poniedziałek, 11 grudnia 2017

Żyć, jak człowiek. (Tekst z dnia 6 kwietnia 2017 roku. )

Każdego dnia, zaglądając do skrzynki pocztowej, znajduję ulotki świadków Jehowy. Wywalam je, a oni je każdego dnia od nowa wrzucają. Pociągnęłam bym tych ludzi do odpowiedzialności, za degradacje środowiska, tak jak innych nadużywających papierowych reklam, lub zażądała pokazania zaświadczenia, że produkują te śmieci z materiałów wtórnych. Przecież do cholery wierzą, że ich bóg dał im Ziemię, by sobie ją czynili poddaną, ale nie przypominam sobie, by kazał ją bezsensownie niszczyć. Z tego, co wiem, ich religia wymaga od nich, by chodzili od domu do domu i głosili słowo boże osobiście, nie by produkowali, trudne do utylizacji, nasiąknięte farbą drukarską śmieci...
Świadkowie Jehowy... świadectwo kryzysu ekonomicznego. Zawsze się pojawiają, kiedy ludziom wiedzie się gorzej. Tak samo uaktywniają się wszystkie inne religie. Człowiek, który nie radzi sobie w życiu, który jest sfrustrowany i bezradny, łatwiej zwraca się o pomoc do sił nadprzyrodzonych i bezwolnie staje się klientem różnego rodzaju emocjonalnych szantażystów.
Wszyscy po kolei straszą nas końcem świata i chcą nam przekazać dobra nowinę. A ja mam wtedy tylko jeden odruch...Spierdalaj!
Niestety, wbrew mojej woli, ciągle muszę prowadzić rozmowy na tematy religijne, bo mam niestety wokół siebie ludzi w ten, czy inny sposób religijnych. Przeciętny Polak nie jest w stanie zrozumieć, dlaczego odrzucenie religii stało się w moim życiu celem samym w sobie, dlaczego po prostu, nawet, jeśli jestem człowiekiem małej wiary, nie mogę ( jak to oni mówią) „żyć jak człowiek” i chociaż traktować cały ten syf, jako obowiązującą od wieków tradycję. Otóż nie mogę Drodzy Państwo!
Wszystkim nam się zdaje, że sami decydujemy o swoim życiu, że jesteśmy religijni, bo tego właśnie chcemy, lub się odwracamy od kościoła z niskich pobudek, lenistwa, skąpstwa, niskiej moralności.
Ale to jest tak, jak w chwili, kiedy lekarz nam mówi, że jesteśmy chorzy na nieuleczalną chorobę, lub kiedy dowiadujemy się, że nas zdradza osoba, której bezgranicznie wierzyliśmy. Bardzo byśmy chcieli, by świat ciągle pozostał taki sam, ale on się nagle zmienia, inny odcień maja kolory, inaczej odczuwamy zapachy. Chcielibyśmy, by wszystko było, jak dawniej, ale to nie możliwe. Ta jedna sekunda przesądza o reszcie naszego życia. Tak samo jest i z religią. Po prostu, pewnego dnia usłyszałam fałszywą nutę, która zmieniła wszystko. Nawet nie potrafię dokładnie wychwycić tego decydującego o wszystkim momentu, od którego nie mogłam już dalej „żyć jak człowiek”. Bo to mnie zżerało od środka i w końcu by mnie zabiło. Nie można, żyć przez cały czas wbrew sobie. A u mnie coś wołało w środku, że to, co mnie otacza, ten przekazywany przez kościół i otoczenie świat ułudy, nie współgra ze mną. Od tej pory, moje wewnętrzne ja brutalnie walczy z tym, co odczuwa, jako brud, jako coś co koniecznie trzeba usunąć z mózgu, jak z okna, przez które nie widać prawdziwego świata. Ten mój wewnętrzny bunt pobudził ciekawość, więc zaczęłam się interesować kościołem, jego historią, jego motywami działania, jego współczesnym robaczywym obliczem. I czułam się przez wiele lat, jak samo napędzającej się maszynie. Im więcej wiedziałam o kościele, tym mój bunt był większy i rosła ciekawość, by dowiedzieć się więcej. Oczywiście dużą rolę w tej walce odegrały wyrzuty sumienia.
Bo, jak można, będąc Polakiem, wychowanym w ramionach kościoła, nagle żyć bez boga? Każde miejsce w moim ciele, z którego tę wiarę wyrywałam, jak niepotrzebnego chwasta, bolało długo i nie chciało się zagoić. Pozostawała pustka, którą bardzo trudno było zapełnić.
Ale przyszedł takie dzień, że się obudziłam rano i poczułam się wolna i nic mnie już nie bolało. Zupenie, jakbym w tym świecie umarła, a obudzi się w innym. Nagle, usłyszałam prawdziwy śpiew ptaków o poranku, poczułam zapach koszonej trawy i już widziałam, że to nie bóg, że to natura. Zobaczyłam świat takim, jakim jest naprawdę. Zobaczyłam ludzi i zobaczyłam siebie.
Dziś wiem, że mogę przyjąć własny punkt widzenia, nie muszę patrzeć na innych, oceniać ich, przez pryzmat jakiegoś boga. Wiem, że wracając na jego łono, stałabym się znowu gorszym człowiekiem. Nie, nie dam się już wkręcić w żadnego boga. Tym bardziej, że patrząc na świat oczami ateisty, widzę wyraźnie, że to nie bóg nas stworzył na swoje podobieństwo. To my stworzyliśmy boga na nasze. Nadaliśmy mu wszystkie nasze najgorsze cechy, by w ten sposób usprawiedliwiać zazdrość, zawiść i zemstę.
Nie, nie jest tak, jak wielu sądzi. Nie nienawidzę ludzi wierzących. Sama żyłam przez ponad 20 lat w tym uzależnieniu i wiem, jak trudno się z niego wyrwać. Tym bardzie, że większość nałogów wydaje nam się złymi, a uzależnienie od religii wydaje nam się dobre. A w rzeczywistości jest najgorsze ze wszystkich. Łamie nam kręgosłup, zabiera duszę, pozbawia tożsamości.
Wiem, że nie każdy z nas uważa to za ważne. Niektórzy po prostu rodzą się, żyją i umierają i nigdy nie zadają tego diabelskiego pytania:
Dlaczego ????????
Dlaczego muszę żyć, jak inni? Dlaczego ktoś ma decydować, kiedy jem mięso, a kiedy poszczę, dlatego mam podlegać konwenansom? Dlaczego nie mogę później wstać w niedziele, po całym tygodniu ciężkiej pracy? Dlaczego nie mogę nosić przezroczystej sukni i kochać kogo chcę? A kiedy przestanę kochać, dlaczego po prostu nie mogę zamknąć za sobą drzwi? Dlaczego muszę nosić złoty krążek i udawać, że kocham, kiedy już miłość wygasła?
Kim jestem bez tej skorupy, bez tych łańcuchów założonych mi jeszcze w łonie matki?
Tak wiele pytań, że nie starczy życia. Lecz my, wolimy żyć w klatce i ze smakiem łykać podawane mam gotowe odpowiedzi...
Ale, czy to jest prawdziwe życie?
Tak, przez kawał życia mi to w ogóle nie przeszkadzało. Nie widziałam tych niewidzialnych krat. Ale z jakiegoś powodu dopadła właśnie mnie ta fałszywa nuta i jestem za nią wdzięczna. Może to diabeł zamącił mi w mózgu, bym swoje wątpliwości przekazywała innym. Ale to by oznaczało, że diabeł nie jest złem, bo ja dzięki niemu stałam się lepszym człowiekiem. Może boga nie ma a mimo to ludzie są dobrzy. I może to jest właśnie ta dobra nowina, którą należy nieść przez świat????


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Bez boga wam się nie uda... ( Tekst z dnia 16 maja 2019 roku)

Właśnie wyłączyłam telewizor. Nie zniosę po raz setny tej samej piosenki odśpiewywanej przez Ziobrę! W pierwszym momencie po premierze w...