piątek, 29 czerwca 2018

Nie chciałam, ale muszę napisać o walecznym sercu. ( Tekst z dnia 29 czerwca 2018 roku)


Drodzy Czytelnicy to jest blog polityczny, ale często podejmuję tematy, które ściśle polityką nie są, ale są ważne dla naszego życia społecznego. Wobec tragedii, jaka może spotkać Sad Najwyższy, głupio jest zachować się, jak TVN 24 i pojechać jakimś lekkim tematem, na przykład piłką nożną. Pomimo tego, że Mundial trwa już od 2 tygodni, unikałam tego tematu, bo co kogo obchodzą moje osobiste sportowe emocje. Po drugim, przegranym meczu tak zaczęłam swój kolejny list:
Mogłabym oczywiście napisać na gorąco emocjonalny post na temat naszej żałosnej porażki z Kolumbią, wieszać psy na piłkarzach i na trenerze. Ale wiem z doświadczenia, że krytyka w emocjach nie jest racjonalna i lepiej najpierw ochłonąć. To tylko sport, powtarzam sobie, to tylko sport! Jedni wygrywają, a drudzy przegrywają. Składa się na to bardzo wiele różnych czynników...
Kiedy to pisałam, była już głęboka noc i rzeczywiście postanowiłam ochłonąć. Bo za bardzo bolało, bo szokował styl gry, bo w końcu, Kolumbia to wielki zespół. Następnego dnia wstałam i chciałam sobie całkowicie odpuścić, bo jak wspomniałam wcześniej, doszłam do wniosku, że gadanie o sporcie wobec całego zła dziejącego się w Polsce jest po prostu nieodpowiedzialne. A potem przyszła słynna konferencja prasowa, na której był zarówno trener Nawałka, jak i nasz mistrzunio, Robert Lewandowski. No i wtedy naprawdę się wściekłam. Liczyłam bowiem, na choćby odrobinę pokory i zwyczajnego żalu, że się zawiodło swój kraj. Tymczasem usłyszałam tylko, że na więcej drużyny stać nie było, że taki jest w tej chwili jej poziom i że trener bierze całą odpowiedzialność na siebie.
To pięknie panie Nawałka, że nam pan pojechał taką dyplomacją, że pan całkowicie uwolnił od odpowiedzialności podległych sobie zawodników. I ma pan rację, to jest pana wina, że pojechał pan na mistrzostwa świata z tak mierną drużyną. Odniosłam wrażenie, że się pan zachłysnął świetną grą swoich piłkarzy na ostatnim Euro. Chociaż jeśli chodzi o styl gry, to i w tamtej imprezie nie było z czego się cieszyć. Sukces zawdzięczamy raczej szczęściu i naprawdę dobrej grze obrońców, a nie jakimś spektakularnym atakom i zaangażowaniu. Nam się po prostu na Euro wiele rzeczy udało trochę niezasłużenie. Ale minęły 2 lata. Inne drużyny bardzo się w tym czasie rozwinęły. Wystarczy popatrzeć na taką Szwajcarię... A ja mam wrażenie, że my tylko zeszliśmy z boiska na Euro i weszliśmy na mecz z Senegalem, w tym samym składzie, z tą samą techniką gry i tą samą archaiczną strategią. Niczego nowego się nie nauczyliśmy, nie mamy wyćwiczonych schematów, nawet podania nie trafiają do celu. Gramy chaotyczny, toporny, niemiecki football z poprzedniego stulecia, bez polotu, bez finezji. I co nam to daje, że pan to wszystko weźmie na klatę, skoro zostaliśmy najgorszą drużyną na Mundialu.
Powiedział pan, że nie daliśmy rady, bo Kolumbia to zespół z najwyższej półki...Zapomniał pan, ta sama Kolumbia kilka dni wcześniej przegrała z Japonią, którą wszyscy od razu skreślali z listy potencjalnych faworytów. A pan nam przed mistrzostwami opowiadał, że mamy świetną drużynę, że jesteśmy wysoko w rankingu...a tu się okazało, że potrafiliśmy zdobyć tylko 3 bramki, w tym jednego samobója, że bramki dla naszych przeciwników padały w dużej mierze po błędach okrzykniętego następcą Buffona bramkarza. My nie mamy żadnej drużyny, mamy tylko bardzo dobrych zawodników grających w zagranicznych klubach, w których się bardzo dobrze czują i odnoszą sukcesy. Ale tam się pracuje, nie, przepraszam: Tam się tyra na treningach, bo sobie nie można pozwolić na brak formy. Kiedy się nie chce pracować, siedzi się na ławce. Nie można sobie pozwolić na brak formy. Ale zbiór indywidualnych umiejętności to za mało, by można było mówić o drużynie.
Podczas pierwszego meczu, po burzy, przeszkadzała nam wilgotność powietrza. Podczas drugiego, wysoka temperatura...Czy mam panu naprawdę pojechać, panie Nawałka, takim banałem, że pogoda jest dla obu drużyn taka sama? To co mają powiedzieć Islandczycy, kiedy w ich kraju lato trwa 2 tygodnie, a temperatura osiąga wtedy zawrotne 20 stopni? Czy oni chociaż przez chwile wyglądali na zbyt zmęczonych? Mieli takie wypieki na twarzach, że można było się obawiać, że zaraz się zapalą, a mimo to grali do ostatniej chwili na pełnych obrotach. Może po prostu wiedzieli, po co wyszli na boisko, bo te nasze gwiazdy, to już chyba nie. Niczego nie zobaczyliśmy poza wielkim ego poszczególnych zawodników, z Robertem Lewandowskim na czele. A jego wypowiedzi na konferencji były równie żałosne, jak trenera. Że co panie Robercie, że daliście z siebie wszystko? Naprawdę? To mówi piłkarz, który wznosi wielki lament za każdym razem, kiedy nie znajdzie się w pierwszej trójce w kolejce do złotej piłki? Jeśli tylko na tyle pana stać, to współczuję.
Może powiem coś mało popularnego i jak zawsze zostanę posądzona o jakieś krypto love do Cristiano Ronaldo, ale nie mam za bardzo innego przykładu, który mogła bym porównać z Robertem Lewandowskim. Messi, jak zauważyliśmy, na tych mistrzostwach tez ma zaćmę. Powszechnie się mówi, że Ronaldo na boisku jest egoistą, że za wszelką cenę chce sam zdobywać bramki i cała drużyna musi pracować dla niego. Ale przyjrzyjmy się drugiemu meczowi Portugalii z Marokiem. Bardzo szybko padła bramka dla Portugalii i resztę meczu ta drużyna grała na rezerwie. Nic dziwnego, poprzedni mecz z Hiszpania był bardzo wyczerpujący i skoro mieli dobry wynik, po prostu odpoczywali. Ale co w tej sytuacji robi Ronaldo? Otóż pilnuje własnej bramki i wielokrotnie w takim meczu spełnia role obrońcy. Pan, panie Robercie, całkowicie przestał oba mecze i jeszcze pan płacze, że nikt do pana piłki nie podawał. Skoro, jako znany zawodnik jest pan szczególnie pilnowany przez przeciwnika i kiepsko idzie panu w ataku, to przynajmniej niech się pan trochę udziela w obronie. Może jako kapitan chociaż by się pan przyczynił do zmniejszenia obrazu klęski.
Po meczu z Kolumbią było znowu kilka dni odpoczynku od gry naszych chłopaków i te wszystkie słowa znowu nieco we mnie przygasły. Ja po prostu wcale nie chcę o tym pisać. Wiernie, jak każdy Polak oglądałam wczoraj ostatni mecz naszej drużyny i nawet chwilami mi się ta gra podobała. Miałam ten list wyrzucić do kosza, bo mi cała złość już przeszła. W końcu panowie strzeli gola i dyktowali warunki na boisku, chociaż była w tym duża zasługa Japończyków, którzy rozegrali swój najsłabszy mecz. Nawet Lewandowski, jakby usłyszał moją krytykę, cofał się często do obrony. I pewnie przemilczałabym to wszystko, gdyby nie te żenujące, ostatnie 15 minut meczu...
To miał być mecz o honor, chociaż Polska jest jedynym krajem, który takie mecze rozgrywa. Inni rozpatrują je raczej w kwestii jakiegoś prestiżu lub pozostawienia po sobie dobrego wrażenia. Ale my, jak zwykle, bohaterska husaria, do krwi ostatniej i takie tam inne górnolotne frazesy, mieliśmy całemu światu pokazać, jakie to z nas orły... I pokazaliśmy!!!
Ja rozumiem Japończyków, którzy zastosowali taką, a nie inną taktykę, bo od niej zależało przejście do następnej fazy rozgrywek. Ale my, Polacy??? Mieliśmy gryźć trawę i pluć krwią, żeby, no wiecie, pokazać, że jeszcze Polska nie zginęła, póki piłka na boisku... Mam już ponad 50 lat i odkąd pamiętam, oglądam wszystkie mistrzostwa. W życiu jeszcze czegoś takiego nie widziałam. My, może nigdy nie byliśmy zbyt dobrze wyszkoleni technicznie, ale zawsze mieliśmy waleczne serca...
I jeszcze taka uwaga ogólna na podsumowanie:
Płakać się chce na taką postawę sportowców. Ale całego obrazu dopełnia żałosna radość naszych kibiców, którzy po tym wszystkim wychodzą zadowoleni ze stadionu. Zadowoleni, że wreszcie wygraliśmy mecz i że strzeliliśmy w nim jednego jedynego gola... Śpiewaliśmy, że jeszcze tego lata Polska będzie mistrzem świata, a tu taka radość z ostatniego miejsca w grupie i wygranego meczu w tak żałosnym stylu? Bardzo małe macie marzenia Polacy, bardzo niską samoocenę i niewielkie wymagania. Osobiście wolałabym, by przegrali wszystkie 3 mecze i jeszcze jeden za kare, ale by grali jak piłkarze, a nie jak jakieś patałachy, które stoją z rękami podpartymi pod boki i czekają na to, aż się sędzia zlituje i zakończy tę farsę. Wolałabym, by mogli wrócić z podniesionym czołem, jak inne kraje, które odpadły, ale nawet w ostatnim meczu o nic, potrafiły grać tak, jakby od nich zależały losy świata. Wolałabym, byśmy grali jak Islandczycy z Argentyną lub Szwedzi w meczu z Niemcami. Bo Polacy, na pewno nie wracają do domu na tarczy i sprzedali skórę za nic. Ale po co mają się starać, przecież nawet kibice niczego więcej od nich nie wymagają... To jest taki mały wycinek naszej polskiej postawy obywatelskiej. Bo jak my mamy obronić sądy, walczyć o coś naprawdę ważnego, skoro zadowalamy się takim byle czym. Zachwycamy się jak 11 facetów, którzy nas reprezentują stoją na boisku jak małpy, a niektórzy to nawet usiedli...
Niemy Sejm, niema Polska, niema drużyna bez jaj, czekająca na ostatni gwizdek. I nieme społeczeństwo, które chciało być zachodnim, nowoczesnym i demokratycznym państwem, ale zadowala je jakieś 500+. I tak, jak ci zawodnicy czekamy, aż przyjdzie ktoś i nam zgasi światło. Ktoś powiedział, że nasze waleczne serce, to mit. Jeszcze wczoraj bym się z nim kłóciła, ale dziś...



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Kręta droga z czarnej dupy. ( Tekst z dnia 19 marca 2019 roku.)

Od dawna nie rozumiem mojego kraju. Nie rozumiem polityków i obywateli. Ale tak naprawdę, jak wszyscy ulegam manipulacji i poddaje się ogó...