niedziela, 10 grudnia 2017

Żyjecie w naszych sercach. (Tekst z dnia 15 sierpnia 2016 roku. )

Święto żołnierzy to bardzo ważny dzień dla wszystkich Narodów, które kiedykolwiek prowadziły wojny. Szkoda tylko, że w dzisiejszych, nowoczesnych społeczeństwach, ciągle jeszcze więcej wydaje się na zbrojenia, niż na badania medyczne. Szkoda, że w krajach, w których dzieci przeżywają tylko dzięki obcej pomocy humanitarnej, starcza pieniędzy na karabiny i wyposażenie wojskowe. To nie pojęte, że nie rozumiemy, iż śmierć jest rzeczą nieodwracalną, a życie jest najważniejsze. Zastanawiamy się nad godnością embrionów, wysyłając jednocześnie czołgi i samoloty, by zabijać ludzi. Żaden powód nie usprawiedliwia takiego postępowania. Te wszystkie wojenne sprzęty powinny być tylko pokazywane w muzeach, ku przestrodze dla młodych pokoleń.
Ale wojny były i będą. Prędzej świat przestanie istnieć, niż stanie się kraina żyjących w zgodzie obok siebie ludzi różnych ras, religii i kultur. Wojna nie jest czymś, co na zawsze minęło. Patrzymy na maszerujące wojsko i wiemy, że każdego z tych żołnierzy możemy widzieć po raz ostatni. Każdy z nich może jechać na misje, lub może wybuchnąć wojna, która będzie nas bezpośrednio dotyczyć. Każdy z nich może zginąć. Szanujmy ich więc, bo to nasze dzieci, nasi bracia, dzieci sąsiadów. Nie wiem, jak wytłumaczyć tę naszą naturę, która podnieca się widokiem wojska. Nie mogę z tym dyskutować, bo jestem taka sama. Mimo że to nie logiczne i każdego dnia z tym walczę, mój mózg odczuwa radość widząc nieskończony pochód żołnierzy, słysząc wojskową orkiestrę i tupot o asfalt oficerskich butów.
Widziałam w życiu już wiele defilad. Odbywały się w czasach słusznie minionego komunizmu i odbywają się teraz. Za każdym razem charakteryzuje je jedna wspólna cecha. Nie pokazują one całej prawdy o naszej historii.
W czasach komunizmu obchodzono dzień wojska 12 października, w dniu bitwy pod Lenino, kiedy Pierwsza Dywizja Piechoty im. Tadeusza Kościuszki, rozpoczęła swój marsz do zniewolonej przez hitlerowców Ojczyzny.
To źle, że w tamtej epoce próbowano zapomnieć o Bitwie Warszawskiej, której data jest dziś dniem czczonym, jako Dzień Wojska. To źle, że próbowano zatuszować Katyń. Prawdą jest także, że oprócz niektórych, niewygodnych zdarzeń, uczono nas nie tylko o walczących u boku Armii Czerwonej żołnierzach Ludowego Wojska Polskiego, ale także o AK, Armii Chłopskiej, bohaterach spod Tobruku, Normandii, Monte Cassino, uczestnikach bitwy o Anglię, a Powstanie Warszawskie było wręcz przedmiotem kultu. Czciliśmy tamtych bohaterów. Śpiewaliśmy pieśni patriotyczne przedwojenne i te bardziej współczesne. Nikt nie próbował zmienić hymn na jakąś komunistyczną balladę, nikt nie czynił flagę bardziej czerwoną, nikomu nie przyszło do głowy przewracać poniki, palić kościoły, powyrzucać z Wawelu nielubianych królów. Wręcz przeciwnie. Odbudowano większość zniszczonych przez wojnę zabytków i przywracano ich świetność, pomimo że nie były świadectwami chwały komunizmu, tylko świadectwami historii. A przecież można to było zrobić, wyczyścić Powązki, a na Placu Zamkowym postawić kolejny Pałac Kultury. Byłoby szybciej i taniej a i wielki brat by pomógł. Tylko tyle, że ludzie rozumieli wtedy, iż to wszystko jest naszym dobrem narodowym, a do tego nie musieli sobie szukać problemów. Mieli ich dosyć. Polska była naprawdę w ruinie. Nie było ani środków, ani maszyn, by ją odbudować. Były tylko ręce chętne do pracy i radość, że już bomby nie lecą na głowę.
Wiem, że nie wszyscy bohaterowie tamtych czasów zasługują na szacunek. Nie wszyscy robili dobre rzeczy dla Polski. Ale skoro w historii Narodu są jasne i ciemne karty, to czy pomniki zła nie są równie ważne, jak pomniki dobra. Czy zamiast przewracać i niszczyć, pokazując prymitywizm swej natury mszczącej się na przedmiotach martwych, nie lepiej byłoby umieścić na nich tablice mówiące prawdę o okolicznościach ich powstania. Czy nie lepiej byłoby je zachować, jako ostrzeżenie dla potomnych? Czy zamiast profanować zwłoki na Powązkach, nie można by je oznaczać jakimś umownym symbolem, czarnym sercem, lub gwiazdą. Tak, by było wiadomo, że to nie do końca byli pozytywni bohaterowie. Niszczyć jest bardzo łatwo, trudniej pozostać człowiekiem.
Dzień się jeszcze nie skończył. Być może będą jeszcze jakieś inne uroczystości państwowe. Póki co, nie słyszałam, by Pan Prezydent choćby słowem wspomniał o bohaterach z Tobruku, czy Monte Cassino, że o tych spod Lenino nie wspomnę. Zupełnie tak, jakby Polska nie miała historii, lub jakby były tylko 3 ważne zdarzenia: chrzest polski, Bitwa warszawska i Katyń. Zupełnie tak, jakby świat się zaczął, kiedy PIS wygrało wybory.
I jest mi wstyd za ten rząd, za prezydenta, którzy zapominają o naszych żołnierzach poległych na wszystkich frontach świata. Przecież w tak wielu miejscach piasek jest nasączony polska krwią.
Tak więc ja, Polka, która nie zaznała wojny dzięki WAM wszystkim, chcę przeprosić WAS, za to, że ta arogancka władza o WAS dzisiaj nie pamięta i WAS nie wspomina w dniu Wojska Polskiego. Przepraszam WAS, że jesteście segregowani, na lepszych i gorszych, tylko dlatego, że inną droga wracaliście do kraju. Walczyliście obok Francuzów, Anglików, czy Rosjan, ale zawsze z głową zwróconą ku Ojczyźnie. Nie mieliście partyjnych interesów, ani poglądów politycznych, tylko jeden cel, by przegonić wroga. Jest mi przykro, że Polska, którą kochaliście, jak matkę, dziś okazuje się macochą, która się WAS wypiera. Dziękuję WAM  za wszystko i przepraszam. Ja wspominam dziś WASZE podarte buty, WASZE głodne oczy, WASZE zmarznięte ręce i radość, że z każdym krokiem z każdą kroplą krwi, jesteście bliżej domu. CHWAŁA WAM WSZYSTKIM!


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Kręta droga z czarnej dupy. ( Tekst z dnia 19 marca 2019 roku.)

Od dawna nie rozumiem mojego kraju. Nie rozumiem polityków i obywateli. Ale tak naprawdę, jak wszyscy ulegam manipulacji i poddaje się ogó...