wtorek, 22 maja 2018

Zobaczyć, jak PIS spierdala przed suwerenem...bezcenne! ( Tekst z dnia 22 maja 2018 roku)


Na wstępie pragnę podziękować wszystkim czytelnikom mojego wczorajszego listu, a szczególnie tym, którzy przeczytali tylko prowokacyjny fragment umieszczony na FB i wylali na mnie wiadro pomyj. Całkiem niechcący, ku mojemu pozytywnego zaskoczeniu, okazało się, że choćby jedno złe słowo w kierunku protestujących w Sejmie, bardzo WAS oburza i wywołuje agresywny sprzeciw. To dobrze, że jesteście wrażliwi na los tej części społeczeństwa i gotowi jesteście ich bronić. Często czytamy różne artykuły wrzucane na nasze grupy, a potem komentujemy. Ale by się móc uczciwie do czegoś odnieść trzeba kliknąć na tytuł artykułu lub na ilustrującą go fotografię i przeczytać całość. To samo dotyczy listów Goplany. Blog powstał głównie dlatego, żeby nie było konieczności pisać na tablicach długich tekstów. Ja dawniej robiłam dokładnie to samo, komentowałam artykuły po przeczytaniu wstępu, ale parę razy zaliczyłam totalną wtopę. I teraz już jestem ostrożna, bo nie ilość naszych komentarzy się liczy, lecz jakość dyskusji. Mimo wszystko kłaniam się nisko wszystkim komentatorom. Żadne epitety mnie nie dotknęły specjalnie. Przyzwyczajenie...Tylko jednej osobie udało się mnie zranić, tej, która mnie nazwała prawdziwym katolikiem. No, takiej zniewagi nie daruję, resztę przyjmuje z pokorą.
Było, minęło! Nie ma co do tego wracać, Sprowokowałam cios, a WY oddaliście. Sama sobie jestem winna.
Nie o tym jednak warto dziś mówić.
W krajobrazie każdego państwa jest wiele ważnych budynków, z których obiektem o największym znaczeniu jest zawsze Parlament. Tak też było od pokoleń w Polsce.
...Parlament, miejsce gdzie ustanawia się prawo, gdzie spotykają się wybrane przez naród autorytety moralne, mądre głowy, osoby o najwyższej kulturze...
Polski Sejm nie wymagał do tej pory specjalnej ochrony. Nie bez powodu mówi się bowiem o parlamentarnym języku lub parlamentarnym zachowaniu, bo jest w nas głęboko zakorzenione poczucie tego, że to dostojne miejsce i należy je szanować, a nie wypada zachowywać się nieprzyzwoicie. I mogłoby tak być już zawsze. Mogli byśmy nadal w trudzie i podczas merytorycznych sporów wykuwać przyszłość naszej Ojczyzny w tym najważniejszym gmachu, gdyby nie nadeszła era PISu...
Budynek Parlamentu zawsze był miejscem otwartym, a straż marszałkowska pełniła raczej rolę reprezentacyjną i dekoracyjną związaną z dawnymi tradycjami tego miejsca, niż role brutalnych ochroniarzy odgradzających obywateli od polityków. Ale to też się zmieniło razem z nadejściem ery PISu...
Dziś panowie strażnicy dostali uprawnienia równe żandarmom w więzieniu, a PIS uczynił z gmachu Parlamentu Bastylię.
Często rozmawialiśmy o strachu, o tym, jak bardzo kieruje naszym życiem. Ale niech mi ktoś powie, czego tak bardzo się boją wybrańcy narodu? Przed PISem rządziły w Polsce inne partie i z lewej i z prawej strony politycznej sceny. I, czy miały poparcie bliskie 40 % czy wkurzyły Polaków na tyle, że ich poparcie spadło do zaledwie kilku, nigdy się tak nie odgradzały i nie okazywały strachu. Czego może się więc bać taka partia, która ciągle oscyluje grubo powyżej 40% ? Przecież miłość suwerena powinna ich chronić?
A może czas już podjąć radykalne środki i zburzyć Bastylię, bo to już nie jest miejsce, gdzie rozmawiamy o Polsce, to jest atrapa Parlamentu, wewnątrz której nikczemna władza chowa się przed ludem. Skoro słabo uzbrojony lud Francji zdołał wedrzeć się do Bastylii, to my tym bardziej powinniśmy siłą wejść do Sejmu i albo go odzyskać albo zburzyć! Ta atrapa nie jest nikomu potrzebna.
Strach władzy jest coraz silniejszy i mury, którymi będzie się otaczać będą coraz wyższe. W swoim strachu posuwają się do coraz gorszych metod. Na przykład były komendant policji dostał ofertę nie do odrzucenia, że albo obciąży fałszywymi zeznaniami byłego ministra z PO, albo sam będzie oskarżony o wyssane z palca przestępstwa. Powiedział o tym głośno i wyraźnie i o ile znam naturę naszej władzy, radziłabym Panu niepokornemu oficerowi, by pod żadnym pozorem nie jeździł samochodem i nie przesiadywał samotnie w pomieszczeniach, bo może się przypadkiem rozbić lub całkiem przypadkiem powiesić...
PIS jest na skraju desperackiej paniki.
Tym bardziej, że wyruszyli w Polscę z nadzieją, że tak jak przed wyborami porwą tłumy na swych spotkaniach z ludem. A tu niespodzianka. Nie wszyscy biją brawa i nie wszyscy chwalą. Są tacy, którzy zdemaskowali kłamców i krzyczą im prawdę w twarz.
I co politycy PISu, przekonujecie się na własnej skórze, jak to jest...
Mówicie o nich, że to są bojówki opozycji? Tak, jesteśmy bojówkami. Bo jak długo można być miłym i grzecznym i próbować kulturalnie rozmawiać? Myśleliście, że zawsze będziemy grzecznie zadawać pytania i czerwienić się za WAS słysząc kłamliwe odpowiedzi?
Nie! Już dość. Jesteśmy bojówkami i będziemy krzyczeć i nikt nas już nie zagłuszy, bo fala naszego gniewu się rozlewa po Polsce. Myśleliście, że drugi raz zamydlicie ludziom oczy, że na spotkania z wami tylko wasze barany przyjdą? Nie, tamten czas już minął, a my nie będziemy już grzeczni. A to dopiero początek, jeszcze nie ma kampanii wyborczej. Szykujemy się na was od dawna, a tymi swoimi podróżami po Polsce, po prostu tylko nieco wcześniej nas zachęciliście do działania. Cokolwiek będziecie o nas mówić, musicie się z nami liczyć, bo nie jest nas garstka, są nas miliony. I dziękujemy WAM bardzo, że nie musimy się fatygować jechać aż do stolicy, by WAM napluć w twarz, by zobaczyć wasze głupie miny na dźwięk oskarżeń o kłamstwa. Dziękujemy WAM, że możemy zobaczyć, jak podwijacie pod siebie ogon i spierdalacie w towarzystwie ochrony przed suwerenem. Ten widok jest dla nas bezcenny.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Nie napisałabym już ani słowa... ( Tekst z dnia 16 lipca 2019 roku)

Jestem na posterunku. Gorąco strasznie, ale nie martwcie się o mnie, ciągle żyję. Lato to dla mnie trudny czas. Mam taki zapierdo...