poniedziałek, 11 grudnia 2017

XXXXXXXXXXXXXX( brzydkie słowo) Buntownik bez powodu. (Tekst z dnia 19 kwietnia 2017 roku. )

Nie chce powiedzieć, że jestem już stara, że wszystko widziałam i nic mnie już nie zdziwi. Ale jestem w zaawansowanym średnim wieku i wiele rzeczy naprawdę widziałam. Łatwiej mnie zdenerwować, niż zszokować, a jednak niektórym się ciągle udaje.
Jak wiecie, od pewnego czasu omijam temat pewnej organizacji, czasem tylko o nią zahaczam, kiedy po prostu nie mogę tego tematu ominąć. Nie chcę po prostu, swymi słowami krzywdzić ludzi, którzy zawinili tylko tyle, że chcieli prawdziwej walki z PISem, a zostali wyprowadzeni na manowce. Dziś, jest się im trudno pogodzić z własną wewnętrzną porażka, z zawiedzionym, źle ulokowanym zaufaniem i brakiem właściwej drogi, która by ich mogła poprowadzić do pierwotnego celu. Całą noc się biłam z myślami i wiem, że znowu spadnie na mnie cały kontener hejtu. Trudno, ale wszystkich namawiam na uzewnętrznianie swoich myśli, a więc i ja nie mogę milczeć.
Osoby, które znają mnie prywatnie wiedzą, że Mateusz Kijowski nigdy nie był moim idolem. Ale ponieważ ten mój osąd był tylko podszeptem intuicji, nigdy tego publicznie nie mówiłam. Potem pogodziłam się z tym, że mogę się mylić. Wszyscy go wychwalali, jako fajnego i szczerego człowieka. Co się później stało wiecie sami i wielokrotnie o tym rozmawialiśmy. Mimo tych wszystkich ataków na niego, dowodów na nie do końca uczciwe postępowanie, a nawet relacji świadków obracających się w kręgach lidera KODu, zawsze dawałam mu pewien margines usprawiedliwienia. Oczywiście głupoty wybaczyć nie można komuś, kto chce być liderem społecznego sprzeciwu. Ale byłam zdania, że MK dał się wkręcić we wszystkie aferki, a potem nie umiał się z tego wyplątać z honorem. Miałam nadzieje, że po wyborach w KODzie, zacznie się wreszcie prawdziwa działalność, a te wszystkie stare niedomówienia pójdą w niepamięć, lub przynajmniej zejdą na plan dalszy. Ale wczoraj kropla przepełniła kielich.
Kiedy wczoraj przeczytałam artykuł w Fakcie pt:„Kijowski ma pomysł na kasę! Napisze o tobie w książce, jeśli mu zapłacisz”. więc kiedy to przeczytałampo prostu nie uwierzyłam. Wrzucając artykuł na grupę napisałam:Naprawdę nie wiem, co mam o tym myśleć. Czy tomożliwe, by to była prawda?
I nie dawało mi to spokoju. Ale niestety dziś przyszło potwierdzenie z innych źródeł. Cytuję: Kijowski wydaje autobiografię. „Buntownik nie dał się złamać”
Nie, nie wiem, czy mam się zacząć śmiać, czy płakać. Czy w Polsce wydarzyło się coś, o czym nikt z nas nie wie? Bo kto niby chciał złamać Mateusza Kijowskiego?
No cóż, mamy niezwykły urodzaj na ludzi niezłomnych. Ale wszyscy są samozwańcami...
Mateusz Kijowski, taki wielki wojownik, że po półtora roku spacerowania po ulicach ma tak bogaty życiorys, że musi go opublikować w książce...
Jestem w szoku. Spodziewałam się po tym panu wiele, bo jest, jak na mój gust tchórzem i cieniasem. Ale to mnie naprawdę zszokowało.
Kijowski, wydając swą książkę w Londynie, najwyraźniej czegoś się boi. Pytanie nasuwa się samo. Czego, lub kogo? Póki co, reżim Kaczyńskiego nie jest jeszcze tak silny, by otwarcie represjonować opozycje, więc skąd się bierze ten strach? Na myśl przychodzą mi różne opcje. Ale najbardziej prawdopodobnym straszakiem jest urząd skarbowy. Obrzydliwe jest nie tylko wybujałe ego pana Kijowskiego, które nie wiem z czego się bierze. Nie jest mi wiadomo, by dokonał w swym życiu, które doczekało się już biografii, czegoś szczególnie istotnego. Obrzydliwe jest samochwalstwo w tej książce, pokazywanie, jak to ze zwykłego człowieka borykającego się z trudnościami życia codziennego narodził się, kurwa, bohater. Obrzydliwy jest tytuł tego dzieła. Bo jaki jest z niego buntownik? Pan Kijowski albo nie rozumie, co oznacza to sowo, albo świadomie go nadużywaBy być buntownikiem, trzeba się w zdecydowany sposób buntować przeciwko czemuś lub komuś. Pytam się więc, przeciwko komu lub czemu się lider KODu buntował? No cóż, gdybym chciała być złośliwa, powiedziałabym, że buntował się przeciwko urzędowi skarbowemu. Ja raczej nazwałabym go ASEKURANTEM. Doskonale pamiętamy stwierdzenie tego pana, że nie występujemy ( nie buntujemy się) przeciwko władzy PISu. Wśród wszystkich ulicznych buntowników z KOD i innych organizacji, lider KODu był raczej hamulcowym.
I to traktowanie z góry Polaków, którzy, jak twierdzi Kijowski, nie byli przygotowani na zamach na demokracje...A on był politycznie świadomy i musiał ten głupi Naród poprowadzić! No i nas poprowadził, na manowce!
Teraz już wiem, gdzie pan Kijowski bywał, kiedy ludzie marzli na ulicach. Pan Kijowski, widząc, że z KODu więcej nie wydusi, postanowił napisać swą płomienną biografię, bo przecież z czegoś żyć trzeba.
Z drugiej strony, być może jakaś część Polaków, takiego właśnie lidera potrzebuje. Widząc, jak rodacy puszczają mimo uszu wszystkie zbrodnie PISu i odzywają się dopiero wtedy, kiedy się wyleje do mediów informacja o zarobkach Misiewicza, czy innego urzędnika, jak wypominają ludziom butelkę wina, czy talerz żarcia w restauracji, myślę, że wielu po prostu myśli wyłącznie przez pryzmat portfela. Tylko kasa się liczy, tylko cudze zarobki niektórych z was drażnią.
Dla mnie to jest patologia. Dla mnie jest to wykorzystywanie nieszczęścia Polski do robienia biznesu, albo wątpliwej moralnie kariery. Rozumiem, że Mateusz Kijowski już czuje przez skórę, że przegra wybory w KODzie, że już się nic z tej organizacji wycisnąć nie da. Pisze o sobie, że jest osobą znaną na całym świecie, ale nie pyta o to z czego jest znany. Może po prostu z tego, że był nadzieją Polaków, a stał się największą żenadą. Zdaje mu się, że ludzie będą pamiętać tylko piękne chwile, a o tej pogłębiającej się żenadzie zapomną?
Kredyt zaufania, jakiego, jak wielu udzieliłam Kijowskiemu sprawił, że bardzo długo nie mogłam uwierzyć w tę, nie do końca pozytywną twarz. Aż się boje zapytać, kto sfinansował londyńskie wydanie książki bohatera? Z tego, co sobie przypominał, był już taki jeden, który próbował na nazwisku Kijowski zarobić fortunę. Obiecywał przy tym państwu Kijowskim wysokie stanowiska w swej dopiero powstającej firmie. A ja głupia, zakładając naiwnie, że mam do czynienia z uczciwymi ludźmi, ostrzegłam ich w najlepszej wierze.
Jest mi naprawdę bardzo smutno. Okazuje się, że my, którzy nie chcieliśmy świecić twarzą za Kijowskiego, zostaliśmy przez niego zakwalifikowali do obozu populistycznej, pisowskiej władzy. No cóż, jesteśmy już nie tylko Polakami gorszego sortu, w tym gorszym sorcie, M Kijowski widzi jeszcze jeden sort, najgorszy. Tym sposobem staliśmy się tajnymi współpracownikami Kaczyńskiego przeciwko prawdziwemu bohaterowi narodowemu. Szczęka opada!!!!!!


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

I po co kochać ten kraj? ( Tekst z dnia 21 maja 2019)

Słuchanie informacji w środkach masowego przekazu, śledzenie mediów społecznościowych i czytanie gazet, może prowadzić człowieka do ...