środa, 11 kwietnia 2018

Cyrk w domu wariatów. ( Tekst z dnia 11 kwietnia 2018 roku.)


To nie jest najpiękniejszy dzień w tym roku. Wprawdzie nic szczególnie złego się nie stało, ale czasami takie dni bywają, że ma się ochotę nie wysuwać oczu spod kołdry. Po pierwsze miałam dziś badanie krwi. Nie jakieś nadzwyczajne. Po prostu, my zdominowani przez Hashimoto, musimy regularnie badać hormony ( tylko dlaczego tak rano). Po drugie wczoraj późnym popołudniem przywlókł się do mnie listonosz z pilnym listem poleconym. W treści listu prośba, by się dziś zgłosić do urzędu miasta. Dobrze, że nie wyznaczyli godziny, bo mi to nie weszło w kolizje z tym badaniem krwi i mogłam jedno po drugim załatwić. Bardzo mnie to zdenerwowało, bo pani urzędniczce nie chodziło o nic innego, jak tylko o potwierdzenia, że ja to ja i że mieszkam tu gdzie mieszkam. I w związku z rym, musiałam dziś na bombach pędzić i się odmeldować. Ale najgorsza jest pogoda. Z trwogą oglądam zdjęcie moich znajomych mieszkających tak, jak ja w Hiszpanii, przedstawiające ośnieżone ogrody i targane wichurami palmy. U mnie tak krytycznie jeszcze nie jest, ale dziś rano, wychodząc z domu, w panice musiałam poszukać czapki i rękawiczek, a nad szalikiem zastanawiałam się naprawdę poważnie i chyba popełniłam błąd rezygnując z niego, bo ilekroć wychyliłam się na świeże powietrze, syberyjski wiatr tańczył mi na karku. Gdyby tamtej wiosny kiedy zakochałam się w tym kraju, była taka aura, w życiu bym tu nie przyjechała. Ale wtedy, chociaż to też był kwiecień, nawet taki zmarzluch, jak ja kąpał się w hotelowym basenie. Ale to oczywiście tylko mała kropla wkurwienia, łatwa do przełknięcia, która nie będzie miała specjalnie konsekwencji w moim życiu. Prawdziwy dołek zaliczyłam dopiero po powrocie do domu. Myślę sobie..., usiądę do komputera, zrobię sobie gorącej herbatki z kurkumy, pieprzem i cytryną, pooglądam wczorajsze transmisje z kontr-miesięcznicy i poprawię sobie humor. Ale najpierw włączyłam telewizor, by krótko zobaczyć, co tam się podczas mojej nieobecności wydarzyło.
I tu trafiłam na Macierewicza. Oczywiście walczyłam ze sobą zadając sobie pytanie: Czy mam się zachować aspołecznie i dla własnego zdrowia wyłączyć matoła, czy, jako komentator polityczny, narażając się na podniesienie ciśnienia, posłuchać, co tym razem się szaleńcowi przyśniło. Która opcja wygrała? Znacie mnie to wiecie. I pewnie czytaliście na bieżąco moje rzucające się na usta uwagi. Oczywiście wysłuchałam najbardziej żenującej konferencji prasowej ostatniego stulecia.
Proszę więc, nie dziwcie się, jeśli będę dzisiaj bardziej, niż zazwyczaj rzucać mięsem, ale mój poziom wkurwienia jest naprawdę ogromny. Można by sobie powiedzieć: Po co się denerwujesz, to przecież tylko Macierewicz. I jest w tym cały ogrom racji.
Mnie jednak nie denerwuje sama osoba, a nawet się już przyzwyczaiłam do tego, że będzie plótł bzdury. Jedyne, co mnie ciągle w nim drażni to chamstwo i arogancja, do którego przyzwyczaić się nie da. Ja mam z tą cała sytuacją zupełnie inny problem. Mnie przeraża i pozbawia sił do życie sam fakt, że może sobie człowiek znany w świecie, który nie ma żółtych papierów, zwołać taką konferencję, że nie wiem z jakiego powodu, przychodzi na nią tłum dziennikarzy i że transmitują to światowe media. To jest zawodowy kłamca, hochsztapler prawdy, bajkopisarz lepszy od Andersena. Wszystkie agencje powinny go olać, a jeśli już się pojawiły, to zamiast zadawać retoryczne pytania, na które odpowiedź nie istnieje, powinni mu po kolei rzucać w twarz to, co o nim myślą. A z tego, co widzą tylko jeden człowiek zdobył się na odwagę, by go nazwać kłamcą. Po co redaktor z TVN zadawał pytania, by usłyszeć, że jest z kłamliwej telewizji?
Przeraża mnie Drodzy Państwo to, że robi się cyrk w domu wariatów, a na oglądanie tego cyrku pędzi cała śmietanka szanujących się reporterów. Przeraża mnie to, że może taki Macierewicz mówić, to co mówi i że mu to wszystko uchodzi na sucho, a nawet znajdzie sporą część narodu, która w jego słowach potrafią doszukiwać się prawdy.
Jest dla mnie niepojęte, że może taka gnida mówić, że raport Millera był napisany pod naciskiem ( wiadomo, że Tuska i Putina) i że dowody w tym raporcie zostały sfałszowane i nikt nie składa doniesienia do prokuratury, o popełnieniu przestępstwa zniesławienia.
Oglądając to wszystko, nie wiedziałam, jaką mam przyjąć postawę: Czy mam się śmiać histerycznie, czy uronić łzę nad swoją Ojczyzna i ludźmi, którzy łykają każdą bzdurę nie żądając dowodów.
Pan Macierewicz oświadczył dziś, że Rosja nie wyraziła zgody na zbadanie wraku Tupolewa przez członków jego komisji. A ja chciała bym zobaczyć zarówno te nieustające prośby pisane do rosyjskich decydentów, jak i ich wielokrotne odmowy. Macierewicz mówi, że już we wrześniu Tusk wiedział o wszystkim, a ja proszę o oficjalne pisma informujące byłego premiera o takich, czy innych nieprawidłowościach w śledztwie. Macierewicz mówi, że polscy piloci planowali odejście na drugi krąg znacznie wcześniej i że tylko chcieli na wszelki wypadek sprawdzić, czy się na pewno nie da wylądować... No może planowali, ale nikt z nas nie może o tym wiedzieć, bo w nagraniach na czarnych skrzynkach nic na ten temat nie ma! A nawet, gdyby to była prawdą, to tylko potwierdza fakt, że pomimo braku widoczności i sygnałów z wierzy, że nie ma warunków do lądowania, robili zwiad pod tytułem: Rozpierdolimy się, czy się nie rozpierdolimy!
Ale najlepszy jest ten super ekspert od badania katastrof lotniczych, który nie potrafi precyzyjnie powiedzieć, czy mogło dojść do wybuchu paliwa podczas katastrofy. Ja nie jestem ekspertem, ale to wystarczy pooglądać National Geographic i program Katastrofy w przestworzach. Wprawdzie są to fabularyzowane obrazy lecz oparte o prawdziwe wydarzenia i prawdziwe badania katastrof. I wielokrotnie zachodzi obawa, że podczas rozbicia się samolotu może dojść do niekontrolowanego zapalenia się paliwa, zupełnie tak, jak w samochodzie, który z dużą prędkością uderzy w przeszkodę. Pierwsze zdjęcia ze Smoleńska pokazują, że doszło do pożaru, wszyscy to widzieliśmy.
Całkowicie powalił mnie na kolana argument Macierewicza, że komisja Millera miała czelność twierdzić, że przynajmniej część winy spada na polskich pilotów. Bo jak to możliwe, by tak Polak Polaków oskarżał. Macierewicz wyraźnie sugerował, że to jest działanie niepatriotyczne i zdradzieckie. A więc to taka jest ta wasza prawdą? My nie chcemy usłyszeć wygodnych kłamstw, tylko uczciwą prawdę, nawet gdyby była gorzka. Nie jesteśmy Rosją, która w raporcie pominęła winę swoich kontrolerów.
Wiem, ja też się daję wciągać w te kolejną bezsensowną dyskusję i wiem, że przez najbliższych kilka dni będziemy znowu tylko o tym dyskutować. Jakby, kurwa, było o czym! Jakby te wszystkie kłamstwa były tego warte! Ja mam nadzieję, że członkowie komisji Millera, oraz inne osoby pomawiane podczas tej konferencji, po prostu będą wytaczały proces za procesem tej kłamliwej gnidzie, że będą go dręczyć tak długo, aż to wszystko odszczeka. No, w tej kwestii jest jakiś postęp, bo się wyparł dzisiaj, że kiedykolwiek mówił o jakimś zamachu!
Nie wiem, jak WY, ale ja mam dość tego dnia, bo po prostu opadają mi ręce i nogi z bezsilności, wiedząc, że tacy ludzie chodzą po polskiej ziemi i nic im nie można zrobić.
Muszę jednak na zakończenie powiedzieć jeszcze o jednej rzeczy, która mnie bulwersuje w przestrzeni, tym razem, internetowej. I być może kilka osób się na mnie obrazi, bo być może chciały dobrze, a ja znowu marudzę: Nic mnie tak nie wkurwia w sieci, jak posty typu: OBALAMY PIS! JEŚLI JESTEŚ ZA, PODAJ DALEJ! Ludzie, jeśli ktoś WAM płaci za to, że WASZE posty są udostępniane, to dajcie mi adres tego dobroczyńcy. Też chętnie zarobię parę groszy. Zupełnie nie rozumiem, po co ludzie tracą czas i energie, a nie rzadko także jakieś wybitne zdolności tylko po to, by otrzymać jakąś nieobliczalną ilość lajków... Miło jest, kiedy ktoś nas doceni, ale do cholery, co to zmieni! Żeby mnie nikt źle nie zrozumiał. Wartościowe posty, ważne informacje, a nawet trafne memy trzeba rozpowszechniać i okazywać im uznanie. Takie jest zadanie portali społecznościowych i po to każdego dnia spędzamy godzinki przed komputerem. Ale dajcie mi w łeb, jeśli kiedykolwiek choćby kichnę w sieci z myślą, by ktoś to kichniecie lajkował lub udostępniał. A autorów tych szumnych haseł bardzo chętnie zobaczę na ulicy, najlepiej z kosami i siekierami, idących PIS obalać. Zamiast przeliczać laiki i udostępnienia swoich postów, mogą w czyn wprowadzić swe postulaty. Ja jestem dość tolerancyjna i rzadko kasuję cudzą pracę. Ale prośba o udostępnienie jest uzasadniona, kiedy szukamy poparcia dla jakiejś petycji, lub szukamy dawcy szpiku dla chorego dziecka. Jeśli stworzycie wartościowy post, śmieszny mem lub wrzucicie ciekawy dowcip, założę się, że wiele osób chętnie podzieli się nim ze swoimi znajomymi. Sama ostatnio wrzuciłam mem na którym są gołębie warszawskie czekające na odsłonięcie pomnika smoleńskiego, by go, za przeproszeniem, obsrać, ale prosić o lajki i udostępnianie nie zamierzam.
No tak, wkurzył mnie Macierewicz a dostało się innym. Jeśli kogoś uraziłam, to przepraszam, ale chętnie widziałabym Państwa w innego rodzaju działalności. Ostatnio apelowałam do aktywnych Polaków, by włączyli się do akcji alternatywnych obchodów Stulecia Niepodległości. Takich obchodów, gdzie sami obywatele by w swoich środowiskach poszukali śladów tamtych czasów, dając jednocześnie szansę, by politycy opozycji nie musieli uczestniczyć w państwowych obchodach i sankcjonować PISowskiego szaleństwa. Niestety, w całej Polsce nie znalazłam chętnych do pomocy, pomimo że ktoś chce cała akcję wspomóc finansowo. Tacy jesteśmy dziwni i potrafimy tylko dużo gadać.
Na dziś chyba dość atrakcji politycznych, szczególnie po wczorajszym dniu, który też nie był łatwy. Chyba sobie pooglądam powtórkę wczorajszego meczy w Lidze Mistrzów. Bardzo chętnie zobaczę, jak Roma daje klasyczny wpierdol zadufanej w sobie i zawsze zbyt pewnej siebie Barcelonie. To mi może naprawdę humor poprawić.


1 komentarz:

  1. Jak słaba jest nasza demokracja? Ano słaba. Słaba jest świadomość polityczna i wielka gnuśność całej masy ludzi. I nie tylko tych przysłowiowych "moherów", ale wielu wygodnickich co to "mój głos nic nie zmieni". A jednak zmienił. Kiedy dorośniemy na tyle, aby ostracyzmem zakpić z bufonów i tępych w swej pysze prostaków? O świrach nie wspomnę. Niektórych nie komentować, nie memować, nie wspominać nawet. Chyba, że przyjdzie czas sądów. Uważam, że wtedy, kiedy ostatni zwiedzeni psychotechniką pisowsko kościelną, obudzą się i zakipi w nich gniew a może i wstyd, że ulegli zwiedzeniu, to oni będą najwścieklej kąsać. I to może być prawdziwa "ulica" la PISu. I jeszcze słówko - dziękuję że jest Pani, potwierdzająca moje spojrzenie na ten bałagan, który nam zgotowano. Który zgotowaliśmy sobie niejako sami. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń

Kształt maski. ( Tekst z dnia 9 listopada 2019 roku)

Miałam to wrzucić dopiero jutro. Mam świadomość, że nie ma takich słów, które by mogły podziałać. Ale piszę to wszystko już dziś, bo zaws...