poniedziałek, 11 grudnia 2017

Zapomnij mnie. (Tekst z dnia 31 marca 2017 roku. )

Bardzo dziękuje wszystkim moim komentatorom. Tym, którzy się ze mną zgadzają, tym, którzy krytykują i tym, którzy po moich tekstach doznają szoku. Dziękuje również za pytania.
Oczywiście, jeśli śledzi się moje posty od początku, dokładnie się wie, jak mój stosunek do różnych tematów przechodził metamorfozy. Ale, jak to mówią, "tylko krowa nie zmienia poglądów", a inaczej mówiąc, "tyko debil się nie uczy". Dwa lata temu, kiedy zniesmaczona kampanią prezydencką, zaczynałam swoją działalność, nie przypuszczałam, że pójdzie ona w takim kierunku. Nie przypuszczałam także, że tak wielkie dostane baty i tak przykre otrzymam nauczki.
Ale, skoro ktoś pyta: Jak widzę przyszłość KODu, odpowiem. Jest to pytanie uzasadnione w stosunku do kogoś, kto dość ostro krytykuje tę organizację. Nie wiem tylko, czy kogokolwiek zadowoli moja odpowiedź...


Ja nie widzę żadnej przyszłości dla KODu. Wczoraj w złości powiedziałam, że żałuję, iż w ogóle KOD powstał. To nie jest dokładnie tak, bo wartością dodana jest ta ogromna masa ludzi pozytywnie zakręconych, których poznałam. Chociaż nie wiem, czy jest to bezpośrednio zasługa KODu, czy na równi Kaczyńskiego. Bardzo WAS wszystkich przepraszam, moich wspaniałych znajomych KODERÓW. Udowodniliście, że w tym Narodzie jest jeszcze siła, że wystarczy WAS zawołać, a zawsze staniecie w obronie Ojczyzny, że jeszcze WAM się chce. Kocham WAS bardzo, wytrzymałam te dwa lata tylko dzięki WAM. Przykro mi, że nie mogę się już z WAMI dzielić nadzieją. Ja już nie wierzę w żadną przyszłość dla KODu. Wydaje mi się, że i tak zbyt długo się łudziłam.
Z rozmów z ludźmi wynika, że 80% moich rozmówców odejdzie w organizacji, kiedy wybory wygra MK. To oczywiście nie jest 80 % KODu, tylko moich znajomych w tym środowisku. Jeśli MK przegra, odpadnie na pewno te 20 %, które już powoli się wycofuje w regionach, w których zwolennicy MK przegrali wybory. W tej, czy w innej sytuacji, organizacja się podzieli. Mam też poważne obawy, że te 20 %, które odejdzie z MK, nie będzie walczyło z PISem, lecz z tym co zostanie po KODzie. Obserwuje tych ludzi, jest w nich bardzo dużo agresji i goryczy i jestem pewna takiego zachowania. Naprawdę ktoś z WAS wierzy, że może dojść do zgody między tymi obozami? Nie jest to możliwe, bo ci ludzie nie rozumieją, że w walce politycznej trzeba oddzielić prywatne urazy od wyższych interesów. Taka zgoda jest trudniejsza, niż dogadanie się Solidarności z komunistami. Wałęsa rozumiał, że chcąc coś osiągnąć, musi prywatę zostawić przed drzwiami, komuniści też. Tutaj tego nie ma. Tu trwa walka na noże i wzajemne się zwalczanie jest priorytetem. I nie jest to domena wyłącznie stronników MK, po drugiej stronie barykady jest także wiele szkodliwych działań. System wartości całkowicie nam się pomieszał. Ja, gdyby do mnie przyszedł mój najbardziej mnie zwalczający wróg i powiedział: Dobra, zapominamy na chwilę o swoim konflikcie, wygonimy Kaczyzm, a potem sobie damy po pysku, bo się nie lubimy... podałabym mu rękę i dopóki trwa walka traktowała, jak najlepszego przyjaciela.
To nie prawda, że jestem jakaś nieczuła, że nie można mnie zranić, albo, że jestem taka dobra i wspaniała i natychmiast wszystkim wszystko wybaczam. Wbrew przeciwnie, bardzo długo wszystko pamiętam. Ale my, pojedynczy ludzie, nie mamy żadnego znaczenia, nasze prywatne uczucia są dziś mało ważne, bo możemy stracić o wiele więcej.
Wiem, prawie po każdym moim poście słyszę chociaż jedno takie zdanie: Łatwo jest siedzieć gdzieś na dupie daleko od Polski i się mądrzyć. To prawda. Mój chleb nie zależy od polityki w Polsce. Ale nie możecie powiedzieć, że tylko pouczam. Ja, ale nie tylko, miałam wiele różnych pomysłów na działania i próbowaliśmy się tu, za granicą włączać w walkę. Ale spuszczano nas zawsze na drzewo. Każdy nasz pomysł był, albo skrytykowany, albo wyrzucany do śmieci, albo pomijany milczeniem w najlepszym przypadku. Czy wiecie dlaczego powstały w ogóle Listy Goplany? Na początku to były listy do polityków, które ja pisałam i wysyłałam na adresy rządzących. Pamiętacie grupę "Inicjatywa obywatelska"? Wielu z WAS do niej należy...Pamiętacie jej założenia? Oto ich fragment:

Obiecywałam, że kiedy PIS przejmie władzę, to postaram się, by nowa władza się nie nudziła. Dlatego utworzyłam tę grupę. Zamierzam bowiem pisać wieeeeeeeele listów do miłościwie nam panujących. Wszystkie te listy będę również publikować tutaj. Pozwalam kopiować żywcem i wysyłać ze swojej poczty. Możecie też dodać coś od siebie, lub według uznania poprawić. Liczę również, że sami wspomożecie mnie i innych swoją twórczością.”
To było jeszcze przed powstaniem KODu. Czy ktoś skorzystał z tych moich listów, by władzy podokuczać? Wątpię. Słyszałam tylko jakieś takie.....pf....., a co to zmieni. Podyskutujemy tu sobie na fb i Polska się sama naprawi.
No i się kurwa, naprawiła, co widać!
Pamiętacie taki mój plakat, który upierdliwie wrzucałam przy okazji każdego protestu:

Czy wiecie, ile mnie spotkało złego ze strony KODu za ten niewinny mem promocyjny? Ile wyrzutów, że nie powinnam zachęcać do współpracy z politykami, że oni KODowi szkodzą...?
A taki mem, pod którym był tekst piosenki Smolenia
Ach, co to będzie, kiedy zgaśnie nasze słońce „



I znowu dostałam opierdol od KODu, żebym mem usunęła, bo jak można tak dokuczać władzy, która została demokratycznie wybrana i której nie zwalczamy.
A pamiętacie, kiedy WAS namawiałam do kupowania gwizdków, bębnów, byście hałasowali choćby pokrywkami od garnków, byście nie wyglądali ja niemieckie wojsko wracające spod Lenino po przegranej bitwie?


Albo ten mój mem, który został skrytykowany za uderzenie w kościół. A przecież KOD nie będzie ranił uczuć religijnych Polaków. I w ogóle co to za dowcipy na KODowskich grupach, gdzie się poważne dyskusje prowadzi...? Tak, prowadziliście dyskusje bardzo poważne, a raczej wojny na noże!
To ja pierwsza powiedziałam, że KOD to my, kiedy była pierwsza afera alimentowa.
Próbowałam także zorganizować światową Polonię, by finansowo wspierała działania KODu, gdzie zostałam z powodu własnej głupoty wplatana w układy z ludźmi nie do końca uczciwymi. No cóż, kto nie ryzykuje w Rawiczu nie siedzi. Do dziś murarze mi to wyciągają, chociaż chciałam dobrze.
Nie chcę tu jeszcze bardziej wymieniać, nie chcę też mówić o rzeczach, które robiłam anonimowo, jak wielu z nas.
Prawda jest taka, że może miałam głupie pomysły, nie do końca trafione, ale nikt mi nie może zarzucić, że się nie starałam, że jestem tylko biernym obserwatorem.
Gdyby mi ktoś powiedział, te dwa lata temu, że ja jeszcze w coś tak uwierzę naiwnie, jak uwierzyłam w KOD, że się tak emocjonalnie zaangażuję, że tak się dam zaślepić, z potem się pozwolę zbesztać z błotem, zdradzić i opluć, nie uwierzyłabym. Gdyby mi ktoś powiedział, że jeszcze taki zawód, że ktoś może mnie jeszcze tak zranić, to bym go wyśmiała. Ale się stało. Mój entuzjazm, moja wiara, zostały wyśmiane, zdeptane, sprowadzone do jakiegoś najniższego poziomu. No cóż, chyba wyjdę z tego silniejsza i mądrzejsza.
Nie wierzę już w KOD. To, co z niego pozostanie, nie będzie już tym, o co mi chodziło, o co chodzi większości. To, że zostanie nazwa, jak wydmuszka pomalowana kolorowo, lecz w środku pusta, niczego nie zmieni. Przykro mi, ale ja w swojej walce wolę już pozostać sama, bo wiem, czego się mogę po sobie spodziewać. Wiem, czego chcę i bardzo się staram siebie nie zawieść. 
 A ty KODzie, zapomnij mnie. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Kręta droga z czarnej dupy. ( Tekst z dnia 19 marca 2019 roku.)

Od dawna nie rozumiem mojego kraju. Nie rozumiem polityków i obywateli. Ale tak naprawdę, jak wszyscy ulegam manipulacji i poddaje się ogó...