wtorek, 12 grudnia 2017

Widoki na przyszłość. (Tekst z dnia 24 października 2017 roku.)

Zawsze się zastanawiam, po co robimy różne rzeczy. Po co płacimy pseudo sędziom TK, skoro ja mogłam już dziś rano zamiast nich orzec takie same wyroki. Ba, nawet gdybym się dobrze postarała, mogłabym nasmarować równie przekonujące uzasadnienie wyroku, nie znając prawa. Nie wiem, trzeba przestać płacić podatki i dożywiać tę bandę.
Może to by był nie taki zły pomysł, ale obawiam się, że dla wszystkich może braknąć, ale dla tych pasożytów związanych z władzą nigdy nie zabraknie.
Wszyscy po trochu nakręcamy ten świat obłudy. Media pokazują polityków, którzy nie są w stanie sformułować jednego słowa prawdy. TVN 24 zaprasza Szydło i zadaje głupie pytania, na które wszyscy od dawna znamy odpowiedzi ( jej wersję odpowiedzi). I cała ta maszyna kłamstw utrzymywana jest z pieniędzy podatników. My obywatele płacimy za to, by jedna czy druga zapluta morda mogła się lansować w telewizji.
Wczoraj napisałam wiele gorzkich słów o tym, że nie umiemy się skutecznie przeciwstawić władzy, która nam wolność i godność odbiera. Parę osób się pewnie na mnie obraziło, bo nie rozumieją, że muszę mówić o Narodzie ogólnie, nie mogę z imienia i nazwiska wyróżniać tych, którzy się zachowują przyzwoicie. Muszę też mówić bardzo mocno i wyraźnie o tym, co mnie boli, czasami nawet z przesadą, by nikt nie miał wątpliwości co miałam na myśli. Znamy się już tak długo, że wierzę, iż osoby, które nic na sumieniu nie mają, doskonale rozumieją mój tok myślenia i bez powodu się nie obrażą. Wysyłaliście mi także w komentarzach dowody różnych akcji, które przeprowadziliście lub przygotowujecie. Wiem o nich, bo obserwuję szczegółowo różne opozycyjne środowiska. Nikomu zasług nie odbieram, nie chciałabym też zarażać pesymizmem i odbierać WAM nadziei na powodzenie tych planów. Niestety nie bardzo wierzę, by Polacy zmobilizowali się na tyle, aby można było przeprowadzić coś w rodzaju ogólnopolskiego strajku. Po prostu niektóre grupy społeczne czują się dobrze w tym świecie, który jest i łudzą się, że nic im nie grozi. Inni po prostu w tym konkretnym momencie życia odnieśli jakieś chwilowe korzyści, których boją się utracić. Jest też spora część obywateli, którzy się zwyczajnie boją wychylić, bo mogą mieć kłopoty w pracy, być napiętnowani przez środowisko, kościół, szkołę itd...Wcale nie jest łatwo pokazać swego prawdziwego oblicza i opowiedzieć się po jednej ze stron, jeśli się ma do czynienia z władzą, która jest coraz bardziej opresyjna. Widać to na przykładzie choćby rezydentów. Nagle się okazuje, że ten czy tamten nie jest tylko strajkującym lekarzem, ale także uczestnikiem marszów KODu, czarnego protestu, dzieckiem komunistycznego polityka. Za to, że miał odwagę powiedzieć dość, można mu zabrać ulgę podatkowa, odmówić kredytu, wpisać go za byle co na listę dłużników. Takich ludzi się od razu prześwietla, sprawdza ich aktywność na portalach społecznościowych i stan zamożności. No bo dlaczego taki jeden z drugim chce dobrze zarabiać, przecież ma bogatych rodziców, albo mąż tej czy tamtej dobrze zarabia, a więc biedy nie klepią. A w ogóle, to co za bezczelni ludzie, którzy się dopominają zapłaty za pracę...PIS często niesie na sztandarach sprawiedliwość społeczną. Ale, co to za sprawiedliwość, kiedy jakiś obszczymur spod budki z piwem, który ledwo skończył podstawówkę, ma więcej pieniędzy z 500+, (a jedyną jego zasługą jest spłodzenie piątki dzieci po pijaku), niż lekarz po 6 latach studiów i głodowym stażu ?
Powiem tak: Osobiście nie wierzę w skuteczny zryw społeczny. Nie ma takiej możliwości byśmy zebrali się nagle w sobie i nie zważając na osobiste interesy zastosowali zasadę: jeden za wszystkich, wszyscy za jednego. A bez takiej postawy trudno wierzyć w powodzenie. Każdy z nas wchodząc na barykadę musi być pewny, że jeśli go spotka krzywda ze strony władzy, wszyscy inni staną jak jeden mąż w jego obronie. Taki przykład ze starych czasów, kiedy robotnicy walczyli o swoje podstawowe prawa: Powstawały wtedy kasy pracownicze, gdzie wszyscy pracownicy płacili drobne składki. Jeśli za udział w strajkach ktoś został z pracy wyrzucony, były pieniądze pozwalające przeżyć jego rodzinie. Chodzi po prostu o to, by na okres walki politycznej jak najbardziej zmniejszyć zagrożenie, że jeśli jedno z nas trafi do więzienia, lub będzie ofiarą innych represji, to jego rodzina nie będzie przymierała głodem, że znajdą się pieniądze na opłacenie uczciwego adwokata. Takie postawy wymagają niezwykłej solidarności społecznej, na którą, moim zdaniem, nie stać jest w tej chwili Polaków. Jest trudno, szczególnie jeśli chodzi o pozyskiwanie pieniędzy.
Spontaniczne protesty społeczne są niezwykle potrzebne, bo każda władza ma taką manierę, że jeśli utnie nam palec, a my się nie sprzeciwimy, to prędzej czy później upierdoli nam całą rękę do ramienia, a opór społeczny spowalnia bezczelność władzy.
Przez te 2 lata rozmawiania z Polakami nauczyłam się jednego: Mamy tak dziwne i oderwane od współczesności poglądy, że czasami przypominamy jakieś świeżo odkryte plemię z amazońskiej puszczy, które nigdy w życiu nie widziało cywilizowanego człowieka. Każdy podejmowany temat okazuje się wstydliwym tabu. Nie potrafimy rozmawiać o sprawach intymnych, słowo piersi powoduje spluwanie za siebie, nie rozmawiamy o chorobach, a nawet pieniądze są dla nas powodem do hańby i do wstydu. Mało tego, widok suszących się na balkonie majtek budzi często takie oburzenie, jakby inni majtek nie nosili, albo ich nie prali. Na tym właśnie w tej chwili bazuje PIS w konflikcie z lekarzami. Jak to było w sondzie ulicznej?...Czy znacie biednego lekarza??? Jest to całkowity matrix, bo z jednej strony Polacy udają, że w ogóle nie przywiązują wagi pieniędzy, ale z drugiej strony wpadają w depresje, kiedy zauważą u sąsiada większy telewizor lub droższy samochód. Najłatwiej nas poróżnić pieniędzmi i innością.
Jako społeczeństwo jesteśmy aspołeczni, nie widzimy dalej własnego nosa. Zaryzykowałabym nawet pogląd, że nie ma czegoś takiego w Polsce, jak społeczeństwo. Jesteśmy podzieleni i chyba tylko spadająca asteroida byłaby w stanie nas zjednoczyć. Nie umiemy ze sobą rozmawiać, a przyjaciół mamy także tylko po to, by z nimi rywalizować.
Chciałabym, by było inaczej, byśmy się wreszcie wszyscy wkurzyli i odłożyli na potem dzielące nas różnice. Ale jesteśmy dokładnie tacy sami, jak nasza opozycja. Zarówno Petru, jak i Schetyna doskonale sobie zdają sprawę, że osobno PISu nie pokonają. Ale wolą zginąć w zawierusze historii, niż przestać ze sobą rywalizować. Taka postawa osłabiła też KOD i osłabi każdą inną organizacje, która nie ustali jakiegoś kodeksu zgody, od którego nikt nie miałby prawa odstąpić, a jednocześnie przestanie oceniać innych z powodów mało znaczących różnic.
Może mnie się po prostu włączył system obronny, bo miałam już takie momenty, że widząc niepowodzenie kolejnego protestu, lub kolejne zadawane sobie nawzajem ciosy wśród ludzi, którzy powinni współpracować, byłam na skraju rozpaczy i miałam ochotę przestać w ogóle obserwować polską politykę, bo mogło to w sposób trwały odbić się na moim zdrowiu. Przestałam więc liczyć na cud, bo w normalnym trybie nie jesteśmy w stanie nic zrobić. No chyba, że znajdzie się desperat i odstrzeli kilku PISowców, ale to może przynieść odwrotny skutek do oczekiwanego. Może to tylko przysporzyć nam kolejnych pomników, kolejnych męczenników narodowych.
Moim zdaniem, dopóki nie stworzymy świadomego społeczeństwa, nie możemy oczekiwać sukcesów. Niestety, nasze protesty nie zmienią sytuacji, ale są nam potrzebne do podtrzymywania ducha i sygnalizowania, że jeszcze nie zostaliśmy pokonani. W dalszej perspektywie musimy się przygotować na rewolucję, na uświadomienie społeczeństwa, na mozolne budowanie struktur, wynegocjowanie zasad, wypracowanie skutecznych i kompleksowych metod i działania. Musimy także przygotować się finansowo. Dopiero wtedy będziemy w stanie uderzyć skutecznie, z wielu stron i mieć nadzieje na sukces. 

Kiedy zaraz na początku swej działalności, KOD mówił o tak zwanej pracy u podstaw, krytykowałam ich za to. Wtedy wszystko się dopiero zaczynało, były pierwsze oznaki łamania prawa. Mogliśmy wtedy ruszyć z większym impetem, bo co mądrzejszy wiedział od razu, że PIS idzie na wojnę ze społeczeństwem i się nie zatrzyma.
Niestety, przegapiliśmy ten moment i z każdym dniem jest coraz gorzej i coraz trudniej. Dlatego dziś, ta krytykowana przeze mnie praca u podstaw jest konieczna. Wiem, że organizujecie spotkania, zarówno opozycja uliczna, jak i ta Parlamentarna. Rozmawiacie z ludźmi, ale myślę, że nie przynosi to właściwych efektów. Na te spotkania i tak przychodzą tylko ludzie, którzy są po naszej stronie.
Moim zdaniem powinniśmy uczyć się od najlepszych, od sprzedawców bezpośrednich, a nawet świadków Jehowy. Gdyby taki sprzedawca stanął pośród ludzi na drabince i zaczął namawiać do zakupu promowanego przez siebie towaru, to 90% osób popatrzyło by na niego z politowaniem i uznało za idiotę ( szkoda, że nie zawsze to działa), tak samo świadek Jehowy nie miał by żadnych szans przekonać kogokolwiek. Dlatego oni przychodzą do domu, zaprzyjaźniają się z ludźmi, wzbudzają zaufanie, pokazują, że są mili i fajni, a na końcu tego wszystkiego jest dopiero agitacja.
Każdy trener osobowości WAM to powie, jak zdobywa się klientów. To są naprawdę proste sposoby, ale by osiągnąć globalny cel trzeba bardzo dużo czasu i samozaparcia. Mimo to myślę, że warto rozmawiać z pojedynczymi ludźmi, szczególnie z młodzieżą, która nie ma jeszcze ugruntowanych poglądów. Podobna sytuacja jest z dziećmi, które szybko urosną i będą kolejnym pokoleniem wyborców. Zachęcam byłych nauczycieli, którzy mają trochę wolnego czasu, by organizowali małe, kilkuosobowe grupki dzieci i spotykali się z nimi choćby w domu lub parku. Nie potrzeba wiele. Można im czytać właściwe książki, lub niech oni czytają dla całej grupy. A potem można dyskutować o tych książkach. Można pokazywać filmy z domowych zbiorów, uczyć historii, wrażliwości, miłości do zwierząt, szanowania przyrody, stosunku do ludzi od nas odmiennych.
Od dawna do tego namawiam, niestety moje słowa trafiają w próżnię.
Nie wiem, dlaczego nikt nie chce podjąć takiego tematu. Każdy z nas wygospodarował by na pewno godzinę w ciągu dnia, by dołożyć swoje ziarnko do wspólnej przyszłości. Walka toczy się nie tylko na barykadach. Nie potrzeba ginąć, przelewać krwi, ryzykować życia. Jak to ktoś pięknie powiedział: Nikt z nas nie może uratować świata, ale ratując jedną osobę, ratujemy jej cały świat.
I dlatego powinniśmy ratować nasze dzieci, by ich świat nie był gniazdem żmij kąsających wszystkich dookoła, nie mył smokiem ziejącym ogniem nienawiści, nie był zatopiony w faszyzmie i nietolerancji. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Kraina aniołów... (Tekst z dnia 24 marca 2019 roku)

Drogi Darku... Od razu przepraszam, że mówię do Ciebie po imieniu, chociaż się wcale nie znamy, a Ty jesteś osobą dorosłą. Mieszkam od ...