środa, 16 maja 2018

Litwo, Ojczyzno moja... ( Tekst z dnia 16 maja 2018 roku. )


Dzień kolejny rządów PISu...Chciało by się powiedzieć: Dzień, jak co dzień. Dwudziesty dziewiąty dzień protestu NIEPEŁNOSPRAWNYCH. Dwudziesty dziewiąty dzień żebrania o godne życie.
Lecz dlaczego miałby nas wzruszyć ten 29 dzień, skoro nas nie wzrusza to, że PIS nami rządzi już dwa i pół roku? To jest Drodzy Państwo 933 dni, kiedy my żebrzemy o demokrację.
Dziś do Sejmu nie została wpuszczona Janina Ochojska, osoba powszechnie znana i szanowana. Oczywiście, po naszych protestach, pewnie zostanie przeproszona, jak wszyscy inni, którzy próbowali spotkać się z NIEPEŁNOSPRAWNYMI. I tak historia powtarza się od nowa każdego dnia. Dostajemy po twarzy, jesteśmy opluwani, obrażani, a potem się nas półgębkiem przeprasza a i to nie zawsze.
Polska bardzo się zmieniła przez te 933 dni...Wychodząc na ulicę mamy większą szanse spotkać wrogów niż przyjaciół. Tak zwany szlaban, pod którym stała dziś Janina Ochojska nie jest jakimś niechlubnym wyjątkiem. Często trzeba nadrabiać drogi, by ominąć tereny ogrodzone od obywateli barierkami, a jedynego ważnego pomnika w stolicy na stałe pilnuje policja wyposażona w mokre chusteczki do ścierania gówna, bo trudno gołębiom wytłumaczyć, że to jedyny pomnik w Polsce, na którego srać nie wolno. Dziwne, że kwiaty na trawnikach jeszcze kwitną i że brzozy nie płaczą jeszcze bardziej rzewnymi łzami niż zwykle. Na miejskich murach jak zwykle królują graffiti, lecz dawno wyblakły już hipisowskie symbole pokoju lub Polski walczącej. Coraz częściej zastępują je hitlerowskie, złowieszcze czarne krzyże i rasistowskie wulgarne hasła.
Milczymy i jesteśmy coraz bardziej bezsilni. A przecież na początki wszystkim się zdawało, że wyjdziemy na ulicę, pospacerujemy, pośpiewamy i PIS się przestraszy. Nie przestraszył się niestety, a dla nas coraz bardziej ten krajobraz po bitwie staje się taki nasz i taki znajomy...
Wmawiamy sobie, że zło samo przeminie, a stare przysłowie mówi, by gówna nie ruszać, bo potem długo śmierdzi. I żyjemy w jakimś marazmie licząc na to, że zło, które się przetacza przez nasz kraj samo się wypali. A Pożar się rozprzestrzenia i niszczy.
Wielu ludzi tego nie rozumie i używa ciągle argumentu, że MY, ci dobrzy, nie możemy używać takich metod walki, co oni, ci źli. Ale to głupie. Nikt jeszcze różą z mieczem nie wygrał. Proponuję więc, jak to klasyk mówił...Zapomnieć o Wersalu. Trzeba się zniżyć do ich poziomy, używać ich języka, zapomnieć o kulturze osobistej. Bezradność tylko ich podgrzewa. Wiem, że za to, co im wolno robić, nas będą zamykać w więzieniach. Ale nie mamy wyboru, albo będziemy z gównem walczyć, albo i tak zginiemy.
Wiele osób się dziwi, dlaczego nie potrafimy się zjednoczyć w tak ważnej walce???
Nie potrafimy i nie będziemy potrafili. My, próbujący coś zrobić, jesteśmy w mniejszości. Przeciętny Polak nie dopuszcza do siebie myśli, że jeszcze dziś, można PIS odsunąć od władzy małym kosztem. I biorę tu pod uwagę najgorszy scenariusz, czyli rozwiązanie siłowe i ofiary. Bo nawet, gdyby tych ofiar było 10 osób, to nikt nie chce by właśnie na niego wypadło. Ale z każdym dniem PIS zdobywa więcej władzy i prędzej, czy później będziemy musieli żyć tak, jak nam podyktują albo dojdzie do konfrontacji na dużo większą skalę. Zauważcie, że PIS ciągle wzmacnia swoją pozycję np. przez szkolenie swoich w strzelaniu i tworzenie jakiegoś ZOMO bis, które nie jest nic warte, jako wojsko broniące granic Polski. Oni tę armię szkolą na nas, na obywateli. Do tego mają pod rozkazami wojsko i policję, w szeregach których jest coraz więcej tak zwanych swoich. I kiedy PIS rośnie, my słabniemy. Za chwilę nie będzie już żadnego oparcia w sądach i będą nas mogli wyprowadzać z domów i zamykać tylko dlatego, że im się nasza twarz nie podoba. I jeśli w końcowym efekcie tak dostaniemy w dupę, że zdecydujemy się na jakąś walkę to wtedy tych ofiar będzie znacznie więcej.
Ja nie wiem, co się z Polakami stało. Żyjemy jacyś zahipnotyzowani. Ja może tego nie rozumiem, bo mam taką naturę, że jeśli ktoś na mnie podnosi rękę, to mu oddaję, nawet jeśli jest ode mnie dwa razy większy, bo nie jest ze mnie jakaś potężna kobieta. Po prostu się nie zastanawiam nad konsekwencjami i może nie zawsze dobrze na tym wychodzę. Ale nie daruje nikomu i nikomu nie lubię być dłużna. Taka tam wrodzona szczerość do bólu. Nie potrafię więc zrozumieć ludzi, których ktoś poniża, zniewala, szantażuje emocjonalnie, grozi im, łamie wobec nich prawo, a po nich to po prostu spływa. Niestety natura ludzka od wieków się nie zmienia. Jeśli komuś pozwolimy odciąć palec, to za chwile przyjdzie upierdolić nam rękę. I chyba tylko ślepy nie zauważa tego, że PIS powoli lecz konsekwentnie nas zniewala, że robi to małymi kroczkami, by trudno było dostrzec tę subtelną granicę między wczoraj jeszcze w granicach prawa, a dzisiaj już po przekroczeniu tej granicy. Robi to opierając się na tej mniej zorientowanej politycznie i obywatelsko części społeczeństwa, usypiając przy okazji tych bardziej myślących socjalnymi prezentami. Ale przecież jest do cholery jakaś elita intelektualna i ekonomiczna, która powinna od razu dostrzegać, co się dzieje i dla której ochłap w postaci 500+ albo mieszkania dla biedoty nie są żadną atrakcją wartą utraty wolności. Dlaczego cały czas próbuje się powołać do życia jakiejś pospolite ruszenie złożone z osób słabo zarabiających i uwikłanych w ten polski społeczny układ polegający na baranim pedzie? Ja tych ludzi rozumiem, chociaż czasami się na nich wściekam. Bo jeśli ktoś zarabia 2000 złotych na miesiąc, to dodatkowe 500 złotych ma naprawdę znaczenie i trudno jest przekonać tych ludzi, że to jest jałmużna za milczenie. W dodatku duża część tych osób nie ma pojęcia czym jest wolność, bo nie ma pojęcia jak to jest wolności nie posiadać. To tak, jak u Mickiewicza, którego poezji nie lubię za bardzo, ale napisał jeden niezwykle ważny w naszej sytuacji werset...Litwo, Ojczyzno moja, Ty jesteś jak zdrowie. Ile Cię cenić trzeba tan tyko się dowie, kto Cie stracił...
Kiedy moja znajoma miała chłopaka, który dostał prace w Rosji, chciała za niego wyjść za mąż i tam z nim wyjechać. Zapytałam ja, czy zdaje sobie sprawę, że to jest bilet w jedną stronę i że nie będzie miała możliwości wrócić lub jeździć po Europie, jak dotychczas. Ona mnie po prostu wyśmiała. Młode pokolenie w ogóle nie ma pojęcia, jak to jest, kiedy się przekracza granicę z myślą, że może cię w każdej chwili zatrzymać żandarm, bo mu się twoja twarz nie spodoba. To ludzie w mim wieku jeszcze pamiętają ten skurcz żołądka, kiedy się chciało choćby na wakacje wyjechać i mimo uczciwości, legalnego paszportu ze strachem przekraczało granicę. Wracam więc do pytania zasadniczego: Dlaczego osoby, które potrafią odróżnić wolność od niewoli i na własnej skórze doświadczyły systemu totalitarnego, a ich los nie zależy od jałmużny socjalnej lub taniego mieszkania, nie utworzą jakiegoś ogólnopolskiego stowarzyszenia, które będzie na bieżąco reagować na wszystkie przekręty władzy. Dlaczego nie ma systemu edukacji pozaszkolnej, gdzie prostowano by kłamstwa historyczne? Dlaczego nie obejmujecie patronatem wybranych mądrych młodych ludzi i nie uświadamiacie im przyszłości, która ich czeka, jeśli PIS porządzi trochę dłużej, niż jedną kadencję? I w końcu, dlaczego nie chcecie w swoje szeregi przyjąć nas, emigrantów, których chleb w ogóle nie zależy od łaski tego rządu, a los Polski, utrzymanie jej w Unii Europejskiej i nowoczesny rozwój leżą nam na sercu?Ja mówię to już od tak dawna, że straciłam wszelka nadzieje, że te moje słowa do kogokolwiek dotrą. Moje pisanie, postrzegane raczej w kategorii liryki politycznej ( nie ma chyba takiego kierunku literackiego), dociera do wielu osób. Jedni sobie popłaczą, inni czują zaspokojenie swoich poglądów moimi słowami, innych zwyczajnie wkurzam. Ale reakcja ogranicza się tylko do wygodnego fotela przed komputerem...
Jak mówiłam wcześniej, nie odpuszczam, bo nie potrafię. Ale wiem to już na 100%, że nie będzie pospolitego ruszenia obywateli, że PIS zmanipuluje wybory, doprowadzi kraj do bankructwa, że nikt się z Polską nie będzie liczył i że młodzi zobaczą, czym jest brak wolności. Ta sama partia, która teraz tak lekką ręką rozdaje pieniądze, zabierze WAM wszystko i nie będziecie mieli już żadnych narzędzi, by się bronić. I może wtedy będzie kolejna rewolucja, może obywatele otrzeźwieją, ale czy uda się wrócić do normalności bez ofiar? Z PISem jest jak z rakiem. Wcześnie zdiagnozowany, tak, jak zrobiliśmy to w 2007 roku, daje się usunąć. Ale jeśli zlekceważymy pierwsze symptomy choroby i pozwolimy jej się zakotwiczyć w organizmie, wtedy nasza obojętność na PIS, może się okazać chorobą śmiertelną.



3 komentarze:

  1. Dlaczego ci, którzy doświadczyli na własnej skórze, teraz nie...? Ano, z paru powodów:
    - bo są już w wieku po-poborowym i w większości fizycznie się nie nadają do walki na pałki i kamienie;
    - bo im się na początku wydawało, że skoro nie są fizycznie zdolni do walki, to może coś się uda pokojowo, jeśli zadziałają szybko - i zostali wyśmiani przez OBIE strony, sprowadzeni do roli żałosnego clowna;
    - bo po namyśle uważają, że chyba już i tak zbyt często wyręczali młodszych, więc skoro młodym nie zależy, to czemu właściwie mieliby walczyć ZAMIAST tych cholernych ślepych egoistów, których sami sobie wychowali nadmiernym wyręczaniem we wszystkim? Skończyło się wyręczanie... może i w kiepskim momencie, ale się skończyło i nie da się tego odwrócić. Nie da się przeżyć życia ZA kogoś i tyle.

    OdpowiedzUsuń
  2. hm... młody mamut jestem, mam 52 lata, na wózku jeżdżę od 2008 roku i nie płaszczę się. z pomocą klasyka: kto wróblem się wykluł, orłem nie "polegnie". Czy mam na innych liczyć? owszem, muszę, niektórych rzeczy/spraw nie załatwię sam, jednakże honor (co istotne, nabywa się z urodzenia ! i nikt Ci nie odbierze, możesz się pozbawić sam/a), miłość, lojalność, to są wartości, których się nie wyrzeknę. Pytasz, czy walczyć? No, ba każdy dzień. Co mogę? Pojechać na wybory, wspierać innych (raczej facet ba wózolocie kampanii nie poniesie)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ale gołębie przechuj, "zaiste" by kapłon powiedział, że mniema, jakoby czarne sukienki w tym roku modne były.

    OdpowiedzUsuń

Nie napisałabym już ani słowa... ( Tekst z dnia 16 lipca 2019 roku)

Jestem na posterunku. Gorąco strasznie, ale nie martwcie się o mnie, ciągle żyję. Lato to dla mnie trudny czas. Mam taki zapierdo...