niedziela, 10 grudnia 2017

Zanim poleje się krew. (Tekst z dnia 18 grudnia 2016 roku. )


Wielu z WAS zastanawia się, czy niespodziewane wydarzenia w sejmie i związany z nimi protest uliczny, daje nam szansę na całkowite zwycięstwo. Zastanawiacie się, co będzie, jeśli wygramy, a jaki nas czeka scenariusz w przypadku porażki. Czy np. Jarosław Kaczyński będzie dążył do władzy absolutnej i czy w ogóle jeszcze będą jakieś demokratyczne wybory?
To, że Kaczyński dąży do takiego stanu ustrojowego, w którym on będzie rządził do śmierci, nie ulega dla mnie wątpliwości. On ma głęboko w dupie wszelkie zmiany. Tylko po to dewastuje instytucje demokratyczne, by wybory zniknęły z politycznego kalendarza. Robi to systemowo, krok po kroku, zapychając jednocześnie gęby swego elektoratu „byle gównem” typu 500+. I dopiero, kiedy będzie już pewien, że nikt go z drabinki nie zwali, odkryje karty i zostanie wodzem, imperatorem, naczelnikiem i czym tam sobie wymyśli. Musi tylko mieć pewność, że do końca jego życia nic się nie zmieni i że nie zostanie pociągnięty do odpowiedzialności. Nie może przecież przejść do historii, jako zwykły szeregowy poseł. To wszystko, ludzie, jak ja, których jeszcze niedawno nazywaliście szalonymi czarnowidzami, przewidzieli. I jest nam naprawdę przykro, że to się spełnia. Bo snując te domysły, świadomie podkolorowywaliśmy obraz, by wam wpłynąć na wyobraźnię. Właściwie sami trochę wątpiliśmy, że w XXI wieku, w środkowoeuropejskim kraju, ludzie noszący białe koszule i krawaty, mogą zachowywać się w ten sposób. Nie wzięliśmy jednak pod uwagę, że ci ludzie w garniturach, wykorzystają do swych celów innych ludzi w sukniach, którzy z niewytłumaczalnego dla mnie powodu, w dzisiejszym oświeconym świecie, tak wiele jeszcze mają do powiedzenia. I z żalem mówię to tej części Polaków, którzy koniecznie potrzebują namacalnego duchowego wsparcia, którzy są na tyle słabi, że bez tych duchowych pasterzy nie wyobrażają sobie życie: PIS to jest „pestka”, to tylko mały incydent w historii świata. Wszystko zło, jakie nas spotyka od stuleci robią nam Ci kolesie w sukienkach. Tłumią naszą osobowość. Utrzymują nas w niskim poczuciu własnej wartości. Przez całe stulecia zabraniali dostępu do podstawowej wiedzy, by mieć nad nami przewagę. I, co jest w tym wszystkim najmniej istotne, okradają nas z dóbr doczesnych, co w znacznym stopniu wpływa na jakość naszego życia, także w perspektywie narodowej czy państwowej. Gdyby ktoś chciał zdelegalizować kościół katolicki w zamian za legalizację marihuany, nie zastanawiałbym się ani minuty. Bo znam ludzi, którzy pala marihuanę i są oni zdecydowanie mniej nieszczęśliwi i uzależnieni, jak ci zdominowali przez kościół. A na pewno mniej niebezpieczni. Słyszałam dziś wypowiedź jednej z manifestantek, że nie może ona zrozumieć, dlaczego kościół widzi tę niesprawiedliwość PISu i nawet się nie wypowie. Droga Pani, niesprawiedliwość PISu, niegodziwość jego postępowania, tylko dlatego ma miejsce, że stoi za nim murem kościół. I dopóki on będzie istniał, dopóty będzie w jego zaciszu wyrastał krzew nienawiści. PO manifestacjach w zeszły wtorek sporo też było w mediach wypowiedzi osób uczestniczących w kontr pochodach. Ich ton był podobny: "KOD, to potomkowie komuny, ludzie, którym koryto zabrano, manifestują w obronie ubeków i złodziei z PO i Nowoczesnej, maczali palce w zbrodni smoleńskiej, zamordowali prezydenta i bronią się przed prawdą i odpowiedzialnością za tę zbrodnię". Myślicie Pastwo, skąd ludzie biorą te informacje? Telewizja reżimowa ma tu swój udział. Ale to są tematy kościelnych kazań. To tam się najbardziej skutecznie pierze mózgi. Bo jeśli w kościele ksiądz tak mówi, a na dodatek wieczorem TV powtórzy, to prawda jest dla tych ludzi niepodważalna.
Tak, to źle że jest zima i to daje przewagę władzy, że oni grzeją tyłki wewnątrz a my stoimy i marzniemy na ulicy. I cała sytuacja nas na tyle zaskoczyła, że trochę jesteśmy nieprzygotowani. Nie mamy namiotów, miejsc, by się ogrzać i wypić coś ciepłego. Nie mamy nawet głupich toalet. Ale nasz protest może być ostatnią szansą, by obalić ten rząd pokojowo, by doprowadzić do wcześniejszych wyborów i zmobilizować Naród, żeby poszedł głosować. Kiedy wkurwienia minie, wielu ludzi znowu sobie odpuści i kolejne wybory możemy znowu przegrać. A następna szansa może nas już kosztować znacznie więcej. Więc zastanówmy się, czy w ogóle warto się próbować dogadać z diabłem. Jeśli mu damy czas, możemy od razu zrezygnować z dalszej walki, rozwiązać KOD i iść do domu. Sytuacja, która się nagle i bez naszego udziału wygenerowała jest szansą od losu. I chociaż bardzo jest trudno stać na zimnie na ulicy, to jest to mniejsze poświęcenie, niż rozlew krwi, który nas może czekać, jeśli teraz odpuścimy. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

I po co kochać ten kraj? ( Tekst z dnia 21 maja 2019)

Słuchanie informacji w środkach masowego przekazu, śledzenie mediów społecznościowych i czytanie gazet, może prowadzić człowieka do ...