sobota, 20 stycznia 2018

Kronika nudnych wypadków. ( Tekst z dnia 20 stycznia 2018 roku.)

Gdyby PIS rządził normalnie, tak, jak wszystkie inne rządy na świecie, a tylko raz na jakiś czas wyskakiwał z jakąś soczystą aferką, byłoby znacznie weselej. Niestety, partia Jarosława Kaczyńskiego, zaczyna dzień od aferki, następna jest w okolicach drugiego śniadania, trzecie gdzieś dwie godziny po obiedzie, a do północy jeszcze kilka mniejszych. To powoli staje się nuż nudne.
Trudno to wszystko komentować na bieżąco, bo właściwie każdy kolejny dzień można skwitować jednym zdaniem: Gdzie my kurwa żyjemy??? Stany Zjednoczone, Unia Europejska i większość naszych sąsiadów, do niedawna przyjaciół Polski, raczej PISowi odpuszczą, według zasady: Po co gówno dotykać, potem łapy śmierdzą. Będą nam więc dawać kolejne terminy na poprawę, pomijając jednocześnie Polskę przy najważniejszych stołach negocjacji.
Ucichły już echa rekonstrukcji rządu, ale powoli zaczynają nowi ministrowie wypływać na powierzchnię. W czwartkowym programie Kropla nad I, minister Rostowski bardzo się cieszył z dymisji Macierewicza sugerując, że jest to jedyna dobra zmiana. Ja osobiście wątpię. Widzę tylko zmianę nieobliczalnego wariata, na niekompetentnego idiotę. To psychiatryk i to psychiatryk, tylko co najwyżej na innym oddziale.
Nowy minister MSZ usiłuje zamydlić oczy Europie zmianą polityki, a w tym samym czasie Jarosław Kaczyński zaprzecza, by się ta polityka miała zmienić. W Faktach po Faktach nowy minister środowiska próbuje nakreślić wspaniałe plany ochrony przyrody i walki ze smogiem. Jednocześnie, przez całe 25 minut wywiadu, ani razu nie spojrzał w kamerę, ani na odpytującą go dziennikarkę. Nieruchoma twarz bez wyrazy i oczy utkwione w jakimś jednym, nieznanym punkcie. Był taki moment, że byłam pewna, iż nowy minister jest po prostu niewidomy, ale chyba opinia publiczna wiedziała by o takim fakcie. Nasuwa się więc pytanie, czy wreszcie znalazł się w PISie człowiek, który ma jakieś resztki wstydu i nie umie dyrdymałów opowiadać patrząc nam prosto w oczy?
Nowy gabinet potwierdza moje wieloletnie podejrzenia, o swego rodzaju specyficznym kastingu na członków PISu. Ma się wrażenie, że każdego ranka Jarosław K staje przed zwierciadłem, jak ta zła królowa z bajki o Śnieżce i pyta: Lustereczko powiedz przecie, kto jest najpiękniejszy w PISowskim świecie? Jaka jest odpowiedź, łatwo się domyślić, a że prezes do specjalnie urodziwych nie należy, to ci wszyscy specjalnie wybierani muszą być jeszcze mniej urodziwi. W polityce urok osobisty nie jest najważniejszy, chociaż zapewne pomaga. Niestety, brak urody najlepiej zastąpić kompetencją, uczciwością i mądrością, a o to w szeregach partii rządzącej jeszcze trudniej. Taki na przykład minister Jaki, którego od kilku dni nie widzę w mediach. Podejrzewam, że leczy się z traumy po ostatnim finale WOŚP.
Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy zebrała w niedziele co najmniej 81 milionów złotych. A to sobie urządzimy bogaty przystanek Woodstock w tym roku panie ministrze Jaki!!!
Nie wiem, jak to jest możliwe, że w środku Europy, urzędnik państwowy w randze ministra, może bezkarnie, w telewizji o wysokiej oglądalności pierdolić tak obrzydliwe kłamstwa? Za coś takiego zaszyła bym mu chirurgicznie gębę i skazała na dożywotnie karminie przez kroplówkę. Nie, nie jestem sadystką, ani zwolenniczką zwiększania kar za poszczególne przestępstwa. Statystyki wykazują, że wysokość kary nie wpływa na zmniejszenie się przestępczości. Ale kiedy widzę takie niereformowalne jednostki, to mi różne pomysły przychodzą do głowy. Wiadomo, że morderca nie powinien mieć dostępu do broni, złodziej kluczy do banku. Gwałcicielom i pedofilom wyłączyła bym chirurgicznie ten ośrodek w mózgu, który budzi chore rządzę, a jeśli taki minister Jaki, za każdym otwarciem ust, wydala nimi coś znacznie bardziej obrzydliwego, niż większość ludzi wydala z innej strony, to powinien się znaleźć sposób, by go pozbawić tego narzędzia, którym ludzi krzywdzi.
I tak można by wydarzenie po wydarzeniu, dzień po dniu komentować naszą chorą rzeczywistość. Np. chodząca katolicka nienawiść została bojowniczką o pomoc dla uchodźców i zrobiła sobie za nasze pieniądze wycieczkę do Jordanii, gdzie owszem, są obozy uchodźców, ale bomby nikomu na głowę nie lecą. Dlaczego szanowna pani Kempa nie odważyła się, jak wielu woluntariuszy, odwiedzić Aleppo? Pojechała głodne dzieci pogłaskać po główce, zrobić sobie kilka fotek dla lansu, okazać swoją fałszywą polityczna litość??? Trzeba by się zapytać, czy się po tej podróży dobrze odkaziła, bo jeszcze nam tu mogła przywieść, jakieś wirusy i pasożyty. Jeśli po takiej wizycie, nadal będzie uważała, że wystarczy tym ludziom pomagać żyć w ich slamsach, bez bieżącej wody, edukacji, a nawet pomocy lekarskiej, że te ochłapy, jakie Polska przekazuje mogą naszą postawę usprawiedliwić, to oznacza tylko, że wrażliwość pani Kempy jest równa zeru, w co zresztą nigdy nie wątpiłam. Jakiekolwiek emocje budzi w niej tylko tatuś z Torunia...ten biedny, nieszczęśliwy i wiecznie grosza spragniony.
Następnym kuriozum okazało się słynne już głosowanie w sprawie ustaw aborcyjnych. Ależ dam już spokój opozycji. Wystarczająco dostali po głowie. Naprawdę śmieszne jest to, że kilkudziesięciu posłów PISu zagłosowało za ustawą liberalizującą prawo. Kryska Pawłowicz twierdzi, że to przez pomyłkę, w co ja osobiście nie wierzę, uważam to za celowa zagrywkę. Co do Kryśki, to jest taka możliwość, że miała przyciski uwalone majonezem i nie widziała, jaki kolor naciska, ale nie wszyscy posłowie, nawet z PISu, traktują ławę sejmową, jak stolik w podrzędnej knajpie.
Prezydent Duda, na międzynarodowym forum raczył posłużyć się cudzym cytatem o sile prawa i prawie siły. Takich argumentów używa prezydent państwa, w którym policja boi się kiboli, napastuje bezbronnych obywateli, a konstytucje traktuje się, jak papier toaletowy. Ale cała prawa scena polityczna jest zachwycona jego wystąpieniem i tym, że w ogóle został zaproszony do tak szacownego grona. No przecież, jak to nasz prestiż podnosi i naszą pozycję...
Ja życzę mojej Ojczyźnie jak najlepszej pozycji w świecie, ale pragnę zauważyć, że ONZ czy NATO, powstały przede wszystkim po to, by rozwiązywać bieżące światowe problemy w jak najbardziej możliwie pokojowy sposób. Traktowanie tych organizacji instrumentalnie, jako sposób na podnoszenie sobie samooceny jest niegodne.
I mogłabym tak jeszcze do rana wymieniać te głupoty, jakie się wokół nas dzieją. Mogłabym także ubolewać nad tym, jak bardzo obywatele Polski, którzy w znakomitej większości zdają sobie sprawę ze zbliżającego się armagedonu, nie mają wiary w swoją siłę sprawczą, by to zmienić. Mogłabym ubolewać, nad opozycją, która zachowuje się, jak topielec, który zamiast się uspokoić i próbować utrzymać się na powierzchni, w geście paniki pociąga na dno wszystkich wkoło siebie. A widząc sondaże i prawidłowość, że im bardziej sobie PIS z narodem pogrywa, tym większe ma poparcie, wcale się nie dziwię, że opozycja rozpaczliwie próbuje znaleźć metodę, by to odwrócić i brnie coraz głębiej w niebyt.

Ale nie zamierzam dołączać do chóru i narzekać na to, że wszystko się dookoła wali. Jeśli rozumiecie Państwo demokrację, powinniście wiedzieć, że koniec końcem wszystko zależy właśnie od nas i że to my mamy siłę sprawczą. Możemy czekać do wyborów, które, jak już wiadomo będą zmanipulowane, możemy protestować jeszcze głośniej, częściej i bardziej licznie. Ale musimy się także przygotować na to, że w ostateczności, będziemy musieli wzniecić rewolucję. Demokracja, dopóki jest, daje nam wiele narzędzi i piłeczka nadal jest po naszej stronie. Opór, taki, jaki jest dziś w środowisku służby zdrowia, w sądownictwie, w armii, może bardzo utrudniać życie nawet najbardziej przebiegłej władzy. Każdy z nas musi znaleźć pole, zakres swego działania, który mu umożliwi taki sprzeciw. Musimy się nauczyć mówić NIE i być konsekwentnymi. 

  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Kryzysowa wersja wydarzeń. ( Tekst z dnia 20 sierpnia 2019 roku)

Jesteście w szoku po artykule Onetu na temat farmy trolli?, bo ja nie... Jeśli ktoś tak długo, jak ja działa w tematach politycz...