wtorek, 17 kwietnia 2018

Chodź opowiem Ci bajeczkę... ( Tekst z dnia 17 kwietnia 2018 roku.)


Za wczorajszy tekst facebook mnie zablokował! Mam bana tak często, że właściwie głupio się czuje, kiedy nie mam. Wiem chyba, kto tym razem mnie pod...naskarzył. To taka jedna pani na grupie Platformy Obywatelskiej???, uczestniczka białych protestów, nazwisko i adres znane redakcji. Napisała mi, że chyba źle się czyję i że mnie najwyraźniej prąd popieścił i za chwile już nie mogłam komentować. Właściwie powinnam trochę się wstrzymać z pisaniem, bo zaraz mi zablokują drugie konto. Ale jeszcze do końca nie omówiłam wszystkiego, co się wydarzyło w zeszłym tygodniu, a tu już wtorek i nieustające błazeństwa władzy powalają nas na ziemie przy każdym włączeniu telewizora. Właście mogłabym pisać po trzy posty dziennie...
Wczoraj, w nawiązaniu do sobotniego zlotu czarownic z PISu, napisałam wiele w jednym tylko właściwie temacie. Jako kobietę najbardziej bulwersują mnie bowiem nieustanne próby centralnego zarządzania kobiecą rozrodczością. Z innymi komentarzami się wstrzymałam, ponieważ mój post musiał by mieć rozmiar małej książki, a poza tym, np. ministra Gowina należy docenić w sposób szczególny i poświecić mu znacznie więcej czasu, niż wszystkim innym.
Ale najpierw wrócę jeszcze na chwile do wystąpienia Beaty Szydło. No, muszę przyznać, że w dziedzinie populizmu to jest naprawdę niesamowicie wykwalifikowany oszust. Świetnie potrafi ludzkimi umysłami zakręcić tak, by nawet największy sceptyk, co do kierunku polityki PISu, poczuł nagle przypływ dobrych intencji w działaniu władzy. Potrafi odseparować problemy społeczne, szczególnie te finansowe, w drugiej fazie zasymulować rozwiązanie tych problemów, a w końcowym efekcie i tak wszystko się kończy na daniu ludziom pieniędzy prosto do reki, co jest najbardziej chwytliwe.
Np. sprawa wyprawek szkolnych...Wiemy, że na początku roku szkolnego rodzice ponoszą olbrzymie koszty na podręczniki i przybory szkolne, jest więc to temat ważny. I tu przychodzi z pomocą Beata Szydło, obiecując po 300 złotych na te wydatki. Mogłaby, gdyby naprawdę chodziło o dobro uczniów...sfinansować dzieciom obiady w szkole, dojazdy do szkół, lub po prostu zwracać pieniądze za poniesione wydatki, jeśli rodzic okaże się fakturą i udowodni, że wydał pieniądze na wyprawkę. Ale przecież lepiej jest dać rodzicowi pieniążki do rączki. To, PISowskie muły docenia najbardziej. Wielu rodziców na tym skorzysta, chociaż jeśli chodzi o koszty, 300 złotych to niewielka kwota. Do tego jeszcze ta komunistyczna podpucha, że damy wszystkim równo. Każdy rodzic wie, że koszty szkolne rosną wraz ze wzrostem dzieci i inne są w pierwszej klasie, a inne w liceum. A cały zabieg populistyczny polega na tym, że znowu najlepiej na tym wyjdzie margines społeczny. Bo jeden czy drugi menel pomyśli sobie, że owszem, skoro dają 3 stówki, to jedna niech idzie na dziecko, a nam chociaż raz do roku na fajki wystarczy. Wszyscy się już nauczyli, że programy socjalne najbardziej potrzebne są dla dzieci z patologicznych rodzin i że w żadnym wypadku nie można wspomagać ich dając gotówkę do ręki rodziców! Można bardzo dużo zrobić dla biednych bez populistycznego rozdawnictwa pieniędzy.
Ale na kolana po raz pierwszy powalił mnie inny pomysł pani premier. Chodzi o te specyficzne bony na zajęcia sportowe i kulturalne. Gdyby w Polsce była normalna władza, do której mam jakiekolwiek zaufanie, biłabym brawo wszystkimi kończynami. W końcu to pomysł żywcem zapożyczony z epoki komunizmu, czyli z mojego dzieciństwa. I tu muszę się komunie naprawdę ukłonić. To dzięki takim inicjatywom, my dzieci z dalekich wiosek i biednych rodzin mogliśmy zupełnie za darmo jeździć do teatru i na koncerty. To dzięki zmuszaniu uczniów do uczestnictwa w imprezach kulturalnych zobaczyłam na żywo, w teatrze: Noc Listopadowa, czy Ferdydurke...Nie, wcale nam nie serwowano komunistycznego gówna. Za darmo obejrzeliśmy w kinie Potop, W pustyni i w puszczy, Zamach i Akcję pod Arsenałem, uczestniczyliśmy w koncertach orkiestr wojskowych, ale także w odczytach poezji Miłosza. Do małych wiejskich salek w remizach strażacki przyjeżdżało przynajmniej raz na miesiąc objazdowe kinie, gdzie oglądaliśmy bajki Disneya. No, na Jamesa Bonda nie mogliśmy liczyć, ale sporo kina światowego mogliśmy zobaczyć, np. Quo vadis. Wielki ukłon za to, bo to dzięki tamtemu systemowi oświaty jestem dziś kinomaniakiem na wieki uzależnionym od chodzenia do kina.
Ale dziś mamy zupełnie inną władzę. Władzę bezwzględną i pazerną, która grosza nie podaruje dla innych, jeśli to się jej nie będzie opłacać i przekładać na poparcie wyborcze. Pytam się więc, pani byłej premier... Co to oznacza, że pani rozda bony na zajęcia sportowe? Jakiego typu to będą zajęcia? Czy może będzie to bieg w sutannach z różańcem w reku, w kierunku granicy, by egzorcyzmami odpędzać emigrantów? A co ma pani na myśli mówiąc o kulturze? Czy w ramach zajęć pozalekcyjnych będą dodatkowe lekcje religii? Czy będą darmowe bilety na koncerty Jana Pietrzaka? A może będą miały dzieci obowiązek raz w miesiącu obejrzeć Smoleńsk lub będą przymusowe seanse najlepszego serialu wszech czasów pt: Korona królów?
Komuna, mimo wszystkich swoich wad, serwowała nam bez poprawek Różewicza, Sienkiewicza lub Szymborską, pomimo że żadne z nich nie był komunistą. Nie wstydziła się przyznać do walk Polaków na zachodnim froncie, w Tobruku, Bitwie o Anglię czy Monte Caccino. Doceniali każdego Polaka walczącego z faszyzmem, nawet jeśli był daleko od bratniej Armii Radzieckiej. Ale wam, katofaszystowskie mendy za grosz już nie wierzę. Chcecie znowu pieniądze z naszych podatków przeznaczyć na swoje niecne sztuczki.
No i miało być kilka zdań o pani premier a reszta o Gowinie... Niestety, chyba jednak to się nie udało.
Minister Gowin...przedstawicie gatunku polityków bezjajowych. Tak on mnie w sobotę powalił na podłogę po raz drugi! Odkąd go znam byłam przekonana, że skończy karierę w PISie lub u boku Jarosława Kaczyńskiego. To jedyna partia, która bezjajowców przygarnia. Mówiąc o tym gatunku, nie mam nawet na myśli braku charyzmy politycznej, lecz raczej takie upośledzenie, którego się nabywa we wczesnym dzieciństwie, szczególnie podczas zbyt intensywnych kontaktów z kościołem. Polega ona na tym, że osobnik jest tak zastraszony i napełniony poczuciem wstydu w sferze seksualnej, że omija go piękny okres dojrzewania, kiedy to szare komórki ustępują gotującym się w głowie hormonom. Osobnik taki, dowolnej płci, nie pozwala sobie na marzenia powiązane z seksem, nie masturbuje się, nie budzi się nocą w mokrej pościeli, bo przecież to wszystko jest grzechem i trzeba bezwzględnie zawsze tłumic tego rodzaju emocje. W dorosły życiu osoba taka, niezależnie od płci, nie jest w stanie zrozumieć biologicznych potrzeb zwierzęcia zwanego człowiekiem, obce są mu emocje związane z przyjemnościami cielesnymi, a zastępuje je frustracja i wstyd. Seks uważa za słabość daną nam przez nieczyste siły. I wbrew pozorom, ta dziecięca trauma determinuje jego myślenie we wszystkich dziedzinach życia. Mogłabym wielu polityków wskazać wśród tych przyklejonych do PISu, u których widzę objawy tej choroby. Ale dajmy im dzisiaj spokój, zajmijmy się głównym bohaterem.
Tak..., minister Gowin mnie naprawdę w sobotę wystraszył. Kiedy weszłam do salonu zobaczyła szanownego ministra z uniesionym w górę ramieniem, a w nim tkwił telefon komórkowy. I od razu mi się zgrzały informacje... minister od nauki, telefon komórkowy. Mieliśmy być potentatem w produkcji samochodów elektrycznych, wybudować największy i najwspanialszy port lotniczy na świecie. O kurwa, czyżbyśmy się przymierzali do konkurowania z iPfonem w tworzeniu nowoczesnych technologii dla smartfonów? Kamień mi spadł z serca, kiedy minister wydusił z siebie, że, tytko o jakiego chipa chodzi, bo już się bałam, że będziemy, jak Koreańczycy ściągali cudze technologie, poprawiali po swojemu i sprzedawali, jako własne.
Mówi się, że gdyby głupota umiała latać...No i PIS latał całą sobotę pod samum sufitem. Ale premier Gowin to chyba ten sufit przebił i latał powyżej Pałacu Kultury.
Ja, kiedy słucham wystąpień tych ludzi, to potrzebuje natychmiast tłumacza, bo nie rozumiem, co autor ma na myśli. Co, na przykład ma na myśli minister Gowin, mówiąc o tym, że z Polski wyemigrowały setki tysięcy naukowców i że on teraz będzie ich zachęcał do powrotu??? Ja się trochę po świecie szwendam i jakoś tych setek tysięcy polskich naukowców nie widzę. Wśród osób dobrze wykształconych, którzy zrobili wielkie kariery za granicą najczęściej widzę starą emigrację. Ludzi, którzy wyjechali w czasach komuny lub wyjechali ich dziadkowie lub rodzice. Oni, bardzo często kończyli kształcenie w krajach, w których mieszkają, lub w ogóle tylko tam to wykształcenie zdobyli. Maja swoją markę wyrobioną w miejscach pracy, często są w związkach z obcokrajowcami... Jakie warunki chce im zaproponować minister Gowin (i myślę tu raczej o warunkach prowadzenia badań naukowych, a nie o płacy), by oni chcieli o 180 stopni zmienić swoje życie i wrócić do Polski?
Dla mnie to jest po prostu chore, to całkowite niezrozumienie współczesnego świata i chorobliwy patriotyzm.
Jeśli Rober Kubica jeździ w zagranicznym zespole i zwycięży wyścig, to nikt mu nie gra hymnu francuskiego, niemieckiego, czy włoskiego. Grają mu Mazurka Dąbrowskiego, bo jest Polakiem. Jeśli Robert Lewandowski strzela bramki dla Bayernu, którego właścicielem jest Niemiec, to i tak jesteśmy z niego dumni, bo rozsławia dobre imię naszej Ojczyzny i zawsze pozostanie Polakiem. Jeśli polska artystka występuje w amerykańskim filmie, albo polski film dostaje Oskara, to tylko trzeba bić brawo i być z tego dumnym, tak , jak i ze wszystkich naszych noblistów. To, że ktoś żyje i tworzy za granica, czy jest to sportowiec, artysta czy naukowiec, to ze względu na swoje pochodzenia, będzie nam przynosił chwałę, a my powinniśmy być dumni, że podbijamy świat! Nie widzę żadnego powodu, by wszyscy nagle musieli wracać do Polski. Oni wszyscy zawsze będą Polakami na chwałę naszej Ojczyzny. Jeśli ktoś tego nie rozumie, to chyba jest po prostu ćwierć/idiotą. No i ostatnia sprawa. Nie wierzę, że taka propozycja padła, ale niestety. Tak zwane głosowanie rodzinne.
Minister Gowin zaproponował, by rodzice mogli głosować w wyborach za swoje pociechy. W Polsce, kraju tak bardzo katolickim, nie powinno to WAS aż tak bardzo dziwić. Wszak wszyscy bardzo się spieszycie, by swoje dzieci jak najszybciej ochrzcić i bez ich zgody i woli zapisać do kartelu zwanego kościołem katolickim. Tak więc, bez mrugnięcia okiem ubezwłasnowolniacie swoje dzieci nie dając im prawa wyboru. Nie wiem, może taki pomysł, niektórym z WAS się podoba. Ale tutaj wchodzą inne wątpliwości. Bo skoro minister Gowin posunął się aż tak daleko, a przecież wiemy, jakie ma poglądy, to może będziemy głosować też za nienarodzonych. Jeśli ktoś doniesie ważne zaświadczenie lekarskie, że jest w ciąży, a najlepiej, by od razu było wiadomo, czy to jest ciąża pojedyncza czy mnoga, to będzie miał dodatkowe głosy za dzieci poczęte. Pytanie tylko, czy jeśli, czego nikomu nie życzę, dziecko jednak umrze przed narodzeniem, to czy będziemy po czasie te głosy wycofywać i odbierać? A może pozostawimy ten głos za tę martwą duszę, jako ważny? Idąc tym tropem, przekraczając barierę życia i śmierci, a czemu nie mili byśmy mieć prawa zagłosować za swoich zmarłych rodziców lub dziadków, no bo zmarli też powinni być równi wobec prawa.
I znowu wyszedł mi za długi post!
Już kończę. Opisuję to wszystko krok po kroku, chociaż wiem że wszystkie debilne pomysły PISu są WAM znane. Chcę wam tylko dodatkowo uświadomić, że są one po prostu niewykonalne, że nie można uchwalić takiego prawa, które było by w stanie niektóre z tych postulatów ogarnąć. Trudno jest mi pogodzić się z faktem, że w XXI wieku, w samym centrum Europy, dorosły, doświadczony polityk ( nie jeden, ale cały batalion) wychodzi do wyborców i robi sobie ze wszystkich zwyczajne jaja. Kiedy sobie to wszystko, co PIS usiłuje nam wmówić przełożymy na język wyobraźni, okazuje się, że to nie może być prawda, a raczej scenariusz do jakiejś czarnej komedii.
Tylko tyle, że podczas komedii, nawet najczarniejszej, bywają takie momenty, że trzeba się pośmiać. A Wy? Czy wy słuchacie tego wszystkiego i się śmiejecie? Rozejrzałam się wokoło siebie i jakoś śmiejących się nie widzę. No chyba, że zwolennicy PISu, którym się wydaje, że znowu suwerena wydymali.
Drodzy wyborcy PISu, miłośnicy popularnych bajek. Podczas poprzednich wyborów mieliśmy bajkę Stoliczku nakryj się, teraz przechodzimy do etapy Sezamie otwórz się. Z tego, co wiem, PIS właśnie szuka Złotej rybki, prosząc Unie Europejską o współfinansowanie programu 500+. A kiedy już wszystkie bajeczki się wam wyczerpią, to my, obywatele gorszego sortu opowiemy wam inną bajkę, bajkę pod tytułem Kije samobije.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Konstytucja tego nie zabrania... ( Tekst z dnia 12 września 2019 roku)

Dostałam bana, dziś o godzinie 10:00, kiedy grzecznie dosypiałam noc, ponieważ załamanie pogody mnie ubezwłasnowolniło w kwestii opuszcza...