poniedziałek, 11 grudnia 2017

Twarzą w twarz z bogiem. (Tekst z dnia 19 marca 2017 roku. )

Tak oto minął mi kolejny tydzień. Tydzień milczenia, który ciągnął się jak przysłowiowe flaki z olejem. Nie chcę się tutaj rozwodzić na zupełnie prywatne tematy. Po pierwsze, za bardzo odbiegają od tematów politycznych, po drugie, trudno jest w kilku słowach streścić sytuację, której korzenie sięgają 50 lat. Moglibyście mnie uznać za osobę niegościnną lub nieżyczliwą. Ale byłam w tym tygodniu poddawana regularnemu szantażowi emocjonalnemu i religijnemu. Chciałabym, by ludzie przyjeżdżali do mnie, po prostu dlatego, że się stęsknili, że chcą powspominać stare czasy, chcą się podzielić swym życiem. Niestety, coraz częściej jest tak, że podczas wizyt rodzinnych, człowiek się czuje tak, jakby przyszedł do domu akwizytor, który nas kocha i szanuje tylko dlatego, że coś może na nas ugrać, lub że to ksiądz przyszedł po kolędzie i lepiej od nas wie, czego nam w życiu brakuje.
A ja coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że gdybym po raz kolejny dopuściła do swego życia jakiegoś boga, na pewno stałabym się gorszym człowiekiem, bo musiałabym patrzeć na świat jego zimnymi oczami. Wolę kierować się swoim własnym ułomnym sercem, swoją wielokrotnie zranioną miłością i swoją niedoskonałą, ludzką oceną sytuacji. Nie chcę patrzeć na świat przez pryzmat jakiegokolwiek boga. Już to wszystko przeszłam i pamiętam, jak trudno mi było się od tego uwolnić. Pamiętam, jak mnie dręczyły wyrzuty sumienia, że pracując cały tydzień po kilkanaście godzin, pozwalam sobie w niedzielę odpocząć i nie odwiedzam kościoła. Pamiętam, jak siedziałam cicho we własnym domu, przy zgaszonym świetle, bo pleban się dobijał po kolędzie, a ja późno wróciłam do domu i nie zdążyłam się przygotować. To są oczywiście drobiazgi, takie małe niewygody życia w Polsce, które skutecznie zatruwają nam życie. Ale nie mamy odwagi się od nich uwolnić. Ja z Polski uciekłam, by odzyskać równowagę. Nie dam się w nic podobnego wplątać, już nigdy w życiu.
To tytułem wstępu i zasygnalizowania, że do WAS wracam.
Bieżących tematów nazbierało się sporo. Za dużo by mówić o wszystkim razem. Muszę sobie to wszystko jeszcze uporządkować w głowie.
Tylko jeden bieżący temat chciałabym dziś poruszyć ze smutkiem.
Kiedy wczoraj wieczorem wróciłam do domu ( odprowadziłam rodzinę na lotnisko), z uporem maniaka szukałam informacji o zapowiedzianym na wczoraj marszu KODu. Zawsze była w Onecie obszerna informacja poparta zdjęciami. Niestety, nie był to news dnia. Nawet przez chwilę myślałam, że impreza została odwołana. Dopiero w wiadomościach warszawskich znalazłam wzmiankę informującą, że na marszu było może 1000 osób, a w końcowym momencie tylko około 500????
No cóż, nie chcę powiedzieć: „A nie mówiłam?” Bo to mi wcale nie daję żadnej satysfakcji, że spodziewałam się niskiej frekwencji. Spodziewałam się od chwili, kiedy KOD Mazowsze odwrócił się „zadem” do Strajku Obywatelskiego, sugerując, że to jakaś dziwna inicjatywa, nie wiadomo przez kogo organizowana. Ja się wtedy poczułam bardzo źle, bo wiem, że wielu KODerów tę inicjatywę popierało, pracowało na jej rzecz i brało w niej udział. Miałam wtedy wrażenie, że KOD odwrócił się od obywateli, odwrócił się od nas i miałam obawy, że widząc postępowanie władz w Warszawie w stosunku do regionów, po prostu nie przyjdą na ten marsz 18 marca. Spodziewałam się niskiej frekwencji, ale żeby aż tak...
Jak do tej pory, żadne nasze apele i prośby, by KOD oczyścić i zmienić metody działania, nie przyniosły żadnego rezultatu. Więc może, niech Ci zapatrzeni w siebie liderzy popatrzą na relacje z tej wczorajszej manifestacji. Może to im przywróci rozum lub chociaż otworzy oczy.
Dziś słyszałam wywiad, na polu, pod jakimiś krzakami z Mateuszem Kijowskim ( bo do studiów telewizyjnych nikt go już nie zaprasza). Niestety, Pan Kijowski nadal czuje się świetnie i nie wiąże beznadziejności wczorajszego protestu ze swoją osobą. Po prostu ręce opadają. Murarze zamurowali mu oczy i zamurowali mu mózg, skoro tak tę sytuację postrzega. Odcięli go od realnego świata. Słuchając go, po prostu się wstydzę. Chciałabym wierzyć, że kieruje nim naiwność, a nie świadome trzymanie się ruin tego, co my stworzyliśmy wspólnymi siłami, a on systematycznie burzy.
Jeśli go nie zastanawia, że na wczorajszym marszu nie było ani czołowych polityków opozycji, ani słynnych ludzi kultury, jeśli to mu nie daje do myślenia, to nie wiem, co może mu przemówić do rozsądku.
A ja mam wrażenie, że na marsze KODu z udziałem MK, przychodzą już tylko murarze. I jakoś ich mało...

PS. Piękna akcja pod Wawelem! Tak powinniśmy walczyć! 




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Kraina aniołów... (Tekst z dnia 24 marca 2019 roku)

Drogi Darku... Od razu przepraszam, że mówię do Ciebie po imieniu, chociaż się wcale nie znamy, a Ty jesteś osobą dorosłą. Mieszkam od ...