wtorek, 12 grudnia 2017

Żyją w kłosach zbóż...(Tekst z dnia 1 czerwca 2017 roku. )

Muszę się niestety jeszcze raz dzisiaj odezwać. Chociaż ręka mi zawsze zadrży, kiedy mam świadomość, że chcąc, czy nie ulegam, jak wszyscy PISowskiej manipulacji i daję się wciągać w takie bezsensowne dyskusje.
Gdybym przeanalizowała swoje wszystkie wpisy, w bardzo wielu są nawiązania do katastrofy smoleńskiej. I widzę, że ten temat, zamiast powoli umierać, tych nawiązań jest coraz więcej. Po siedmiu latach to jest naprawdę już poniżające, to zaczyna przypominać serial Moda na sukces, lub jakiś inny obrzydliwy tasiemiec, w którym wszyscy już ze wszystkimi spali, wszyscy się ze wszystkimi ożenili i zdążyli się rozwieść, każdy kolejny bohater zaginął, uległ wypadkowi i stracił pamięć, a mimo to, reżyser, zamiast skrócić męki widzów, wymyśla coraz to nowsze niewiarygodne historie.
Zawsze sobie zadaję pytanie, dlaczego daje się w to wciągać, lecz w obliczy tego pierdolenia w telewizji i internecie, po prostu nie można przejść obojętnie.
Każdy, kto czyta, ogląda wiele kryminałów, lub ma z kryminologią coś wspólnego wie, że najlepsze i najprawdziwsze są zeznania składane na gorąco. Nawet, jeśli to rani pokrzywdzonych, trzeba jak najszybciej z nimi porozmawiać, bo z czasem wrażenia się zacierają, mózg zaczyna obrabiać wspomnienia z przeszłości i wiele szczegółów nam może umknąć. Dlatego, dla wyjaśnienia jakiegokolwiek wydarzenia, ważne są te pierwsze momenty.
Ja sobie wczoraj przypomniałam wywiad z księdzem Henrykiem Błaszczykiem, który towarzyszył w trakcie identyfikacji ofiar katastrofy smoleńskiej wszystkim rodzinom. Brał także udział w pożegnaniach i całej procedurze aż do zamykania trumien.
Specjalnie opieram się tu na wspomnieniach księdza, bo, pomimo że za księżmi nie przepadam, nie jest on żadna stroną w tej sprawie, i sądzę, że mogę liczyć na maksymalny możliwy w tych warunkach obiektywizm. Chciałabym bardzo skonfrontować to dziś z wystąpieniami polityków i niektórych rodzin ofiar katastrofy.
Oto pierwszy i moim zdaniem najważniejszy cytat z tego wywiadu:
...Dla wszystkich uczestniczących w identyfikacji było oczywiste, że próba ubierania ciał odzierałaby je z godności. Ubrania można było tylko ułożyć na ciałach, czyli praktycznie przykryć je, i to robiliśmy, gdy zwłoki były już owinięte w jedwabny całun. Dopiero na te ubrania nakładany był zewnętrzny całun, stanowiący wyposażenie trumny. Gdy to wszystko zrobiliśmy, trumna była przez polską ekipę komisyjnie lutowana, a potem śrubami przytwierdzano drewniane wieko. Trumny były bardzo solidne, ciężkie, miały wnętrza z blachy cynkowej. Żołnierze przenosili je do samochodu i w eskorcie policji przewożono je na lotnisko. Kultura tych żołnierzy i firmy pogrzebowej była nadzwyczajna.
(Cały wywiad znajduje się na mojej grupie)
Drodzy Państwo, wywiad został przeprowadzony w kilka miesięcy po katastrofie, kiedy zaczęły się pojawiać pierwsze wątpliwości rodzin związanych z PISem.
Tymczasem, 7 lat po katastrofie czytamy szokujące fakty, jednocześnie podawane przez polityków, jak i ekspertów i rodziny. Znajdujemy w sieci rozpaczliwe artykuły, sugerujące, że ciała zostały wrzucone do plastikowych worków bez ładu i składu, związane sznurem, że były celowo bezczeszczone. Pani Małgorzata Wasserman znalazła serce swego ojca zaszyte w nodze...
Powiem tak, w tej katastrofie zginęło wiele osób, które lubiłam, a także sporo takich, które mnie denerwowały. Za politykami PIS nie przepadałam nigdy. Ale mile wspominam np. ministra Stasiaka, bo uważałam go zawsze za takiego bardzo prostolinijnego i szczerego człowieka. Pan Wasserman też mi specjalnie nie zaszedł za skórę. Widzę go ciągle z jedną ręką w kieszeni spodni, sprawiającego wrażenie, jakby właśnie wstał od stołu i przełykał ostatni kęs...Ale nie byłam np. miłośniczką męża wielu żon, Pana Gosiewskiego. Nie wszystkich znałam, wiele osób nie występowało w telewizji. Ale jak wiecie, ja wyznaję taką zasadę, że każde życie jest warte tyle samo. Kiedy człowiek umiera zawsze pozostaje po nim ktoś, kogo kochał i kto będzie za nim tęsknił, bo ten, kto dla nas nie jest nikim ważnym, może być dla kogoś innego wyjątkowym człowiekiem lub miłością życia.
Człowiek zawsze w takich sytuacjach jest egoistą. Nie do końca żałuje tych, którzy zginęli. Raczej nachodzi go myśl, jak by się czuł, gdyby wśród ofiar był ktoś z jego rodziny lub mu bliski. Tak naprawdę boimy się cudzego cierpienia, boimy się stać jego częścią.
Mijają jednak lata i na tle tej tragedii jawią nam się różne obrzydliwe wydarzenia. Widzimy te osoby, których żal podzielaliśmy, którym współczuliśmy i nie potrafimy zrozumieć ich zachowania.
Bo ja mogę jakiegoś polityka nie lubić, mogę go bardzo źle oceniać politycznie, ale nigdy by mi do głowy nie przyszło rozszarpywać jego zwłok po śmierci, jak hiena. A rodziny tych ofiar to robią.
Nie potrafię zrozumieć motywów milczącego przyzwolenia Marty Kaczyńskiej na to, by cała polityczna Polska wycierała sobie buty wizerunkiem ukochanych rodziców... Dla mnie to był tylko lichy prezydent i jego małżonka, której nie znałam zbyt dobrze. A dla Marty, to był ojciec i matka. Czy ta kobieta ma serce? Czy tych rodziców nienawidziła? Co można uczynić własnej córce, by nas tak po śmierci poniewierała? Współczuję Pany Gosiewskiemu, że nagle, kiedy zniknął z tego świata, pojawiły się przy jego grobie dwie, kurwa, kochające małżonki! Dwie kobiety walczące, jak lwy o jego pamięć i o rekompensatę za śmierć. A gdzie były te panie, kiedy Pan Gosiewski żył? Czy też mu okazywały tak wielkie przywiązanie? A Pan Wasserman... No tu naprawdę współczuje córuni.
///Skoro ruscy oprawcy pofatygowali się wyrwać twemu ojcu serce i zaszyć je w nodze ( aż mi trudno to sobie wyobrazić), skoro wrzucili ojca bez ładu do worka i związali sznurem, to dlaczego mówisz o tym kochana córeczko dopiero po 7 latach? Gdyby ktoś tak zbezcześcił ciało mojego Ojca, to poszła bym po sprawiedliwość do samego boga, no może nie aż tak wysoko, bo byłoby to wołanie do nikogo. Złożyłabym skargę do międzynarodowych trybunałów i szukała sprawiedliwości. Gdzie byłaś kobieto przez tyle lat. Teraz dopiero, kiedy twoja ukochana partia wygrała wybory, kiedy możesz się wspinać po drabince kariery, teraz dopiero drzesz japę. Do tej pory nie kochałaś ojca, teraz nagle się stałaś taka wrażliwa?///
Kiedy uczestniczyłam w pogrzebie mego ojca i przywieziono jego trumnę do kościoła, pracownicy zakładu pogrzebowego wyprosili nas na chwile na zewnątrz. Jeden z nich wyjaśnił mi, że w transporcie, często nieboszczyk przesuwa się w trumnie i może to być dla rodziny przykry widok, więc najpierw muszą go ułożyć, zanim będziemy mogli podejść i się pożegnać. Przypominam, że zwłoki ofiar katastrofy smoleńskiej były najpierw przewożone samochodem, potem samolotem, a na koniec znowu samolotem. Nie można zakładać, że przez cały ten czas leżały grzecznie ze złożonymi rączkami i czekały na ekshumację. Ale na pewno nikt ich bezwładnie nie wrzucał do trumien.
Dziś prokurator z takim zadowoleniem wymieniał, że w tej trumnie to było dodatkowo tyle elementów innych zwłok, a w tamtej tyle. Podły, obrzydliwy człowiek robiący spektakl na zamówienie polityczne...
Czy to możliwe, że po katastrofie lotniczej mogły się te szczątki tak wymieszać. Byłabym zdziwiona, gdyby tak nie było. Z różnych relacji wiem, że często w ogóle nie można odnaleźć wszystkich części ciał, że często ofiary katastrof składa się we wspólnym grobie, bo nie jest możliwa identyfikacja. Kiedy wydarzy się wypadek drogowy ( każdy z nas to na pewno widział) bardzo często zostają resztki zwłok na ulicy, lub w pojazdach biorących udział w zdarzeniu. A po wszystkim przyjeżdżają służby, sprzątają, zmywają krew, zmiatają szkło i w jakieś drobiny ludzkich ciał. Nikt nie krzyczy, by zrywać asfalt, w który wsiąknęła krew. Każdy wie, że się tego nie da zrobić i nie widzi w tym żadnej profanacji. Nie wiem więc o co tym ludziom chodzi. Czy może trzeba całą ziemię smoleńskiego lasu zebrać i przywieść do Polski i będziecie się do niej modlić...
Ludzie, trochę rozumu WAM życzę.
Ciało spoczywa w grobie i wraca do ziemi w postaci pierwiastków chemicznych z których się składa człowiek. Czy to będzie ta ziemia, czy tamta, nie ma to znaczenia. Ludzie, których kochamy na zawsze pozostają w naszych głowach w naszej pamięci. Gdybyście ich naprawdę kochali, nie urządzalibyście tego cyrku. Oni na pewno by tego sobie nie życzyli...
Dajcie wreszcie odpocząć swoim sercom, bo to WY sami robicie pośmiewisko ze swych bliskich. Przecież każdy z WAS miał możliwość zidentyfikować swego bliskiego i pożegnać. Wielu z tej możliwości skorzystało. O co ta awantura?
Cytowany przeze mnie ksiądz tak o tym opowiadał:
...Nie mam najmniejszych wątpliwości. Dokonano ogromnego wysiłku dla zachowania najbardziej uczciwej metody identyfikacji ciał. Ten proces mógł trwać bardzo długo, ale Rosjanie, mając doświadczenie wielu katastrof lotniczych, we współpracy z polską grupą, naszymi patologami, ekspertami od kryminalistyki, przeprowadzali z wielką starannością cały proces identyfikacji, który rozpoczynał się od momentu dostarczenia materiału zdjęciowego, genetycznego, od opisów, które powstały w momencie przesłuchiwania rodzin...
Możecie odżegnywać od czci i wiary Panią Kopacz i Donalda Tuska. Lecz czy ten ksiądz, który był z WAMI w tych trudnych chwilach też jest kłamcą?
Mój ojciec nie życzył sobie żałoby. Ja nawet rzadko zaglądam na cmentarz. Mieszkam daleko. Ale czasem zapalam świeczkę zapachową i go wspominam. Wiem, że miłość trzeba ludziom okazywać za życia, a potem lepiej schować ją głęboko w sercu. Przekonałam się, że im więcej deklaracji przy grobie, tym miłość jest mniej warta. Nie szukam swoich bliskich w grobach. Wiem, że są przy mnie zawsze. Są tak samo obecni w garści polskiej ziemi, jak w hiszpańskim piasku na plaży. Starsi pamiętają, że Rosjanie śpiewali po wojnie, iż żołnierze, którzy zginęli, wracają do domów z kluczem białych żurawi...Polacy, że żyją w kłosach zbóż i że maki będą czerwieńsze, bo z polskiej wzrosły krwi. A my możemy uczcić naszych bliskich wąchając ulubione przez nich kwiaty, lub patrząc w gwiazdy, bo oni żyją obok nas w otaczającej nas przyrodzie.
Miłość do tych, którzy odeszli najlepiej wyrazić milczeniem...
Panie Kaczyński, Pani Marto, Panie Gosiewskie, Pani Wasserman...
Czy stać WAS choćby na tyle, czy kariera WAS zaślepia i żądza władzy...?


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Nie napisałabym już ani słowa... ( Tekst z dnia 16 lipca 2019 roku)

Jestem na posterunku. Gorąco strasznie, ale nie martwcie się o mnie, ciągle żyję. Lato to dla mnie trudny czas. Mam taki zapierdo...