wtorek, 13 lutego 2018

Zbyt długi list o Polsce. ( tekst z dnia 13 lutego 2018 roku. )

To nie jest nowy list. Od dawna rozsyłam go wśród Polaków droga mailową. Niestety, większość osób, która w duszy przyznaje mi racje, nie wykazała żadnych chęci, by te plany wcielić w życie. Nikt też nie wysunął kontr pomysłów, które mogłyby na dłuższą metę sytuacje w Polsce naprawić...

Drogi Panie, Droga Pani !
Od razu zaznaczam, że nie jest to mój osobisty list i nie tylko do Pani/Pana. Jak pewnie wiele osób wie i kojarzy, od początku ostatniej kampanii prezydenckiej, prowadzę bloga politycznego wspierając działania wszelkich organizacji walczących o demokrację, oraz wspieram opozycję. Przy tym nie preferuję absolutnie żadnej konkretnej partii, czy nie staję po stronie jednej organizacji przeciw drugiej. Dla mnie liczy się istota działania, a nie jakaś przynależność. Zdecydowałam się napisać ten list, tym razem rozsyłając go drogą mailową, a nie przy pomocy wpisu na blogu, bo wydaje mi się, że minęliśmy pewną cienką granicę, za którą żadna zwykła, oficjalna walka z władzą rujnującą Polskę, nie ma już większego znaczenia. Proszę mnie źle nie zrozumieć. Sprzeciw zawsze ma sens. Nie można dać odczuć Kaczyńskiemu, że cały Naród sobie urobił. Ale widząc skalę naszego zaangażowania, choćby 31 sierpnia w Gdańsku, kompletnie straciłam złudzenia, że ulica jest w stanie skutecznie się złu przeciwstawić. Wzięłam też sobie do serca słowa Lecha Wałęsy, że nie mamy żadnej konkretnej propozycji na czas po PiSie.
Ja nie jestem ani ekonomistą, ani politykiem i nie uzurpuję sobie prawa do planowania programów wyborczych. Patrząc jednak z dość daleka, na sytuację w Polsce i obserwując w dość szerokim spektrum internet, mogę pokusić się o pewne diagnozy.
Patrząc z daleka, widzę być może to, czego będąc w oku cyklonu po prostu nie widać. Widzę, bo próbowałam nawiązać wcześniej kontakty z wieloma, tak zwanymi autorytetami, niestety z marnym skutkiem.
Pan Frasyniuk nawołuje, by zebrać jakąś tam liczbę osób zdesperowanych i gotowych do nieustającego protestu. Do niedawna też tak myślałam. Wydaje mi się jednak, że to już się trochę w Polsce zdewaluowało. Błędy były popełniane na samym początku. Pierwsze protesty zakładały upominanie władzy i grzeczne prośby o zmianę kursu politycznego. Od początku było to zmarnowanie energii i całkowity bezsens. Jeśli ktoś obserwował obie kampanie wyborcze wiedział, że PiS został wybrany dzięki kłamstwom, pomówieniom, fałszywym kwitom, wulgarnemu ośmieszaniu przeciwnika. Tak, przy urnach była demokracja, ale suweren nie miał pojęcia, kogo wybiera. Prawdziwe plany PiSu nie padały wśród obietnic wyborczych. Dla mnie to takie demokratyczne oszustwo, kupowanie kota w worku. Trzeba było od razu protestować na ostro, bez przebierania w słowach i nie planować słonecznych majówek trwających 2 godziny, po których wszyscy z uśmiechem na twarzy rozchodzą się do domów. Nigdy nie było skonkretyzowanego celu takiego protestu, celu, który mógłby dawać choćby namiastkę zwycięstwa. Trzeba było protestować do skutku, albo przynajmniej na tyle, by wywrzeć na władzy jakiekolwiek wrażenie, poza wybuchem śmiechu. I tak to trwa przez 2 lata. Problemy są moim zdaniem 3.
Po pierwsze politycy opozycji, którzy niezależnie od partii zachowują się bardzo asekuracyjnie. Taka jest rola polityka i taka jego cecha charakteru, czyli krótkowzroczność. Nigdy nie patrzą dalej, jak do następnych wyborów. Dziś protestują przeciwko takiej czy innej reformie, ale tak naprawdę po prostu protestują przeciwko nieposiadaniu władzy. Np. Bardzo się burzą na reformę szkolnictwa i dostrzegają wszystkie jej mankamenty, ale kiedy odzyskają władzę, to los polskich dzieci przestaje ich interesować. Oczywiście odwrócą tę głupią reformę w jej formie ( czyli wrócą do gimnazjów), ale znowu pominą program nauczania, który wypuszcza ze szkoły potencjalnych wyborców kolejnej dobrej zmiany. Dla polityków jest bezpieczniej, gdy Naród jest lekko niedouczony. Łatwiej kupować go obietnicami wyborczymi i populizmem, niż stawiać na ich rozsądek i świadomość społeczną.
Wielokrotnie, jeszcze zanim PiS przejął władzę apelowałam do różnych polityków, informując, że w szkołach nauczyciele na własną rękę wprowadzają tak zwaną klauzule sumienia, zmieniając program nauczania biologii, historii, czy literatury, a drażliwe tematy pomijają. Wspominałam też o upolitycznianiu lekcji religii. Niestety, odpowiedź zawsze byłą podobna: Mam podobne zdanie, jak Pani, ale nic na to nie mogę poradzić.
I tu jest kolejny problem z politykami. Nie, żeby byli specjalnie wierzący, ale nikt, nawet lewica nie ma odwagi odsunąć kościoła od władzy. Nie rozumiem, skąd bierze się ten dziwny pomysł, że ten, kto wreszcie obieca nam świeckie państwo, musi przegrać wybory? Są na świecie państwa, w których kościół się do polityki nie miesza, a demokracja ma się świetnie. Dopóki całkowicie nie odsuniemy kościoła od rządzenia, nie będziemy zdrowym społeczeństwem. O wyborach nie będziemy decydowali my ze względu na polityczne i gospodarcze programy, lecz zwykły proboszcz w kościele według widzi mi się biskupów.
Ale politycy, to jest dopiero jeden z problemów. Drugim są działacze organizacji niepolitycznych, którzy usiłują organizować protesty. Znam to środowisko bardzo dobrze, oczywiście ze współpracy w internecie zarówno w Polsce, co na całym świecie. Gwarantuje Państwu, że z całego tego grona wybrałabym może 200 osób, które naprawdę troszczą się bezinteresownie o przyszłość Polski. Cała reszta, to są różnego rodzaju karierowicze, ludzie, którzy na nieszczęściu Polski chcą wypłynąć. I nie mówię tu o tych zwykłych ludziach, którzy wychodzą na ulice protestować, lecz o głośnych działaczach. Od początku, w grupach tych działaczy trwa prawdziwa wojna plemienna o wpływy. Jest tak zagorzała, że niektórzy z działaczy nawet do końca nie wiedzą, co aktualnie się w Polsce dzieje. Tak jest już od dwóch lat. Dlatego większość protestów wypada tak miernie, bo brak jest zgody i jednomyślności.
A trzecim problemem jest jako takie społeczeństwo, całkowicie nieprzystosowane do funkcjonowania w wolnym i demokratycznym państwie. To jest dopiero porażka.
Reasumując: PiS wygra wszystko. Doprowadzi do końca wszystkie reformy, choćby były najgłupsze, bo w społeczeństwie nie ma ani siły ani woli, by się temu przeciwstawić.
Mówiąc kolokwialnie: Radziłabym się przygotować na długą, nie do końca legalną ( według prawa pisowskiego), partyzantkę.
Wygląda na to, że już niedługo zostaniemy odcięci od uczciwych mediów z internetem włącznie. A ludzi mądrych będzie ubywać. Rozmawiałam kiedyś z jednym z zaangażowanych w polskie sprawy działaczem. Zrobił eksperyment. Całkowicie się odciął od wolnych mediów, słuchał tylko reżimowej telewizji, czytał prawicowe gazety i portale. Wytrzymał 2 tygodnie. Przerwał eksperyment, bo po tych dwóch tygodniach przestał mieć kontrole nad tym, co myśli, po prostu już nie wiedział, co jest prawdą...
I to nas czeka, jeśli się do tych wszystkich sytuacji nie przygotujemy, póki nas jeszcze garstka normalnie myślących ludzi, Polaków w kraju i za granica została.
Nie chcę tu w żaden sposób narzucać WAM, mądrym ludziom. metod działania. Ja jestem tylko zwykłą blogerką polityczną, która z racji przebywania za granicą widzi może więcej, a poza tum ma jakieś porównanie z demokracjami w innych krajach. Ale myślę, że nie mamy już za dużo czasu, by przedsięwziąć właściwe kroki, by przetrwać PiS i mieć realne możliwości, by go zwalczyć.
Po pierwsze, uważam, że powinniśmy tworzyć apolityczne kluby zarówno w Polsce, jak za granicą. Nie wielotysięczne organizacje, łatwe do zlokalizowania przez władzę. Myślę raczej o małych nieformalnych związkach skupiających osoby o różnych profesjach. Lekarze, prawnicy, filozofowie, ekonomiści, dziennikarze, artyści, a nawet detektywi, psychologowie i socjologowie, czyli szerokie spektrum różnych ludzi o wolnych umysłach. Po co nam takie kluby? Myślę, że musimy zacząć z tą władzą walczyć zadaniowo. Czyli: Jeśli władza puści jakąś bzdurę w swoich mediach, natychmiast trzeba tę bzdurę obalić i dowody na jej nieprawdziwość muszą iść w drugim obiegu. Jeśli władza wysunie fałszywe oskarżenia przeciwko komuś, musimy pozbierać materiały, prawdziwe oczywiście, które będą obalały te oskarżenia. Jeśli pojawia się fałszywe informacje na temat jakiejś choroby, natychmiast grono utytułowanych lekarzy musi temu zaprzeczać. Jeśli nie będziemy mieli prawdziwych mediów do dyspozycji, a może tak się stać, to trzeba wrócić do starych sprawdzonych metod, ulotek i rozpowszechniania informacji na płytach SD lub innych nośnikach.
Oczywiście, to, co ja tutaj mówię, to jest tylko mały wycinek zadań, jakie nas czekają. Nie obejdzie się bez utworzenia wolnych mediów polskich za granicą. Może ktoś powiedzieć, że przesadzam, ale centrale, zarządy, dokumentację struktur tych naszych działaczy, też trzeba byłoby rozrzucić po Europie. Podejrzewam bowiem, że władza będzie je zwalczać w nieuczciwy sposób, robiąc z WAS ( nas) złodziei zdrajców, pedofilów, i psychicznie chorych, co przy systemie prawnym opanowanym przez Ziobrę, nie będzie żadnym problemem.
Pytanie jest tylko jeno: Czy w Polsce są ludzie gotowi coś dla swego kraju zaryzykować? Bo to może być prawdziwe ryzyko. Ale myślę, że wtedy, wsparcie innych i solidarność byłyby najważniejsze. Nie chcemy, by wybitne jednostki, kochające wolność, gniły w PiSowskich więzieniach.
Ale dla mnie, najważniejszą sprawą jest edukacja. W tym celu proponowałabym powołać organizacje młodzieżowe na wzór harcerstwa, które posługiwały by się kodeksem moralnym, lecz zupełnie odmiennym od tego, jakie dziś się proponuje młodzieży. Uważam, że nie powinny to być organizacje dla każdego, lecz elitarne, gdzie za poleceniem nauczycieli i po wywiadzie środowiskowym zapraszano by dzieci i młodzież, która ( powiem brzydko) nadawałaby się do obróbki. W takich miejscach dzieciaki miałyby możliwość uzupełniania wartościowych lektur, oglądania filmów kształtujących pozytywne cechy, uczestnictwa w zajęciach, na które w normalnej szkole nie miałyby szansy. Podczas pracy z tą młodzieżą, wyodrębniali byśmy tych, którzy się wybijają i fundowali takim dzieciom warsztaty za granicą. I tu rola takich osób, jak ja w różnych częściach świata. Te warsztaty za granicą, były by miejscami, gdzie mogłyby w sposób alternatywny zdobywać wiedzę.
Co mam na myśli? Chciałabym, by uczyć młodzież filozofii, a także podstaw ekonomii. Takiej ekonomii potrzebnej każdemu. Bo jak zaobserwowałam, Polacy nadal nie wiedzą, że „ z pustego, to nawet Salomon nie naleje” i że manna z nieba nie spada, ani przepiórki. To widać w momencie obietnic wyborczych i tego, w co ludzie wierzą. Chciałabym także pokazywać dzieciom wartościowe filmy, takie, które zmuszają do myślenia, uczą tolerancji. Chciałabym uczyć prawdy historycznej, szczególnie z ostatnich okresów. Można do tego wykorzystać spotkania ze świadkami tamtych wydarzeń. Trzeba to robić, póki jeszcze żyją: Prezydent Wałęsa, Prezydent Komorowski, bohaterowie Solidarności, czy nawet, Prezydenta Kwaśniewskiego, by opowiedział o wejściu do UE i NATO.
Ale oczywiście oprócz tych nadmuchanych tematów, są bardzo banalne: Np. o seksualności, antykoncepcji, o tym, że homoseksualizm nie jest chorobą a, od dotykania się w miejscach intymnych się nie ślepnie. Myślę, że doskonale Państwo wiecie, o czym mówię. Młodzież, dzieci, miałyby doskonałą okazje do wypoczynku i do zdobycia wiedzy, która w Polsce może być zabroniona. Wywożenie tej młodzieży z Polski, ma o tyle sens, że wiele rzeczy mogą zobaczyć na własne oczy. Można oczywiście nauczać przez internet, ale tu na miejscu mogliby nie tylko przebywać w gronie znanych autorytetów, ale także wśród Muzułmanów, dzieci z Ameryki Południowej, Chińczyków, a także Rosjan, czy Ukraińców. Mogliby zobaczyć w nich normalnych ludzi, jeść przy jednym stole, wymieniać się pamiątkami. Oczywiście, podczas miesięcznych wakacji, nie sposób przekazać dzieciakowi dużej dawki wiedzy, ale chodzi raczej by zasiać ziarno ciekawości, by zburzyć ten manipulacyjny obraz przekazywany przez władzę i kościół. Wiem, że raz zaszczepiona potrzeba poznawania świata, jest jak wirus, który nas nie opuszcza całe życie. Wiem to z własnego doświadczenia, bo sama jestem ofiarą tego wirusa. I staram się zarażać nim kogo się da. Oczywiście po takich wakacjach dzieciaki musiałyby kontynuować naukę przez internet i w naszych podziemnych placówkach, lub do nas wracać.
Wiem, tego wszystkiego nie da się się zrobić bez kasy, bez sponsorów, lub pobierania opłat za tego typu usługi. Ale myślę, że najtrudniejsze byłoby zdobycie takiej marki, by zachęcić młodych do korzystania z naszych usług. Musielibyśmy być na tyle elitarni, by stać się alternatywą dla np. ruchów faszystowskich. Musimy stworzyć taką ofertę, by młodzież odczuwała nasze kursy, przynależność do tych elitarnych organizacji, jak nobilitację i spełnienie marzeń. Pomysłów mam bardzo wiele. Np. spotkania dla najmłodszych mogłyby polegać na czytaniu im książek na głos. Też wiem to z własnego doświadczenia, że to bardzo rozwija. Jestem bowiem z biednego domu, w którym długo nie było telewizora. Rodzice głośno czytali nam książki. Większość lektur znałam, zanim nauczyłam się czytać. Drodzy Państwo, to są moje marzenia i ten rodzaj działalności, w którą mogłabym zaangażować się całym sercem. Nie mam też specjalnych wymagań, by robić na tej działalności jakiś intratny biznes, ale zdaje sobie sprawę, że nie mogłabym się poświęcić innej pracy, gdyby te pomysły były możliwe do spełnienia. Uważam bowiem, i jest to zgodne z moja naturą, że nie można robić czegoś na pół gwizdka, trzeba się całkowicie zaangażować i poświęcić, jeśli mają być jakieś wyniki.
To są moje marzenia, może to wiele, jak na jedno życie. Ale bardzo mi na tym zależy, by nie tylko osiągnąć cele doraźne, jak np. odsuniecie PISu od władzy. Chciałabym wreszcie zrobić z Polaków wyjątkowych ludzi, bo wiem, że mamy do tego predyspozycje. Wiem, że efekty nie przyjdą jutro, a robota jest ogromna i ciężka.
Tak sobie wyobrażam walkę o Polskę i Polaków w najbliższym czasie. Wiem, że dla wielu polityków nie jest to ważne, ale musimy wreszcie popracować nad społeczeństwem, bo w przeciwnym razie zawsze znajdzie się jakiś PiS, który przy pomocy kościoła zmanipuluje ludzi i ta historia będzie się powtarzać do końca świata.
Panowie i Panie, do których ten list adresuje: To jest kilka małych, może głupich pomysłów. Ale mam nadzieję, że przynajmniej przemyślicie moje słowa i być może będą one dla WAS choćby inspiracją. Bo najgorsze, co nas może spotkać, to bezsilność i brak możliwości działania.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Kryzysowa wersja wydarzeń. ( Tekst z dnia 20 sierpnia 2019 roku)

Jesteście w szoku po artykule Onetu na temat farmy trolli?, bo ja nie... Jeśli ktoś tak długo, jak ja działa w tematach politycz...