niedziela, 10 grudnia 2017

Twarz w tłumie. (Tekst z dnia 13 lipca 2016 roku. )

Piękny Pan napisał list di prezydenta, Panie Waldemarze Kuczyński! Właściwie, na pierwszy rzut oka, mogłabym się podpisać pod każdym Pana słowem. Ale tak naprawdę, Pana słowa, uświadomiły mi, że już tak nie myślę.
Jak sobie przypominacie, przez mgnienie oka, dawałam prezydentowi szansę. Zadawałam wiele pytań, dlaczego tak postępuje, dlaczego się nie zerwie z pisowskiego łańcucha? Przecież jest prezydentem i po wygranych wyborach, zwykły poseł Kaczyński nic mu nie może zrobić. Łudziłam się, że chce tylko pomóc PISowi wygrać wybory, a potem zacznie prowadzić własną politykę. Ale przekonałam się, że jest gorzej i gorzej. Targały mną często mieszane uczucie. Raz byłam na niego wściekła, a innym razem odczuwałam litość, widząc jak bardzo jest zaplątany w partyjne sidła. Poza takimi momentami totalnej żenady, kiedy wypinał dupę ratując hostię, albo kiedy wygłaszał hymny pochwalne na temat prezesa, gdzieś tam brałam pod uwagę taką ewentualność, że się coś wydarzy, że się zmieni, że zrozumie. Ale chyba musiałby go prezes osobiście wyrzucić z grona swych marionetek, by mogło go coś zmusić do refleksji, choćby na chwilę. Tak, jak to było ze Zbigniewem Ziobro, który wyrzucony z PISu, na chwilę stał się człowiekiem. I dopiero Pański list uświadomił mi, że nie tylko na tę przemianę już nie liczę, ale jej już nie chcę. Przykro mi, ale mam podstawę sądzić, że nie każdy ma predyspozycje, aby zostać szmatą. I tu oklaski dla prezesa. Bardzo celnie odnalazł właściwą twarz w tłumie. Pan Kaczyński łatwo dostrzega ludzi bez kręgosłupa, którym w puste miejsce łatwo może wszczepić własną skrajną podłość. Ci ludzie, a takich przykładów mamy sporo ( Błaszczak, Brudziński, Gliński), są jakby ramionami jadowitej ośmiornicy. Przy czym prezes pozwala im raz na jakiś czas mieć swoje 5 minut, by się poczuli ważni, ale są mu tylko po to potrzebni, by on mógł być w cieniu, by można było w razie czego odciąć ramie, ale głowę oszczędzić. A wracając do Andrzeja Dudy...Pytanie pozostaje jedno, o powód lub, jak ktoś woli, przyczynę zaistniałej sytuacji. Człowiek jest w stanie się upodlić z dwóch bardzo skrajnych powodów: Ze strachu, lub chęci zysku. Mam nadzieje, że prędzej czy później się dowiemy, czym tak naprawdę prezes Kaczyński potraktował Andrzeja Dudę, czy to był kij, czy raczej marchewka. ( ja stawiam na marchewkę) I tu pojawia się kolejne pytanie, znacznie trudniejsze. Ile jest warta twarz, jaka jest za nią cena? Jak wielki musi być profit, by poświęcić, nie tylko własne oblicze, ale twarz żony i córki. Lub w przypadku kija, jak wielki musi być grzech, by za niego płacić dożywotnim upokorzeniem. Pisałam już wcześniej: Prezydentem się jest jedną lub dwie kadencje, a gęba w lustrze pozostaje i trzeba się potem do końca życie jej wstydzić. I kiedy Pan napisał, że się Pan wzruszył samotnością Andrzeja Dudy, to ja sobie uświadomiłam, że mnie nic już w nim nie jest w stanie wzruszyć. To jest jak z biała bluzka, która się ciągle nosi i nawet się ją lubi, a ona ciągle się plami. Pierzemy ją, pierzemy, aż pewnego dnia jest już tak pożółkła i zaplamiona, że musimy ją wyrzucić. Tak więc, powtarzam jeszcze raz: Piękny Pan list napisał do prezydenta i szanuję to, że Pan jeszcze wierzy w obudzenie godności w tym człowieku. Przez długi czas przyjmowałam podobną postawę, ale teraz wiem, że już nie wierzę, że już nie chcę, by pan Duda nagle się zmienił i został także i moim prezydentem. Nie byłabym w stanie uwierzyć w szczerość i autentyzm. Tym bardziej, że wielu zbuntowanych i tak w końcu wróciło w objęcia prezesa, jak Kurski, czy wspomniany już Ziobro. Bo jeśli ktoś nie ma nic do zaoferowania, to po prostu nie ma, musi żyć w cieniu jakiejś innej kanalii, żywić cudzy organizm i grzać się w jego blasku. Gdyby Andrzej Duda, nie był gnidą bez kręgosłupa i honoru, nigdy by na ten układ bycia pseudo prezydentem, by nie poszedł. Myślę, że dobrze wiedział, na co się decyduje i jaka cenę będzie musiał płacić. Dobrowolnie przystał na te warunki, pozwolił sobą manipulować. Nie byłabym w stanie mu zaufać już nigdy. U mnie ten człowiek jest spalony. Czułabym się niezręcznie, gdybym była zmuszona uścisnąć jego rękę. I nic dziwnego, że na czele partii PIS stoi Jarosław Kaczyński. Z genialną przenikliwością odnalazł właściwą twarz w tłumie. Dobrą, czy złą, ma silna osobowość, a może po prostu otacza się słabszymi od siebie, by móc nad nimi panować. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Bez boga wam się nie uda... ( Tekst z dnia 16 maja 2019 roku)

Właśnie wyłączyłam telewizor. Nie zniosę po raz setny tej samej piosenki odśpiewywanej przez Ziobrę! W pierwszym momencie po premierze w...