sobota, 26 maja 2018

Jaka jest Twoje Mama? (Tekst z dnia 26 maja 2018 roku)


W dniach, w których protestujecie, w których wychodzicie na ulice, oddaję głos WAM i staram się po prostu czerpać radość z WASZEJ siły. Zresztą, jaka ze mnie jest konkurencja dla takiej Pani Wandy Traczyk Stawskiej czy Janiny Ochojskiej. A Przy Dorocie Stalińskiej to już w ogóle nie powinnam się odzywać. Jest jednak dzisiaj DZIEŃ MATKI, który trudno pominąć milczeniem.
Dzień Matki, tak, jak i Wigilia jest dla mnie dniem bardzo trudnym, jak dla wszystkich tych, którzy już matki nie mają.
Moja Mama nie była kobietą idealną. Miała wiele wad, o których dziś nie będę mówić. Bo jestem już na tyle dorosła, by dostrzec, że nikt idealny nie jest. Dostrzegam to, że na jej postawy życiowe wpływało wiele czynników. To, że od trzeciego roku życia była pół sierotą i że wydawało jej się, że wszystko, co ją spotyka w życiu, jest konsekwencją tego sieroctwa, że czuła się przez ten brak matki jakoś szczególnie naznaczona przez los. To, że jako małe dziecko doświadczyła wojny, to że żyła w takich trudnych czasach, kiedy było prawie niemożliwe spełnić swe marzenia, kiedy się trzeba było godzić na to, co przyniósł los, a nie umiała cieszyć się byle czym. Bo moja Mama nie była w życiu szczęśliwa, chociaż patrząc z boku nie miała ku temu powodu by narzekać. Wiem, że czuła się niespełniona i dlatego radości życia nauczyłam się dopiero od zewnętrznego świata.
Ale nie mam żalu o nic, bo w tych moich relacjach z rodzicami na pewno jest więcej zysków niż strat. Bo to w domu rodzinnym nauczyłam się uporu, stawiania na swoim, wewnętrznej wolności i uczciwości, mówienia prawdy i stania murem za swoimi.
Jako dojrzała osoba dostrzegam wszystko to, czego nie widzą młodzi...że tak naprawdę nie ma żadnego znaczenia, co nasi rodzice do nas mówią, ani nawet to, jak się zachowują. Że jako bardzo małe dzieci, jak kundle instynktownie wchłaniamy emocje naszych rodziców i to one kształtują nasze przyszłe życie. Cokolwiek powiesz dziś o Matce lub Ojcu, to ty i tak zawsze będziesz ich odbiciem. Moja Mama była bardzo zapracowana. Często w domu był bałagan, bo nie miała siły posprzątać. Nie piekła ciasta w każdą niedzielę, chociaż, to, co ugotowała, było nie do powtórzenia. Kiedy dorośliśmy, szanowała nas, szanowała nasze wybory. Nie wybierała nam partnerów, nie meblowała domów. Ale zawsze miała żal, kiedy chcieliśmy się wyprowadzić zbyt daleko od domu.
Myślę, że cierpiała na depresję, co w tamtych czasach nie było uznawane za chorobę. Myślę także, że ta depresja wywołała w końcu raka. Bo rak, cokolwiek innego by go wywoływało, zawsze jest choroba niespełnionych oczekiwań, a osoby uzależnione od stresu dopuszczają go łatwiej do głosu i po prostu nie walczą.
Kiedy zmarła...dopiero wtedy się to czuje. Ten chłód wewnątrz ciała, jakby do tej pory coś tam było, co podtrzymywało właściwa temperaturę i nagle zgasło. Mamie się kiedyś śniło, jeszcze w młodości, że nie doczeka 2000 roku. Zmarła w Wigilię 1999. Na pogrzebie było bardzo zimno a ja myślałam tylko o tym, jak można kogoś, kogo się kocha, przysypać taką zamrożona ziemią. Potem śniła mi się tylko raz w takiej pastelowej garsonce z żółto, niebiesko, różowe mazgaje. Stała uśmiechnięta w naszym starym domu, a przez okno wpadało oślepiające słońce...Wreszcie byłą szczęśliwa.
Dorosły człowiek, bardzo długo się uczy i osiąga jakąś zgodę z samym sobą. A ta zgoda pozwala nam także zaakceptować swoich rodziców. Wiec ja w Dzień Matki, który mnie boli zawsze, mogę przyznać, że chyba się już rozliczyłam ze swoją Mamą.
Droga Mamo. Dziękuję Ci za wszystko. I nie starczyło by mi całego dnia, by wymienić wszystko to, za co powinnam Ci być wdzięczna.
Kiedy zmarłaś, byłam na Ciebie zła, bo pomyślałam, że zrobiłaś nam krzywdę odchodząc w Wigilie. Ale Ci wybaczam..., to, że będę do końca życia nienawidzić tego święta, to, że choina, kolędy, a nawet stół zastawiony ulubionymi potrawami, mnie po prostu odpychają.
Wybaczam Ci nawet to, że w ten świąteczny wieczór jestem kłębkiem nerwów, że nawet nie potrafię być miłą dla swoich bliskich i najchętniej zapadła bym się w czarną dziurę. Wybaczam Ci to, że uważałaś, iż się utopię, jeśli tylko zbliżę się do jeziora, przez co nauka pływania była dla mnie przeżyciem traumatycznym i że przez połowę życia musiałam się leczyć ze strachu przed burzą, który to strach zaszczepiłaś w nas głęboko.
Dziś, jako osobę dorosłą stać mnie na wybaczenie, bo sama jestem matką i daleko mi do ideału. Wiem, że wszystko, co robiłaś, robiłaś z miłości i z obawy o nasze bezpieczeństwo. A my, Twoje dzieci, jesteśmy żywym przykładem, że byłaś dobrą matką.
Przepraszam, wszystkich czytelników, że nie włączyłam się dziś w grę polityczną. SUPERMAMY wychowujące NIEPEŁNOSPRAWNYCH pozdrawiam i jak zawsze trzymam z WAMI. Ale czasami muszę swój własny, osobisty żal przelać na papier, by było mi lżej.
Wszystkim Matkom życzę w tym dniu radości i szczęścia, a przede wszystkim miłości okazywanej przez tych, dla których wszystkie żyjemy.
A mojej Mamie...No cóż, tęsknie za Tobą i Kocham Cie Mamo...




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Kręta droga z czarnej dupy. ( Tekst z dnia 19 marca 2019 roku.)

Od dawna nie rozumiem mojego kraju. Nie rozumiem polityków i obywateli. Ale tak naprawdę, jak wszyscy ulegam manipulacji i poddaje się ogó...