poniedziałek, 11 grudnia 2017

Wyrwane z serca. (Tekst z dnia 26 stycznia 2017 roku. )

Moje dwie, lub nawet trzy ostatnie wypowiedzi były dość ostre i wzbudziły sporo komentarzy. Część z nich można nazwać oskarżające.
Wzywam wszystkich, by coś robili, oskarżam o dbanie wyłącznie o własną miskę, a tymczasem sama siedzę wygodnie przy komputerze i tylko pouczam innych.
Czy WAM się wydaje, Drodzy czytelnicy, że nie ma z tego powodu wyrzutów sumienia? W zasadzie nawet WAM zazdroszczę. Bo WAS, jeśli ktoś wkurzy, jeśli WAM dopiecze do szpiku kości, to możecie wyjść na ulicę, wykrzyczeć to, co WAS boli. Możecie położyć się na ulicy i nie przepuścić Kaczyńskiego, lub możecie „mieć smoka i nie wahać się go użyć”. Naprawdę WAM zazdroszczę. Chętnie zaryzykowałabym swoją twarzą, by móc czynnie protestować i w czynny sposób rozładować swoje emocje. Niestety, dzieli mnie od Polski ponad 3 tysiące kilometrów. Naprawdę uważacie, że za mało się angażuję. Czy każdy z WAS, poświęca tak jak ja te 2 godziny dziennie dla Ojczyzny? I to świątek, piątek, czy niedziela. Chyba, że jestem chora, że mam pełen dom gości, lub komputer mi odmówi posłuszeństwa. Nie sądzę, bym się mniej narażała, niż osoby protestujące na ulicach. Dziś można wytropić każdego wroga w dowolnym miejscu na świecie. I ciągle jestem atakowana, banowana na różnych stronach i odbieram listy z pogróżkami. A gdyby nadszedł jakiś polski Majdan, to pewnie nie wytrzymam i do WAS dołączę. Nie jestem tchórzem. Wszystko, co miałam w obowiązku zrobić w swoim prywatnym życiu, już zrobiłam. Mogę położyć głowę pod topór. Ale póki co, robię to, co potrafię najlepiej. Pisze swoje listy. Piszę do WAS i do siebie, bo to mi pozwala rozładować emocje, i myśleć nieco bardziej jasno. To mnie oczyszcza. Niech każdy tak walczy, jak potrafi. Gdyby to, co piszę, nie miało dla WAS znaczenia i było niepotrzebne, nie odpowiadalibyście mi, nie komentowali.
Drugi rodzaj komentarzy, który zwrócił moją uwagę, mogłabym nazwać komentarzami uspokojenia i optymizmu. Że zacytuję jedną z osób: ZAWSZE TRZEBA POZYTYWNIE PATRZEĆ NA ŚWIAT.
Taaaak, trzeba pozytywnie patrzeć i mieć nadzieje i wiarę. Trzeba, wtedy, kiedy się czeka przy łóżku chorego i wierzy, że zrobiliśmy już wszystko, co w naszej mocy, a reszta leży w sile organizmu. Trzeba mieć wiarę i nadzieję, kiedy się zdaje egzaminy, kiedy się podejmuje nową pracę, lub wchodzi w nowy związek.
Ale to, co się dzieje w Polsce, to nie jest właściwy czas na wiarę nadzieję i pozytywne myślenie! Teraz nie wystarczy chcieć i wierzyć. Trzeba działać. Mamy typowy schyłek dziejów. Zazwyczaj, taki schyłek kończy się jakimś kataklizmem, kryzysem lub wojną. To nie jest tak, że my nie mamy świadomości dokąd ten pociąg jedzie. A mimo to wsiadamy i pozdrawiamy konduktora. Mówią nam, jesteś kowalem swego losu, jeśli zechcesz możesz osiągnąć wszystko...To bardzo dobra nauka, zupełnie odwrotna od tej, którą ja odbierałam w dzieciństwie: Czyli, że „życie jest ciężkie, i tak się do niczego nie dorobisz, nie masz wpływu na swoje życie”. Ale z jakiegoś względu nie potrafimy tych dwóch skrajnych poglądów wypośrodkować i popadamy ze skrajności w skrajność. Ta ideologia wiary we własne siły zupełnie rozbiła społeczeństwo. Nie jesteśmy już wspólnotą. Jesteśmy zbiorem pojedynczych osób, które, każda w swoją stronę pędzi ku własnym sukcesom. Ważny jestem Ja, ja, ja. Tylko tyle, że jesteśmy tak zapatrzeni w swoje życie, że świat dzieje się obok nas, a my nie mamy czasu się wokoło rozejrzeć. Jesteśmy, jak obywatele Pompei, których wulkan zastał w biegu i zastygli w trakcie codziennych zajęć, zupełnie nieświadomi. Przecież w tym wszystkim już nie chodzi o sympatie do jednej lub drugiej partii, o programy wyborcze, nawet o pojedynczych polityków. My po prostu nie widzimy nadchodzącego kataklizmu. I ja do WAS krzyczę, byście się uratowali, ale mam wrażenie, że jesteście za murem i mnie nie słyszycie. W USA, przez całe wieki zmieniała się władza. Na przemian rządzili demokraci i republikanie. Ale nigdy nie niosło to żadnego zagrożenia dla Konstytucji, podstawowych zasad i ustalonych ram prawnych, które dostosowywały się tylko do postępu cywilizacyjnego. I nagle przychodzi jeden człowiek, w dodatku dość obleśny i ta stara demokracja też drży w posadach. Słyszę, że będzie dobrze, kiedy się USA dogada z Rosją. Jestem zupełnie innego zdania. Obawiam się, że ich konflikt gwarantował w świecie równowagę. Bo co będzie, kiedy „dwaj kowboje” zaczną handlować Gruzją, Ukrainą, czy innym krajem, który im się nie spodoba? Oni, po prostu będą się bawić światem bez ograniczeń. Czy my ludzie, wiarą i nadzieją jesteśmy w stanie ten świat naprawić? Być może, ale żeby to się stało samo, musielibyśmy bardzo długo czekać i kosztowałoby to ludzkość bardzo wiele. Jak zawsze, w całej historii dziejów. Ale skoro to zło dostrzegamy, skoro widzimy, dokąd zmierzamy, dlaczego nic nie robimy, by świat skręcił na lepsze tory?
Jedna osoba w komentarzu zapytała:
DOKĄD TA POLSKA ZMIERZA ?
Ale czym jest Polska tak naprawdę? To nie jakaś mityczna postać, która tonie w bagnie w przypływie szaleństwa. Polska, nasza Ojczyzna, to połączone w całość, małe kawałki pola, na których spędzaliśmy dzieciństwo. To piasek, w który wsiąkały nasze łzy, kiedy pierwszy raz się zakochaliśmy nieszczęśliwie. Polska to ziemia urodzajna, użyźniana krwią od 2 tysięcy lat, to znajomy zapach po przebudzeniu wiosną, nasze jaskółki, nasze żubry, nasze zawilce. To także nasza złość, nasz żal, nasz ból. Polska to warkocz upleciony z naszych żyć. Jeśli ktoś naprawdę jest patriotą rozumie to. Wie, że wyrwanie Ojczyzny z serca, to wyrwanie siebie. Wie, że nie ważne, jak jesteś daleko, że nie ma takiego miejsca we wszechświecie, gdzie można by uciec przed tą miłością.
A więc ta Polska nie zmierza sama nigdzie. To PIS ją ciągnie ku przepaści, a więc ciągnie nas, ciągnie nasze wartości, nasze życie, nasze wspomnienia i przyszłość. A my nie przeszkadzamy!Chociaż moglibyśmy, gdybyśmy zrozumieli, że to co robią Polsce, robią nam.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

...Ci wszyscy wasi przyjaciele... ( Tekst z dnia 18 listopada 2019 roku)

Wszyscy zgodnie twierdzą, że ze względu na taki, a nie inny układ sił, ta kadencja sejmu i senatu będzie bardzo ciekawa. A ja się obawia...