poniedziałek, 28 maja 2018

A gęba w lustrze ciągle ta sama... ( Tekst z dnia 28 maja 2018 roku?


Politycy PISu są dla mnie otwartą książka z której można bez wahania wyczytać ich nienawiść, głód władzy, strach przed jej utratą, małostkowość i potrzebę zemsty. Mają nikczemność wypisana na twarzy, bez tego nikt by ich nie przyjął di tej partii. I o ile ich głupie gadki mnie bardzo oburzają, to nie za bardzo dziwią, ponieważ takiej, a nie innej postawy się po nich spodziewam. Co najwyżej litość mnie zbiera widząc, że nie potrafią trzymać jęzorów za zębami i udawać, że są kimś innym, niż naprawdę są, co politycznie im po prostu szkodzi. Nie zdziwiła mnie także postawa kościoła wobec protestu osób niepełnosprawnych, bo jakiekolwiek objawy wrażliwości na krzywdę społeczną wśród członków tej organizacji są od dawna wyjątkami potwierdzającą regułę. A reguła jest taka, że kościół jest pasożytem, który się bez żadnego zażenowania dokarmia na każdym z nas, nie wyłączając tych najbiedniejszych. Żaden klecha ust nie otworzy, jeśli za wysiłkiem wyrzucanego z wnętrzności zdania nie będzie widział przyciąganej przez to zdanie gotówki.
Jeśli czyjaś postawa mnie podczas ostatnich 40 dni ubodła, to była to postawa prezydenta Andrzeja Dudy, którego zachowanie uważam za kpinę z protestujących. Ja bowiem jestem w stanie zaakceptować, prawdziwego, złego diabła z ogonem i rogami, a nawet straszącego mnie ognistymi widłami. Uszanuje go bardziej, niż fałszywego anioła, na jakiego pozorował się Andrzej Duda.
Na początku mojej działalności na blogu skierowałam sporo gorzkich słów do tego człowieka. Pisałam do niego jeszcze zanim został prezydentem zbulwersowana brudną, opartą na pomówieniach kampanią prowadzoną przeciwko prezydentowi Komorowskiemu. Pytałam go wtedy, czy się nie obawia powracającej fali i tego, że za kilka lat, kiedy na jego miejsce pojawi się nowy, bardziej atrakcyjny kandydat, ludzie wyleją podobne morze gówna na niego, jego żonę i jego córkę. Pytałam także dlaczego nigdy nie skrytykował tego przelewającego się przez Polskę hejtu, dlaczego mu nie przeszkadza, że wygrał w tak obrzydliwy sposób okazując brak szacunku swemu przeciwnikowi. Pytałam także, co widzi, kiedy patrząc rano w lustro przy goleniu...
Był nawet taki moment zaraz po wyborach, kiedy...chyba ktoś mnie walnął w głowę...miałam jakiś cień nadziei, że ten w końcu młody jeszcze człowiek, podziękuje swojej partii/ matce za wsparcie, otrzepie piórka i zacznie prowadzić niezależną politykę.
Bardzo szybko się okazało, że działalność Andrzeja Dudy to całkowita fikcja, że robi dokładnie to, co mu każe prezes, że wetuje ustawy tylko dlatego, że jest to akurat korzystne dla PISu i daje rządzącym czas na uspokojenie nastrojów społecznych. Szybko zauważyłam, że my na fotelu prezydenckim mamy po prostu głupka, który się napawa urzędem i na każdym kroku podkreśla... ja, jako prezydent. Zupełnie jakby się obawiał, że ktoś z nas zapomni kim jest, że go ktoś nie rozpozna.
Potem długo darowałam sobie wszelkie komentarze na jego temat, bo nie jest wart mojego czasu i zaangażowania. Po prostu... człowiek nikt, wart co najwyżej politowania. W milczeniu znosiłam jego debilne występy zagraniczne, kiedy narodową dumę zamieniał na PISowską butę, na to, jak udaje zbawcę świata i bożego wybrańca. Nie zapytałam go nawet, czy Amerykanie, kiedy po raz setny słyszą z jego ust o katastrofie smoleńskiej, zdążą dolecieć do kibla żeby się wyrzygać, czy oddają obiad od razu na miejscu.
Po prostu ignorowałam tę personę pomimo urzędu, jaki pełnił. Niestety to, jak zatańczył z niepełnosprawnymi, urąga nawet mojej cierpliwości.
Andrzej Duda, zamiast zajmować się swoim obowiązkami, myśli już wyłącznie o drugiej kadencji. Dlatego u protestujących w Sejmie pojawił się jako pierwszy. Ach, jaki był miły, jak bardzo współczuł i rozumiał, nawet spisał postulaty i obiecał pomóc. O mało się nie opluł od tego współczucia. I wyszedł z Sejmu i co??? Wiadomo co, punk na mapie zbliżającej się kampanii wyborczej na drugą kadencję zaliczony. Media były, relacja telewizyjna była, obietnice zostały złożone, można dalej siedzieć w pałacu i nic nie robić. Miały być spotkania, rozmowy, konsultacje i co z tego wyszło? Wyszła PISoska, urągająca protestującym ustawa, którą ten ziemski anioł podpisał bez wahania. Czy pojawił się kolejny raz w Sejmie, by przekonać protestujących do pomysłu rządu, czy upomniał się o tych ludzi, którym wcześniej tak współczuł? Czy zwrócił uwagę marszałkowi Kuchcińskiemu, by stworzył im lepsze warunki w Sejmie, nie dręczył, nie utrudniał życia? Czy w końcu pan prezydent chociaż raz powiedział publicznie, że wypowiedzi członków PISu o niepełnosprawnych są niedopuszczalne i obrzydliwe? Czy pan prezydent nie czyta ulubionych przez prawicę mediów, nie widział i tym razem jak wielka i plugawa fala hejtu się przez nie przetacza w stosunku do ludzi, którzy żyją na skraju ubóstwa? Ten nasz wrażliwy anioł przez 40 dni nie zauważał niczego. Spełnił tylko swoją polityczną powinność sfilmowania się z osobami protestującymi, by te wzruszające sceny wykorzystać w nadchodzącej kampanii.
Pomimo tego wszystkiego czego nie zrobił, choć powinien, pewnie i tak dała bym mu spokój, bo szkoda mi czasu na komentowanie zachowań osoby tak nikczemnej...ale kiedy niepełnosprawni wreszcie Sejm opuścili, ta menda nagle odzyskała głos i się odezwała. Nie ukrywał radości, że jego partia, wreszcie się uporała z tym piekącym wrzodem. W jego mniemaniu wszystko już jest załatwione i wszyscy są zadowoleni. Powiedział nawet, że tu nikt nie wygrał i nie przegrał. No jak to, a ty bandyto, ty wygrałeś, nakręciłeś swój spod wyborczy na cudzej krzywdzie, ogrzałeś swoją fałszywą gębę doskonale wiedząc, że nie dasz nic w zamian. Przecież tylko po to tam przyszedłeś.
Państwo protestujący w Sejmie prosiło o pomoc wielu ważnych ludzi, takich, którzy mieli moc, coś w ich sprawie zadziałać i takich, którzy tylko mogli psychicznie wesprzeć. W końcu zaprosili także pierwszą damę /królową śniegu. Dobrze, że to zrobili, bo wielu z nas zastanawiało się, czy może prezydent Duda się rozwiódł, albo może pierwsza dama zmarła niespodziewanie i nikt nas o tym nie poinformował. Jej działalność obok urzędu męża jest tak aktywna, że nikt jej nie jest w stanie zauważyć. Jedno jest pewne, prezydentowa zwiedza u boku męża świat ale portale informacyjne zachwycają się tylko jej kreacjami. Być może resztę swojego czasu spędza w salonach mody... Kiedy pierwszą damą została Pani Maria Kaczyńska wszyscy widzieli tylko to, jaka jest brzydka. Ale pod koniec kadencji nikt już tej brzydoty nie zauważał, bo okazała się pięknym człowiekiem. Tu sytuacja zupełnie się odwróciła. Zachwyt elegancką i reprezentacyjną Agatą Dudą szybko przerodził się w nijakość i pustkę. Przykro, że protestujący w Sejmie mieli jakąś nadzieję na jej pomoc. Myślę, że udowodniła już to, że jest równie wielką pozerką, jak jej mąż...królową lodu nie zniżającą się do poziomu zwykłego człowieka.
...Pan prezydent Duda, aczkolwiek nie decyzyjny, mógł przynajmniej słownie te osoby wspierać, a nie tylko raz odwiedzić. Mógł naciskać na rządzących by szybciej i w całości spełnili postulaty. Tymczasem po prostu odbębnił pańszczyznę odwiedzając Sejm, a potem zajął się ćwiczeniem nadętej miny przed lustrem i swoim... ja, jak prezydent. I dziwi mnie to, że po tych 3 latach od wyboru, nadal nie naszła pana Dudę ta refleksja, którą mu wielokrotnie sugerowałam na początku kadencji...Prezydentem jest się 5 czy 10 lat, a ze swoją gębą, którą w tym czasie wszyscy poznają, trzeba żyć do końca. Mało tego, tę gębę będzie miała na zawsze w życiorysie żona, córka i wiele następnych pokoleń. dlaczego, zamiast próbować uratować twarz mając w rękach jakąś realną władzę, godzisz się człowieku na firmowanie tego PISowskiego bagna? Dlaczego nie uczysz się niczego, dlaczego nie mądrzejesz z wiekiem? Dlaczego bez emocji godzisz się na to, by twoje nazwisko, twój obraz były wspomnieniem hańby?
Pytam lecz nie żądam odpowiedzi. To ty będziesz musiał do końca życia oglądać się w lustrze. Władza nie jest wieczna, wieczna jest tylko twarz.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Wdowi grosz i łzy sierot... ( Tekst z dnia 1 października 2019 roku)

Kampania wyborcza ma już z górki. A ja, zgodnie z obietnicą, wracam do jej początki. Do pierwszego przemówienia prezesa Kaczyńskiego i do ...