wtorek, 1 maja 2018

Wiatr zniszczenia. ( Tekst z dnia 1 maja 2018 roku)


Pisanie o pierwszym Maja, jako o święcie ludzi pracy jest zupełnie bez sensu. Bo cokolwiek by nie napisał o pochodzeniu tego święta, dla większości Polaków pozostanie ono wstydliwym wspomnieniem czasów słusznie minionych, a osoby decydujące się na uczczenie tego święta w pochodach, będą postrzegani jako desperaci czczący w głębi swego serca Władimira Ilicza. Niech więc tak zostanie. Kto lubi wiedzieć... zanim zacznie przedstawiać swe poglądy, ten zapewne znalazł odpowiednie źródła historyczne i wie, że bez tego pierwszego Maja, nie byłoby w dzisiejszym kształcie praw pracowniczych. Kto woli ferować wyroki na podstawie stereotypów, niech nadal uważa, że to Lenin narzucił ludziom pochody pierwszomajowe. Dla niektórych Polaków, szczególnie z tej radykalnej, prawej strony, dzień dzisiejszy jest powodem do wstydu podwójnie, bo czternaście lat temu zostaliśmy przyjęci do elitarnego klubu zwanego Unią Europejską.
Tak..., mówicie, że to już czternaście lat jesteśmy w Unii... Ale czy na pewno? Czu w tej chwili, nie jesteśmy tylko imitacją europejskiego kraju, którego flaga wprawdzie wisi w Brukseli, lecz coraz bardziej jej obecność kłuje wszystkich w oczy? Prawicowcom wydawało się, że to my wzbogacimy Europę kulturowo, nawrócimy na ortodoksyjny katolicyzm, a Unia w zamian tylko rzuci groszem. Tymczasem okazało się, że także my musimy europejską kulturę do siebie zaprosić, co dla wielu Polaków jest niedopuszczalną hańbą i najchętniej rakiem by się znowu na Wschód wycofali. Po dwóch ostatnich latach, kiedy jesteśmy w tej zjednoczonej Europie tylko na pół gwizdka, wielu przywódców Unii ma wątpliwości, czy czasami nas do swego grona nie przyjęli zbyt pochopnie.
Bardzo bym chciała, by postawa rządzących była europejska, a krytyce Unii podlegały tylko drobne potknięcia, związane z brakiem doświadczenia, a nie ze złą wolą. Niestety, mamy dziś do czynienia z celowym rozluźnianiem naszego związku z Europą, a nie jakimiś potknięciami. Chyba, żeby uznać dopuszczenie PISu do władzy, za jedno wielkie potknięcie społeczeństwa.
Można by w tym miejscu ciągnąć dalej temat i przypomnieć wszystkie spotkania Komisji Europejskiej w sprawie Polski, można by odnieść się do wyroków Komisji Weneckiej, Trybunału Międzynarodowego itd. Można by także wymienić wszystkie posunięcia PISu łamiące demokrację i sprzeniewierzające się unijnym zasadom, ale wszyscy przewałkowaliśmy te tematy już 100 razy. Nie ma potrzeby by stale wraca do przeszłości, kiedy każdy dzień, od nowa przypomina nam, jak bardzo daleko jesteśmy od tej Europy, którą sobie wymarzyliśmy te 14 lat temu. Europy otwartej, uśmiechniętej, tolerancyjnej i traktującej z szacunkiem każdego, a przede wszystkim sprawiedliwej. I ta Europa istnieje, a my podążaliśmy za nią po wielkich schodach aż na szczyt, jak po medal, jak po wielką nagrodę. I nagle wszystko się zepsuło. Inne kraje nas wyprzedzają, popychają i biegną przed nami, a my powoli zawracamy, bo wolimy swój tradycyjny grajdołek od złotego medalu zwycięstwa. Smutny jest dziś ten dzień majowy i smutni jesteśmy my, że swoimi zawiedzionymi nadziejami. Tym bardziej, że to my właśnie sami siebie żeśmy zawiedli. Robiąc na złość nielubianej partii, która była zbyt pewna siebie, zrobiliśmy krzywdę samym sobie. Bo ta nielubiana partia nadal jest w Sejmie, chociaż może nie rządzi... nadal bierze subwencje i posłom żyje się dostatnio. A my zgotowaliśmy piekło swej Ojczyźnie. Jesteśmy, jak ten wilk z ruskiej bajki, który ciągle wymyśla nowe przykre niespodzianki dla zająca, którego goni. A tymczasem zajączek zawsze wychodzi cało i na prostą i to wilk zawsze obrywa. My także, za swoje nieprzemyślane wybory dostajemy rykoszetem.
Czy Polska nam kiedykolwiek wybaczy, że zagraliśmy vabank o jej skórę? Czy koszt tej nauczki, jaką chcieliśmy dać politykom, którzy rządzili dotychczas, nie będzie zbyt wielki? Czy za rok, za dwa, za pięć, będziemy ciągle jeszcze świętować rocznicę wejścia do Unii Europejskiej, czy może będziemy już mieli rocznicę z niej wyjścia?
Jeszcze nie tak dawno, bo tylko trzy lata temu wydawało nam się niemożliwe, by ktoś nas mógł zawrócić z tej słonecznej drogi. Nasza europejskość była tak pewna, jak ruch obrotowy Ziemi...A dziś niektórzy, szczególnie bardzo religijni mówią, że nie ma na to dowodów, że Ziemia jest okrągła, a satelitarne zdjęcia są zmanipulowane.
To tylko pokazuje nam, że życie nigdy nie zastyga w bezruchu, że zawsze musimy walczyć o to, by iść do przodu. Bo jeśli zamkniemy oczy, jeśli na chwile się zdrzemniemy, to huragan połamie tulipany w naszym ogrodzie, pomimo że postawiliśmy tabliczki, by nie deptać kwiatów. Bo wiatr, jak wiemy, nie potrafi czytać! Sami musimy dbać o swoje życie, prywatne, rodzinne i społeczne. W przeciwnym razie nie zdążymy stanąć we własnej obronie, kiedy wiatr zniszczenia zawładnie naszym życiem.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Kręta droga z czarnej dupy. ( Tekst z dnia 19 marca 2019 roku.)

Od dawna nie rozumiem mojego kraju. Nie rozumiem polityków i obywateli. Ale tak naprawdę, jak wszyscy ulegam manipulacji i poddaje się ogó...