niedziela, 10 grudnia 2017

Żaden bóg, żaden diabeł. (Tekst z dnia 28 lipca 2016 roku)

Wielkie są oczekiwania ludzi w związku z wizytą Franciszka. Widzę to w wielu wypowiedziach i wirtualnych listach pisanych do Niego. Można by pomyśleć, że ludzie wierzą, iż taka osoba może w jakikolwiek sposób wpłynąć na postępowanie przywódców. Listy piękne, ale niestety napisany przez ludzi, którzy niezbyt znają realia i stosunki w Watykanie. Czy ten papież, czy inny, tak naprawdę jest tylko kukłą, za plecami której chowa się ciemna strona mocy. Papież nie ma władzy, bo gdyby ją miał, to przynajmniej by usiłował zmienić ten swój kościół. Niestety, ani papież Polak, ani Niemiec, ani Franciszek, nie jest w stanie tej machiny zmienić. To jest tylko jeden człowiek, wrzucony w odmęty wielkiego morza błota. Choćby był najlepszy, nie jest w stanie swą osobowością go oczyścić. Jan Paweł II został bezlitośnie wykorzystany do walki z komunizmem. Efekt dla mnie pozytywny, ale szkoda, że nie wybrano go ze względu na siłę wiary, tylko z potrzeby posiadania osoby politycznie nietykalnej związanej z centrum wschodnich wpływów. Papież Polak, był przysłowiowym kijem włożonym w mrowisko, przez przywódców zachodniego świata. Na tyle mu pozwolono, a raczej takie otrzymał zadanie i to wypełnił. Ale niewiele mógł zrobić w innych dziedzinach. Nawet nie próbował uzdrowić kościoła. Był bez szans. Jeden człowiek, przeciw wszystkim. Papież Niemiec, w czasie pontyfikatu Jana Pawła II, odpowiedzialny za walkę z pedofilią w kościele i bardzo w tą walkę zaangażowany, także usiadł na tronie i w ten sposób zamknięto mu usta. Myślęże to był prawdziwy powód jego abdykacji. Brak zgody na postępowanie swoich podwładnych i bezsilność. A papież Franciszek? Oczywiście może sam żyć skromniej, nie nosić na sobie złota, nie jeździć limuzyną i głaskać dzieci po głowach. Ale gdyby chciał ten kościół zmienić, musiałby powiedzieć o nim prawdę, a więc mu zaszkodzić. Jest więc w sytuacji bez wyjścia. Dobrze wie, że gdyby prawda o tej instytucji ujrzałświatło dzienne w pełnej okazałości, mogłoby to doprowadzić do destabilizacji na całym świecie, do wojen i ogólnego chaosu. Nie wiadomo, jak zareagowaliby ludzie dowiadując się, komu służyli. Widząc to, papież, każdy jak sądzę, wybiera mniejsze zło i trąbi w tę samą trąbkę, co wszyscy. Jego osobista postawa, jego moralność, nie ma tu żadnego znaczenia. Tym bardziej, że kościół, jako instytucja, wielokrotnie radził sobie z niepokornymi papieżami. Najczęściej radzono sobie przy pomocy trucizny, lub innego środka skracającego życie. I jest to paradoks, że duchowy przywódca świata, musi być kłamcą. Jeśli zależy mu na losach świata, po prostu musi zachować status quo. Obiektywnie to współczuję poszczególnym papieżom. Nie jest to łatwa rola. Jeśli jest się dobrym człowiekiem, trudno jest wiedzieć i milczeć, widzieć a nie reagować, uśmiechać się czując ból serca. Ja tę wizytę papieską widzę z dwóch różnych stron. Może dlatego, że jeszcze nie doszło do spotkania papieża z tą młodzieżą z całego świata. Z jednej strony bardzo mi się podoba ta różnorodność kultur na polskich ulicach. I myślę sobie: WRESZCIE! Może chociaż młodych Polaków da się przekonaćże ta różnorodność jest tak piękna i wartościowa. I oby to się nie skończyło w dniu wyjazdu papieża. Z drugiej jednak strony wyczuwam straszny chłód na tych państwowych uroczystościach. Wydaje mi sięże papież był wręcz zażenowany tą paradą wojskowa na powitanie, tym, że nie dopuszczono do niego ludzi, i całą tążałobną nieco oprawą wszystkich wydarzeń. I do tego wszystkiego, ten kordon pingwinów- ochroniarzy, który prawie nie daje mu oddychać. Nie jestem wierząca, ale podczas wizyty poprzednich dwóch papieży była dużo lepsza, cieplejsza, spontaniczna atmosfera. Zobaczymy, to dopiero początek. Oczywiście bardzo mnie drażni to klękanie prezydenta Polski i całowanie w rękę przywódcy innego państwa. Wiem, czepiam się, ale sobie wyobraziłem taką sytuację z Obamą, albo... np. Z Silvio Berlusconim i oczywiście dość to jest śmieszne. Po prostu uważam, że na oficjalnym powitaniu, głowa jednego państwa powinna zachowywać się według protokołu dyplomatycznego, jak w stosunku do drugiej głowy państwa, nawet jeśli ten jest papieżem. Tym bardziej, jeśli się tyle o wstawaniu z kolan gada.
Nie łudźcie się więc, Polacy. Tak, jak po wizycie Obamy,  tak i teraz, nasze władze i tak usłyszą tylko to, co będą chciały usłyszeć, i każdą krytykę zinterpretują, jako pochwałę. A kościelne grubasy? Oni to traktują, jak wizytę nielubianej teściowej. Trzeba być dla „mamusi” „miłym”, ale kiedy wyjdzie, znowu będzie można zupę po swojemu gotować. Dopóki my nie zmienimy swego podejścia do kościoła, dopóki nie ograniczymy wyraźnych ram jego panoszenia się, dopóty będą nas szantażować emocjonalnie i wykorzystywać finansowo. Papież nam nie pomoże, ani bóg, ani diabeł. Siła jest w nas. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Patrząc w lustro Syzyfa. ( Tekst z dnia 16 października 2019 roku)

Myśli kłębią mi się w głowie rozmaite. Obiektywnie rzecz ujmując większość z nich nie kwalifikuje się do wypowiadania na głos. Oczywiści...