poniedziałek, 11 grudnia 2017

Wizytacja. (Tekst z dnia 8 lutego 2017 roku. )

Obiektywnie patrząc, rzadko mi się zdarza okazywać prawdziwe emocje. Nic, co mnie spotyka na co dzień, nie powoduje u mnie łez żalu. Lubię sobie popłakać dopiero w samotności w przysłowiową poduszkę, kiedy mnie nikt nie widzi. Jeśli ktoś publicznie zauważy u mnie łzy, to ronię je tylko ze złości lub ze śmiechu. A ostatnio pojawiły się u mnie łzy polityczne, które również są ze złości lub śmiechu, lecz obydwa te powody występują równocześnie.

Wczoraj, cały dzień panowała niezwykła tajemnica związana z wizyta Angeli Merkel. I tu pierwszy powód do śmiechu. Gdyby premier Szydło, czy Andrzej Duda, a nawet sam prezes, chcieli szczerze poinformować nas o tematach rozmów, zrobiliby to wczoraj spontanicznie. Z konferencji prasowej dowiedziałam się, że Angela Merkel rozmawiała z premier Szydło o niczym. Zastanawiam się, po jaką cholerę się w ogóle z nią spotkała. Spotkanie niemieckiej Kanclerz z Andrzejem Dudą miało być w 100% w cztery oczy. To dlaczego na konferencję po tym spotkaniu wyszedł Szczerski, który w tych rozmowach nie uczestniczył? Chyba podsłuchiwał. Dopiero dziś, kiedy już pani premier ustaliła z Kaczyńskim, o czym rozmawiała z niemiecka Kanclerz, mamy jako taką informację. To samo dotyczy Andrzeja Dudy. Z tego, co jedno i drugie majaczy, dowiadujemy się, że Angela Merkel przyjechała do Polski, by poradzić się naszych niezłomnych i wszystkowiedzących przywódców w sprawie problemów w swoim kraju i w Unii Europejskiej. Ha, ha, ha, do wiedziałam się, że Kanclerz Niemiec wspomniała o wolnych mediach w związku z poprawnością polityczna z jaką niemieckie media informowały o sylwestrowych zajściach w Kolonii. A Andrzej Duda, ha, ha, ha, zwracał uwagę Angeli Merkel na wzmocnienie demokracji w Unii Europejskiej. Ekspert od demokracji się znalazł, ha, ha, ha! Na glebę rzuciło mnie dopiero zdziwienie prezydenta, że niektóre kraje europejskie z takim dystansem podchodzą do osoby Donalda Trampa i że nie dają mu pokazać, jakim będzie prezydentem. Kurwa mać! Wszyscy go znają od 70 lat. Jest, jakby to właściwie ująć, niezłym skurwysynem. Swoją osobowość podkreślił swym pierwszym dekretem w sprawie emigrantów. Na co ludzie maja czekać, aż spuści ze dwie bomby atomowe, albo zacznie strzelać do czarnych na ulicy? Przecież Donald Tramp, nie udawał baranka nawet w kampanii wyborczej. W porównaniu do kłamcy Dudy, od razu pokazał swą twarz i od pierwszego dnia prezydentury realizuje swój obrzydliwy program. Dla mnie, on nie zasługuje na danie mu drugiej szansy, nie zasługuje nawet na pierwszą. No cóż, Andrzej Duda, od kilku lat ćwiczy siedzenie głęboko w cudzej dupie. Pojawił się nowy prezydent USA, więc od razu mu w tę dupę włazi. Nie wiem, jak chce Donald Tramp pogodzić miłość do Polski ze współpraca z Putinem. Ale zaczynam podejrzewać, że PIS wcale nie jest takim wielkim wrogiem Rosji, jak udaje. Jeśli będzie trzeba to można się wślizgnąć także do dupy Putina, zapomnieć o Katyniu, czy o katastrofie smoleńskiej.

Klasyczna ściema, dotycząca tematów rozmowy Angeli Merkel z polskimi politykami, jest tak śmierdząca, że człowiek się zaczyna modlić do nie istniejącego boga słowami: Dzięki ci panie, że się nie urodziłem idiotą i nie wierzę w te bzdury! Akurat wierzę, że Angela Merkel przyjechała gadać z Dudą o Ukrainie...Jakby z Polską były za małe problemy w Europie. No chyba, że Kanclerz Niemiec zwracała uwagę na nasz pęd przez Ukrainę na Białoruś, lub dalej, do Korei. Mam nadzieje, że Angela Merkel jest świadoma, iż jako przyjaciółka Donalda Tuska, w Polsce jest wrogiem publicznym numer jeden i zna wszystkie obrzydliwe hejty na swój temat. Gdyby nie była ponadto, i kierowała się ludzkimi emocjami, nie chciałaby tu przyjeżdżać i z tym konkretnym rządem rozmawiać. Ale najbardziej żenujące jest to, że po oficjalnych i nic nie znaczących rozmowach z prezydentem i premierem, na zakończenie, Angela Merkel spotyka się wreszcie z osobą, która w tym kraju cokolwiek znaczy, czyli z posłem Kaczyńskim. Jest to obraźliwe dla całego Narodu okazanie braku szacunku dla władz państwowych. Oczywiście Angela Merkel jest osobą pragmatyczną i sądzę, że ma totalnie w dupie oficjalne ukłony, Skoro już się tu pofatygowała, podejrzewam, że chce pogadać z kimś, kto ma jakąś władzę w tym kraju. Z atrapami władzy może co najwyżej pogadać o pogodzie, i wyrazić swoją litość z powodu ich żałosnych urzędów. Gdybym chciała jeszcze bardziej się uśmiać, zapytałabym, czy Angela Merkel jest świadoma, że w Polsce istnieje jeszcze jedna, niezwykle ważna władza, silniejsza nawet od posła Kaczyńskiego. Jest nią jednoosobowo obywatel Bartłomiej Misiewicz. Może i z nim chciałaby pogadać i mu zasalutować. Mimo wszystko żałuję, że na uroczystości powitania Angeli Merkel zabrakło Bartosza Misiewicza. Gdyby był, to może by jakiś sprytny oficer podskoczył do orszaku z parasolką. A tak, obie panie stały obsypywane padającym śniegiem. Niestety ułudą jest myślenie, że spotkanie z Angelą Merkel ma dla Polaków jakiekolwiek znaczenie. Informacje o tematach poruszanych w rozmowie, nawet z Jarosławem Kaczyńskim, są bardzo ogólnikowe. Bo cóż to właściwie znaczy, że dotyczyły przyszłości Europy, lub jej problemów. Nikt głupi nie jest. Znamy posła Kaczyńskiego od bardzo dawna. Szczęście Europy nie leży mu na sercu. Wręcz przeciwnie, ma zupełnie inna wizje Unii, niż większość jej członków. Unia bez Polski się nie załamie, chociaż może prezes tak uważa. Polska bez Unii pogrąży się w chaosie i szybko wróci na łono Putina. Oczywiście, można żyć równoległej czasoprzestrzeni, a chyba to przytrafiło się członkom partii PIS, i uważać Polskę za kraj, który zbawi świat, uratuje go przed Islamem, że jest ostatnią wyspą europejskiej kultury. Dla mnie jest ostatnim skansenem zacofania, i mam nadzieję, że Europa aż tak nie zgłupieje, by iść za naszym przykładem.

Kiedy patrze na tę wizytę niemieckiej Kanclerz w całości, to mam mieszane uczucia. Jestem pewna, że te tajne rozmowy z polskimi politykami, to był klasyczny opierdol w cztery oczy. Ale ponieważ Angela Merkel nie chciała robić tego publicznie, chciała zachować się dyplomatycznie, to te nasze śmiecie polityczne, pokazują nam swoją wersje wydarzeń. Pani premier, mówi o marginesie rozmów na temat Donalda Tuska. Udaje, że jej decyzje maja jakąś wagę, odkładając je na później do przemyślenia. Nie musisz się kobieto wysilać tym swoim małym, zniewolonym móżdżkiem, prezes zdecydował, że Tusk jest winien, winien wszystkiego, co prezesowi chory umysł podsunie. Więc nie udawaj, że myślisz, że się zastanawiasz... Po co wybitnych Polaków popierać? Trzeba ich skreślić, bo jak śmią być lepsi w czymkolwiek od twego prezesa?

A kiedy śmiechu jest jeszcze za mało, wtedy w odsiecz przychodzi posłanka Pawłowicz. Dla niej, Andrzej Duda spotykający się z Kanclerz Niemiec, jest mężem stany, premier Szydło, jest mężem stanu, nawet zwykły poseł Kaczyński spotykający się z Angela Merkel, robi to dla polskiej racji stanu, ale posłowie opozycji rozmawiający z tą sama osobą, to już są zdrajcy i dostają instrukcje, jak zniszczyć w Polsce rządy suwerena.

Niestety, nie potrafię się opanować i ugryźć w język. Muszę też powiedzieć jedno zdanie do działaczy i przywódców KODu... Popatrzcie na Rumunię i bierzcie przykład! Jeśli się chce protestować, to trzeba to robić skutecznie. Nie można sobie zaplanować pokojowej, pięciogodzinnej manifestacji w miłej atmosferze. Trzeba wyjść na ulice i siedzieć tam tak długo, dopóki się nie dostanie tego, po co się przyszło. Pamiętacie, jak 16 grudnia krzyczeliście do posłów w Sejmie: „Nie wyjdziecie do trzech króli!” To było najlepsze hasło, jakie słyszałam przez ostatnie półtora roku. I byłam na tyle naiwna, że uwierzyłam, że jeśli będzie trzeba, to zatrzymacie ich nawet do wiosny, aż się poddadzą woli Narodu. Czekałam, że będziecie tam stali, aż zmusicie władzę do użycia siły, do takich posunięć, których się już nie da przyklepać i ukryć... Ale za chwile zobaczyłam waszego przywódcę, który nawoływał do tego, by się rozejść, że nie ma sensu stać na mrozie. Jest sens panie K! A pan, zamiast ludzi zachęcać i wspierać, hamuje i każe się rozejść???!!! PIS nas pokona, bo my się tylko bawimy w protestowanie. Nie ma w nas desperacji, nie ma w nas uporu. A kiedy się pojawia, wtedy nasi liderzy wylewają nam kubeł zimnej wody na głowę, by naszą złość uciszyć. Myślę, że czas już na innych liderów, na ludzi, którzy niczego się nie boją i się nie cofają. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Patrząc w lustro Syzyfa. ( Tekst z dnia 16 października 2019 roku)

Myśli kłębią mi się w głowie rozmaite. Obiektywnie rzecz ujmując większość z nich nie kwalifikuje się do wypowiadania na głos. Oczywiści...