niedziela, 10 grudnia 2017

Wspaniała prezydentura. (Tekst z dnia 8 sierpnia 2016 roku. )


Pewnie czujecie się wszyscy zawiedzeni, że z okazji pierwszej rocznicy zaprzysiężenia Andrzeja Dudy, na Niestety Prezydenta, nie skomentowałam jego niezwykle udanych rządów. No cóż, właściwie nie mam na to specjalnej ochoty. W końcu mamy Igrzyska, czas miłości i pokoju. I w ramach tej idei słyszymy, że nie tylko brązowy medal Rafała Majki, ale i pierwszy wygrany mecz siatkarzy, to skutek dobrej zmiany i tej wspaniałej prezydentury. W końcu, po co popierdalać przez cztery lata na rowerze, ćwiczyć rekordy, stosować diety. Wystarczy, że wyjątkowy człowiek zostanie prezydentem i już się wszystko wszystkim udaje. Bardzo nam miło droga porypana partio, że wydaje się wam, iż ludzki trud jest niepotrzebny i nieważny, że tylko wy, zbawcy Narodu, jesteście ojcami wszystkich sukcesów. Z powodu tych naszych wspaniałych sportowców jest mi po prostu przykro. Bo oni czasem poświęcają nawet swoje życie prywatne, by dać Polakom tę małą chwilę radości, a władza, zamiast pokłonić się nisko i podziękować, że imię Ojczyzny rozsławiane jest na wszystkich kontynentach, potrafi zabierać zasługi sportowcom i przypisywać je sobie. Ale to nic dziwnego. Jeśli nie ma nikogo w pobliży do obsrania, jakiegoś powstańca, lub bohatera narodowego, to trzeba oblać gównem chociaż sportowca, albo policjanta, który właśnie dzięki wspaniałemu funkcjonowaniu ministra spraw wewnętrznych i ministra sprawiedliwości, złapał na gorącym uczynku, drobnego złodziejaszka w jakiejś Pipiduwie. Nasi wspaniali władcy, postrzegają siebie, jako klasycznych półbogów, którzy przykładają rękę do każdej dobrej rzeczy, która w kraju zaistniała. Szkoda tylko, że milczą na temat zła, które nie jest z ich udziałem wcale mniejsze. Bez nich, nikt z nas nie poradziłby sobie z niczym nawet najprostszym. Nawet podetrzeć sobie tyłka w dobrym kierunku byśmy nie potrafili, gdyby nie dobra zmiana. Kiedy się na to patrzy, człowiek ma ochotę robić tylko złe rzeczy, bo jeśli robi coś dobrego, to się zaraz jakiś minister- miernota do jego dzieła przyczepi.
Tak więc nie wiem, czy takiej szarej myszy spod miotły wypada oceniać tę „ wielką prezydenturę”. W końcu od roku, przy okazji każdego występu tego Niestety Prezydenta, wrzucam tu garść gówna na jego temat. I tak garść do garści.... Ale niestety, po roku, to ciągle jest to samo gówno, tylko trochę się go dużo nazbierała. Po co w kółko powtarzać, że łamie prawo, że jest człowiekiem bez kręgosłupa, bez własnego zdania, bez honoru. Do tego wszystkiego, jest bezduszną świnią, udającą miłość do rodziny. Gdyby naprawdę kochał córkę, to by jej tego nie robił. Nie czynił by z niej córki przestępcy, potencjalnego skazańca za czyny niegodne i bezprawne. Może ja nie mam racji, może jest tak uwikłany, że nie może postępować inaczej. Ale nie wiem, jaką zbrodnię by musiał popełnić, jakie kwity musiał by mieć na niego Kaczyński, by to dawało mu prawo być tym, kim jest, być NIKIM. Gdybyśmy wybrali drewniany kołek, trzonek od wideł, czy miotły na prezydenta, różniłby się od Andrzeja Dudy tylko tym, że kołek nie umie składać podpisów.
Nie chcę się tu rozwodzić nad zachwytami towarzyszy partyjnych, czy szefa kancelarii. Nie chcę komentować tego, że Andrzej Duda słucha Narodu i jest w stałym kontakcie z obywatelami. Wystarczy mi to, że kiedy my manifestowaliśmy przed Pałacem w sprawie TK, on miał niezwykle ważne jeżdżenie, na nartach. Nigdy do nas nie wyszedł. Nigdy nie próbował do nas powiedzieć ani słowa. Kiedy już się wysili na publiczne wystąpienia, płyną z jego ust wyuczone przed lustrem, trenowane po nocach frazesy. Łatwo jest wygłaszać płomienne przemówienia, stojąc nad grobami wojowników o wolność. Potem wrócić do pałacu i ze spokojnym sumieniem podpisywać ustawy, tę wolność atakujące. Udawany patriotyzm, udawana religijność, udawana moralność i wrażliwość. Ale tu wypada już tylko pogratulować wielkiemu polskiemu Narodowi. Ponad 50% wybrało Andrzeja Dudę, ponad 50% ciągle darzy go największym zaufaniem i myślę, że bardzo zbliżona liczba jest nim i nową Polską zachwycona.
Nie wiem, czy mam się złościć, czy litować. Nie wiem, jak tę chorobę uleczyć. Przecież Ci ludzie są dla wielu przykładem, wychowują i nauczają swoje dzieci. Jakie będzie następne pokolenie, pokolenie klauzuli sumienia i dobrej zmiany? Czy za 10, 20 lat, będzie jeszcze szansa na ratunek?


Odpowiedź wydaje się prosta i nie budzi nadziei. PIS przeminie. Prędzej czy później przemijają wszyscy. A ta armia niedouczonych, zniewolonych przez zabobony ludzi, pozostaną. I to oni będą nami rządzić.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Katolickie łapy precz od moich dzieci. ( Tekst z dnia 21 listopada 2019 roku.)

Jak już wiecie, nie słuchałam sejmowego wystąpienia Morawieckiego, nie słuchałam też Kaczyńskiego, a tym bardziej Andrzeja Dudy. Niestety,...