niedziela, 10 grudnia 2017

Wiedza (Tekst z dnia 12 sierpnia 2016 roku. )

W kraju, w którym żyję, dużą popularnością cieszą się targi staroci. Na jednym z nich spotykam regularnie człowieka w dość już podeszłym wieku, sprzedającego pamiątki po III Rzeszy Niemieckiej z okresu II wojny. Jest za młody na uczestnika tamtych wydarzeń. Może być dzieckiem lub wnuczkiem byłego nazisty, lub po prostu w przypadkowy sposób stał się posiadaczem tych specyficznych pamiątek. Nie mnie oceniać człowieka, czy go wypytywać. Sytuacja ta nie budzi jakiegoś większego sprzeciwu, chociaż na pewno wielu uważa sprzedawanie takich przedmiotów za objaw swego rodzaju ekstrawagancję. Dla mnie, jako dla Polki, było to w pierwszym momencie szokujące, ale w końcu to tylko martwe przedmioty, nic więcej. Poszłam więc i dość dokładnie wszystko obejrzałam, niektóre elementy brałam nawet do ręki. Chciałam to w sobie odczarować, dotknąć, jak zakrwawionego noża będącego narzędziem zbrodni, który bez udziału ludzkiej ręki, jest zupełnie niegroźny. I w końcu, jako pokolenie urodzone wiele lat po wojnie, chciałam uwierzyć, że to wszystko, co wiem o tamtych czasach, jest prawdziwe, że się wydarzyło naprawdę. Potrzebowałam takiego dotyku historii na własnej skórze, nie z książek, lub filmów.
Ten wstęp dotyczy bardzo ważnego tematu, jakim jest edukacja. Chciałabym tu na ten problem spojrzeć nieco z innej strony. Oczywiście temat jest ogromny i na pewno w najbliższym czasie poświęcę mu nie jeden wpis. Dochodzi do mnie wiele informacji, które dotyczą głównie zmian technicznych w szkolnictwie. Są one niezwykle ważne i mają duży wpływ na efekt końcowy całego procesu nauczania. Póki co, chciałam jednak zacząć od tak zwanego początku, czyli mówiąc krótko, przedstawię tu swoje poglądy na to, czego i dlaczego powinniśmy nauczać.
Jednocześnie proszę, wiedząc, że to co napiszę, może wiele osób zszokować, przeczytajcie do końca moje słowa i zastanówcie się poważnie, czy przypadkiem nie mam trochę racji w tym wszystkim. Przemyślcie to, zanim przestaniecie mnie lubić, przestaniecie czytać moje posty i wyrzucicie mnie z grona znajomych.
Trochę już o mnie wiecie. Wychowałam się w świecie nad którym wisiało zawsze niedawne zakończonej wojny. Wielu z Was ma podobne doświadczenia. Jako młodzi ludzie, często mieliśmy pretensję, że ciągle nas się tym widmem straszy, że nie pozwala się nam żyć w poczuciu bezpieczeństwa, że musimy ciągle patrzyć w przeszłość. I, jak sobie przypominacie, jednym z haseł tej okropnej komuny było „ Nigdy więcej wojny”. Nikt z nas nie jest winien, że się urodził w tamtych czasach i w takim ustroju. Nie chcę tu tego wywlekać, bo dla każdego z nas dzieciństwo jest dziwną, tajemniczą krainą i żadna polityka tego nie zmieni. Faktem jest, że lektury szkolne były w ogromnej większości wojenne, a jeśli już ktoś miał telewizor, gwarantowało to regularne oglądanie filmów wojennych najczęściej rosyjskich lub polskich, zachodnich rzadko.
Później, zza horyzontu, jak poranne słońce, zaczęła wychodzić nowa wizja świata. Odetchnęliśmy z ulgą. Nauczycielom dano większą dowolność w wyborze podręczników i lektur. Skończyła się era smutku, nastała era wiary. Zapomniano o przeszłości. Namawiano nas, byśmy patrzyli tylko do przodu. Przecież świat stoi przed nami otworem. Wiara czyni cuda, jak sobie pościelisz, tak się wyśpisz. Wszystko, dosłownie wszystko miało zależeć wyłącznie od nas. Nawet wykształcenie straciło na wartości. My, młodzi nauczyciele tamtych czasów, pamiętamy, jak rodzice często przychodzili z pretensjami, że zbyt wiele od ich dzieci wymagamy. Dysleksja, jaka dysleksja? Ważne, by kasę umiał policzyć. Studia, po co studia, wystarczy polowe łóżko na hali targowej. Wokół nas dużo się działo. Tworzyły się biznesy, byli komuniści za bezcen wykupowali zakłady, a nasi koledzy przemycali papierosy tirami, by potem otwierać legalne filmy. Dosłownie, jakby ktoś oglądał „Ojca Chrzestnego” i mechanizmy powstawania kapitalistycznej Ameryki. Dla ludzi, którzy chcieli więcej, mieli większe ambicje, pojawili się tak zwani trenerzy umysłu. Uczyli, jak niczym się nie przejmować, że tylko nasze „chcę” się liczy. A tak naprawdę, tylko oni żyli jak pączusie w masełku, biorąc całkiem niezłą kasę za te treningi. Nic złego w tym nie było. Dla ludzi takich, jak ja, z mojego pokolenia, trochę to nam zdjęło z barków ten bagaż wojennego. Oczywiście wśród tych treningów, tylko niektóre dawały prawdziwe narzędzia, do pracy nad sobą. Np. Samokontrola metodą Silvy, która mi chyba uratowała jakość mojego życia, zmieniła spojrzenie na rzeczywistość.
Niestety, większość tych radosnych teorii, nie wspominała, że nic się nie dzieje samo, że samo „chcę” nie wystarczy, że trzeba wiedzy i zaangażowania, by osiągać sukces. I tym sposobem wyhodowaliśmy pokolenie baranów, polaczków- cwaniaczków, krętaczy, leni, egoistów i ignorantów. Cały problem nie jest w widzeniu świata czarno białym, ale w tym, że przeskakujemy z jednej skrajności w drugą. I chyba to moje pokolenie, nazywane przejściowym, wyszło na tym najlepiej. W tej nowej, szczęśliwej Polsce udało nam się odnaleźć, ale ciągle zachowaliśmy czujność i potrafimy rozpoznać symptomy zbliżającego się nieszczęścia. Natomiast pokolenie postkomunistyczne, dzisiejsi 20, 30 latkowie, zupełnie zapomnieli, że świat nie zawsze musi być taki spokojny i piękny. Że szczęście, wolność i pokój wymaga naszej ciągłej opieki i naszych starań. Dla tych ludzi wojna jest pomieszaniem Czterech Pancernych i Klossa, bo tylko takie wojenne filmy znają. A Powstanie Warszawskie odbierają na poziomie gry w paintballa. Utożsamiają się z poległymi, jak z bohaterami kreskówek. Myślą, że wystarczy założyć opaskę z kotwicą, by poczuć tę atmosferę. I to nie oni są winni, to my coś przegapiliśmy, coś zaniedbaliśmy. I gdyby nie przyszedł Kaczyński, pewnie żyli byśmy dalej i nie zauważylibyśmy, że świat nam się wymyka spod kontroli.
Ja też wyparłam ze swego umysłu świadomość zagrożenia. Byłam pewna, że jeśli coś jest totalnie złe, jak wojna lub faszyzm, to nie możliwe, by ludzie tego chcieli, jeszcze raz. Pierwszy raz zapaliła mi się czerwona lampka, kiedy usłyszałam że Japończycy wracają do jakiś starych konfliktów z Chinami. Po tych dwóch bombach atomowych, jakie spadły na ich głowy na zakończenie wojny, byłam pewna, że nigdy już nie przyjdzie im do głowy zaczynać jakiś konfliktów. I tu konsternacja, a potem nagłe oświecenie. Bo oto nadeszła chwila, kiedy powoli wymiera pokolenie ludzi pamiętających wojnę, a Ci, którzy nie pamiętają, nie wierzą, że to się zdarzyło, nie wierzą, że może się powtórzyć.
Świat teoretycznie rozprawił się z faszyzmem, z nienawiścią rasową, z antysemityzmem. Ale okazuje się, że to tylko potwór, który zasnął. Jeśli spojrzycie na mapę świata, zobaczycie, że mam rację, że potwór się budzi. Zawsze uważałam za słuszne, że zniknęły z księgarni dzieła Hitlera, czy Marksa. Uważaliśmy, że niosą złe idee, więc nie powinniśmy o nich nauczać. Nic bardziej mylnego! Mein Kampf, powinien być lektura obowiązkową w każdej szkole, a na lekcjach wychowania obywatelskiego powinniśmy przytaczać fragmenty wystąpień Hitlera, Pol Pota, Pinocheta i pokazywać skutki, jakie tego typu poglądy przynoszą. Nie powinniśmy żałować dzieciakom widoków wojny i jej skutków. Bo dziś nie potrafią połączyć przyczyny i skutku. To jest tak, jak z oglądaniem scen erotycznych. Większości ludzi się wydaję, że jeśli zasłonią dzieciom oczy, gdy są sceny erotyczne w filmie, wtedy nie obudza się w nich hormony, nie będą dojrzewać i nie będą miały potrzeb seksualnych. A prawdą jest, że nie ma żadnego znaczenia, co dzieciaki oglądają, ale to, czy jest przy nich ktoś dorosły, kto ukierunkuje w danym momencie ich myślenie. Jeśli nie będziemy mówić o faszyzmie, o jego skutkach, to on nie zniknie. Nasze dzieciaki są w tej chwili wplątywane w niszczącą siłę, która może je kosztować życie, a my nic nie robimy. Nie znając przeszłości, nie potrafią same się bronić. Ja, słysząc wystąpienia Kaczyńskiego, także innych polityków PISu, słyszę Gomułkę i Hitlera, bo ich znam. Znam te metody działania i manipulacji ludźmi. Ale, kiedy mówię o tym ludziom młodym, oni się śmieją, dla nich to jest patriotyzm i prawdziwa polskość. I najważniejszą prawdą jest tylko to, że wiedza jest dobrem najwyższym. Tylko ona daje nam wybór. Nawet, gdybyśmy czytali dzieła szatana, to nas nie zabije. Trzeba znać i to, co uczy dobra i wrażliwości, oraz to, co może nam zrobić krzywdę. Nie znając wroga, jesteśmy bezbronni. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Polska jest jedna? A od kiedy? ( Tekst z dnia 13 listopada 2019 roku)

Trochę nas wczoraj potrzymali w niepewności. Trudno było doczekać do tej 16-tej, kiedy się zbierze Senat, a tam jedna procedura za drugą...