sobota, 10 marca 2018

Góra wolności ( Tekst z dnia 10 marca 2018 roku)


Nie macie pojęcie, jak mi czasami się już nie chce. Jak bardzo mnie wpędza w depresję ta bezsensowna walka, która przypomina nalewanie wody do dziurawego wiadra. Nalewamy, nalewamy, a wiadro ciągle jest poste, a kielich goryczy nigdy się nie przepełni.  Wszyscy jesteśmy Syzyfami. Próbujemy swój zbyt ciężki kamień wciągnąć na górę, ale on i tak zawsze nam się wymyka z rąk i spada. I tak każdego dnia od nowa i od nowa.
Nie wiem, jak Wy, ale ja mam wrażenie, że nawet gdyby PIS wyjechał wielkimi buldożerami i zaorał Polskę, to i tak niedobitki wiwatowały by na jego widok.
Dajcie mi cokolwiek, jeden znak, jeden powód, bym uznała, że ta nasza walka ma jakiś sens. Bo póki co, to wszystko jest jedną wielką porażką. Po pierwsze porażką jest nasz brak realnego oporu przeciwko obłudnej władzy, po drugie, działania tej władzy, których skutki mogą być nieodwracalne. Każdego dnia mieszają się we mnie wszystkie możliwe uczucia: strach, złość, śmiech zakończony łzami, bezsilność, nadzieja i litość.
A pamiętacie, jak było do tej pory??? Tak, czekaliśmy, kiedy nudna i przewidywalna polska polityka przyniesie jakąś małą aferkę, jakieś drobne nieporozumienie międzynarodowe, by było w ogóle sens włączać telewizor i oglądać wiadomości. Nie było wtedy strachu, bo było jasne, że prędzej, czy później uda się wszystkie konflikty załagodzić, a aferzystów odsunąć od władzy. Przyznaję się bez bicia: Kiedy Platforma Obywatelska wygrała wybory w 2007 roku, moją pierwszą myślą było, że teraz to będzie naprawdę nudno. Po dwóch latach rządów PIS, które były wręcz komiczne, zobaczyliśmy nagle oazę spokoju, ciepłą wodę w kranie i takie tam pierdoły.
Nikt z nas nie przypuszczał, że Jarosław Kaczyński, wzmocniony przez tragiczną śmierć brata, uczyni z naszego kraju zarzewie wojny. Dziś jestem pewna, że jeśli wybuchnie kolejny światowy konflikt, to rozpocznie on się właśnie tu, w sercu Europy.
Politycy PISu bardzo dużo mówią o tym, że nie tylko w Polsce źle się dzieje, a neofaszystowskie ugrupowania znowu dochodzą do głosy. Ale w innych krajach, nikt ruchów narodowych oficjalnie nie popiera, nikt o faszystach nie mówi, że są tymi najprawdziwszymi obywatelami.
Widząc zachowanie polskiego społeczeństwa, mam wrażenie, że żyje ono w jakiejś ułudzie i mu się wydaje, że cała historia świata, wszystkie wojny i tragedie, to tylko gra komputerowa, że zawsze można przycisnąć klawisz: KONIEC GRY. A to jest prawdziwe życie i to co robi w tej chwili PIS tak bardzo Polskę osłabia, że wojna staje się widmem realnym i prawdopodobnym. Dziś, nie walczymy już tylko o nasz wewnętrzny ustrój, o polską demokrację. Walczymy także o to, by po zwycięstwie polskiego nacjonalizmu, inni nie wzięli z nas przykładu i by świat nie stał się na nowo zbiorowiskiem walczących ze sobą o wpływy nacjonalistycznych plemion rządnych panowania nad światem.
W tym kontekście, w oparach tej katastroficznej wizji, z bólem serca wysłuchuje się populistycznych wystąpień prezydenta i premiera. Jeden przeprasza za niePolaków, bo komunistów, a drugi usiłuje całemu światy wmówić, jak to my Polacy właśnie ratowaliśmy swoją planetę przed różnego rodzaju złem. A słysząc słowa premiera, że Żydzie to nasi bracia, to po prostu wszystko się we mnie gotuje, bo jeszcze tydzień temu, tych naszych braci nazywał sprawcami. Jeden przeprasza za marzec 68, drugi odczuwa dumę z tych samych wydarzeń. Jak zły i dobry policjant, dla każdego, coś dobrego.
Oglądam różne programy informacyjne, czytam informacje internetowe z różnych portali. I czym więcej treści do mnie dociera, tym bardziej mam pewność, że żyjemy w totalnym kłamstwie. Wypowiedzi prezydenta, premiera, ministrów, rzeczników i sekretarzy...one w ogóle nie są skierowane do normalnego odbiorcy. A skoro słupki poparcia dla PISu ciągle rosną, to znaczy, że Polska jest krajem ludzi nienormalnych lub ślepych, że oni są w przewadze. Przypomnijmy sobie, jakie było larum, z powodu głupich ośmiorniczek, jak bardzo wytykano poprzednikom wydatki ponad miarę i drogie państwo. Dziś, obecna ekipa bierze z budżetu pełnymi garściami na co chce i ile chce i jeszcze niektórym nie starcza do pierwszego... Czy to oburza społeczeństwo? Czy ktoś ich nazywa złodziejami? Ależ skąd!, bo przecież teraz rządzą prawdziwe pany, więc i wydatki muszą być pańskie i muszą żyć na bogato. Macierewicz od kilku lak kasuje ogromne fundusze na komisje smoleńska, która się chyba nawet nie spotyka zbyt często i po tylu latach nie jest w stanie sklecić choćby jakiegokolwiek realnego raportu na ten temat. Ale czy kogoś to zniesmaczyło? Czy komuś z ludu PISowskiego zapaliła się choćby czerwona lampka, że może czas już najwyższy przestać się dawać walić w rogi i czas te prawdę smoleńska usłyszeć, niezależnie, jak ona jest?
Analizuję swoją działalność przez ostatnie 3 lata. I nie mam zbyt wielu powodów do dumy. Nie jestem zawiedziona PISem, po którym zawsze spodziewałam się wszystkiego najgorszego. Jestem zawiedziona społeczeństwem. Okazuje się, że ja po prostu Polaków nie znam, że byłam w totalnym błędzie wierząc, że na to wszystko nie pozwolą. Mówicie, że nie można generalizować. Ale działając w internecie widzę te niedobitki normalnych ludzi, znam ich awatary a czasem nazwiska. Nie ma żadnego pospolitego, antyPISowakiego ruszenia. Są pojedyncze jednostki, małe grupy, które nie mają siły się przebić i są całkowicie bezbronne wobec popieranej przez kościół władzy. Ja też się czuję bezbronna i bezsilna, bo nie widzę ducha w narodzie, widzę tylko agonię, powolne umieranie demokracji.
Dla mnie to niewiarygodne, że tak bardzo można wszystko zmarnować, że można z prymusa stać się niedołęgą, którego trzeba ciągnąć za uszy, by nie zostawał w tyle. Wiem, że Europa, że świat, nie będzie dla nas wiecznie pobłażliwy. Wszystkich wkoło żeśmy już obrazili, chociaż Unia ciągle nam usiłuje podać rękę i nas z bagna wyciągnąć. Nawet ta ciota, zamieszkująca chwilowo Biały Dom, nie chce już widzieć naszych skompromitowanych przywódców. Teraz już tylko trzeba oczekiwać, kiedy Chiny i Korea Północna zatrzasną nam drzwi przed nosem.
A PIS ciągle się uważamy za potęgę, za przedstawicieli wielkiego kraju, który ratuje świat. Tylko nie za bardzo wiemy przed czym ten świat mili byśmy ratować. Przepraszam bardzo, że tak przy sobocie, kiedy każdy chciałby raczej z piwkiem w reku oglądać telewizorek albo uderzyć w popołudniowa drzemkę. W ciągu tego tygodnia, wybrano WAM, Drodzy Polacy, słupy do KRSu, osądzono komunistycznych generałów, zabroniono swobodnie dysponować swoim czasem w niedzielę, ograniczono sprzedaż alkoholu, traktując WAS, jak małe, głupie dzieci, znaleziono sposób, by wyciągnąć z WAS więcej pieniędzy za paliwo. A Wy nadal żyjecie, jak we śnie i się WAM wydaje, że wszystko jest jak było. A to jest tylko jeden tydzień. Takich tygodni WAS czeka jeszcze wiele, a w każdym, w ten lub inny sposób władza WAM zabiera milimetr wolności. To jest jak gotowanie żaby, której się nie wrzuca od razu do wrzątku, lecz podgrzewa powoli. Nawet nie zauważycie, kiedy staniecie się niewolnikami i będziecie niestety, sami sobie winni.
Tylko kobiety raz na jakiś czas potrafią się zmobilizować, lecz skala ich protestów niestety ciągle słabnie. Nawet telewizja ich już nie pokazuje. Trudno się więc spodziewać, że znowu się kobiet przestraszy prezes Kaczyński. Te protesty są jak wiosenny życiodajny deszczyk, który też jest mokry i ważny. Ale my dzisiaj potrzebujemy prawdziwej tropikalnej burzy i huraganu, który zmiecie PIS z powierzchni Ziemi.
Wiem, nie jest łatwo być Syzyfem. Wstawać rano i z uporem maniaka wykonywać ponad ludzką pracę, która nie przynosi efektów. Wiem, że tak, jak mnie, często dopada WAS zwątpienie. Ale nie możemy się poddawać, bo wygląda na to, że jesteśmy strażnikami światła, czekających na narodziny kogoś, kto znajdzie w sobie charyzmę, kto swój kamień doniesie na Górę Wolności.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Nie napisałabym już ani słowa... ( Tekst z dnia 16 lipca 2019 roku)

Jestem na posterunku. Gorąco strasznie, ale nie martwcie się o mnie, ciągle żyję. Lato to dla mnie trudny czas. Mam taki zapierdo...