrafimy się skutecznie przeciwstawić.
Przychodzą takie momenty, że jesteśmy już po prostu zmęczeni, a nasz organizm podpowiada nam, by po prostu odpuścić. Widzimy tylko bezsens swojej walki.
Czytamy wiadomości, widzimy Beatę Kempę, która w swym amoku wtargnęła na ołtarz w kościele, by tam wyrzucić z siebie swoją codzienna porcję zemsty i nienawiści, Innym razem jesteśmy świadkami jej wystąpienia na uroczystościach w Radiu Maryja. Doznaje tam jakiegoś orgazmu religijnego, a wszystko dzieje się na ołtarzu. Obrazek tak wulgarny, że wręcz pornograficzny. Beata Kempa jest najlepszym przykładem traumy po zgwałceniu mózgu.
Mamy odruch wymiotny, lecz nic, powtarzam nic, nie możemy zrobić, jesteśmy za słabi i osamotnieni.
Widzimy, że ten kościelny smok ma 50 głów, i że nie jesteśmy w stanie zrobić nic, swym małym mieczem, choćby on był z najszlachetniejszej i najbardziej sprawiedliwej stali.
Flaga biało czerwona, święto flagi narodowej, a jeszcze wczoraj, na naszych ulicach królowała flaga ONRu. Czy to jest święto także tamtej flagi? Czy przypadkiem, po cichu, nie czcimy demona?
My, którzy chcemy się przeciwstawić złu, jesteśmy po prostu bezsilni, lecz tylko dlatego, że inni, są po prostu bezwolni.
Hymn, godło i flaga, to tylko symbole. To tylko uzewnętrznienie naszych uczuć, którego naturalnie potrzebujemy. Niestety często stają się narzędziem, zasłoną, za którą można bezkarnie czynić zło.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Bez boga wam się nie uda... ( Tekst z dnia 16 maja 2019 roku)

Właśnie wyłączyłam telewizor. Nie zniosę po raz setny tej samej piosenki odśpiewywanej przez Ziobrę! W pierwszym momencie po premierze w...